Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo HarperCollins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo HarperCollins. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2022

Act cool – Tobly McSmith

@oxuria
„Act cool” to powieść, która – wraz z innymi pojawiającymi się ostatnimi czasy książkami na rynku wydawniczym – zapełnia pewną lukę, której potrzeba wypełnienia wydaje mi się oczywista.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

25 maja 2020

Zbłąkany syn – Rainbow Rowell

@oxuria
To miał być koniec opowieści.

Simon Snow zrobił wszystko, co powinien. Pokonał złoczyńcę. Wygrał wojnę. A nawet się zakochał... W tym miejscu powinien nastąpić happy end, prawda? Coś w stylu „I żyli długo i szczęśliwie...”.

Dlaczego więc Simon Snow popadł w apatię i nie może zejść z kanapy? Zdaniem najlepszego przyjaciela potrzebuje zmiany. Nowych bodźców, które sprawią, że ujrzy siebie w innym świetle i odzyska chęć do życia. 

Przyjaciele ze szkoły dla czarodziejów wpadają na genialny pomysł: wyjazd do Ameryki jest tym, czego potrzeba Simonowi. Przy okazji odwiedzą starą znajomą.

Zabytkowym kabrioletem jeżdżą po zachodnich stanach w poszukiwaniu przygód. Oczywiście dopadają ich też kłopoty – smoki, wampiry, śmiercionośne indywidua... Stawiają im czoła, ale w pewnym momencie się gubią. Gubią się tak bardzo, że zaczynają się zastanawiać, czy kiedykolwiek w ogóle wiedzieli, dokąd zmierzają...

Kontynuacja bestsellerowej powieści Nie poddawaj się o znanym z Fangirl Simonie Snow.//lubimyczytac.pl
„Końca nie ma. Złe rzeczy się dzieją, potem mijają, ale sieją w ludziach zamęt”, s. 18.

UDOSTĘPNIJ TEN POST

21 lutego 2020

Dom po drugiej stronie jeziora – Anna Bichalska

@oxuria
Rok 1928. Do willi nad jeziorem w Błękitnych Brzegach przyjeżdża Maria, która ma objąć posadę guwernantki dwóch sióstr – Matyldy i starszej Adeli. Ale Maria ma także inny, ukryty cel. Chce rozwikłać pewną zagadkę z przeszłości. Nie wie jednak, że może okazać się to niebezpieczne. Nie tylko dla niej samej.

Rok 2017. Stary dom Matyldy położony nad brzegiem jeziora w Błękitnych Brzegach ma swoje tajemnice. Sekrety skrywa też Małgorzata, która pewnego letniego dnia wraz z kilkumiesięcznym niemowlęciem staje przed jego drzwiami. Ma za sobą bagaż trudnych doświadczeń i tylko jedną prośbę…

Losy kobiet skrzyżują się na dłużej. Połączy je między innymi zagadka śmierci Adeli, starszej siostry Matyldy, która zginęła jako dziecko niemal sto lat wcześniej. Zawartość skrytki znalezionej na strychu rzuca na jej śmierć nowe światło.//lubimyczytac.pl
„[...] śmierć najbliższej osoby zawsze przychodzi zbyt wcześnie, ale jeśli ktoś umiera młodo, trudniej się z tym pogodzić. To takie marnotrawstwo życia. Przerwane filmu w połowie seansu” – s. 179.
Czasem bywa tak, że pewne książki pojawiają się w odpowiednim momencie – akurat wtedy, gdy tego potrzebujemy. Tak właśnie było ze mną i Domem po drugiej stronie jeziora. Wybrałam tę lekturę, bo chciałam poczytać o czymś bardziej przyziemnym, oderwać się od tego, co działo się dookoła, ale z rozwagą. Tymczasem otrzymałam niesamowicie wciągającą, ciekawą i niepowtarzalną lekturę. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego odpoczynku!

Zakładałam, że na warstwie obyczajowej się skończy, ale Anna Bichalska nie poprzestała na niej. I bardzo dobrze! W historii rozwinięty jest wątek starej, rodzinnej tajemnicy. Chociaż w sumie niedopowiedzeniem będzie, jeśli powiem, że chodzi o jeden sekret – po drodze odkrywane są kolejne! Bardzo spodobało mi się nieujawnianie wszystkich faktów już na samym początku, uciekanie od oczywistości. Wiecie, chodzi o fakt, że – jako Czytelnicy – jeśli nie mamy podanych jakichś informacji, dopowiadamy sobie sami różne rzeczy. Autorka w tym przypadku pogrywa sobie z nami (nie wiem, czy było to zamierzone, ale wyszło świetnie!) w taki sposób, że w pewnym momencie potrzebna jest chwila na refleksję. Co z tego, co wiem o tej historii, jest prawdziwe? Bardzo lubię takie chwile, ponieważ taki zabieg zmusza mnie do przemyśleń – nie sprawia, że czuję się biernym Czytelnikiem. Wręcz przeciwnie – sprawia, że ta historia żyje we mnie.

Warto zaznaczyć, że opowieść snuta jest dwutorowo: akcja dzieje się głównie w 1928 oraz 2017 roku. Zazwyczaj nie przepadam za takim rozwiązaniem, bo często jedna „warstwa” czasowa po prostu mnie nudzi i mam ochotę przekartkować parę stron, by przejść od razu do kolejnej. Tym razem wszystko tak niesamowicie się uzupełniało, że nie odczuwałam potrzeby przyspieszania tempa akcji. Chciałam nacieszyć się tym, co miałam przed sobą. Pozwalałam sobie na to, by moja wyobraźnia działała, szukała możliwych rozwiązań czy kolejnych powiązań… Takiej lektury już dawno mi brakowało.

Bohaterowie to w gruncie rzeczy osoby, które mogą stać się bliskie sercu. Pani Matylda – urocza starsza pani po dziewięćdziesiątce – skradnie wszelkie, gwarantuję Wam! Małgorzatą targa wiele emocji, przeżywa pewne rozterki, ale przez to, czego dowiedzieć się można wraz z postępującą historią, nie dziwi mnie to. Nie czułam irytacji czy większych negatywnych emocji. Nawet kiedy myślę o wydarzeniach z 1928, nie czuję złości – ale szok, niedowierzanie już tak.

Trudno mi ułożyć coś spójnego odnośnie tej książki, ponieważ sprawia ona, że odlatuję. Myślę o tym domu nad jeziorem, siostrzanej rozłące, miłości matki do swojego dziecka i wcale nie chcę wracać do rzeczywistości. Jeśli sięgniecie po tę lekturę (do czego Was zachęcam), mam nadzieję, że poczujecie się tak samo jak ja!

Anna Bichalska, Dom po drugiej stronie jeziora, HarperCollins Polska 2020, s. 464.
Post powstał we współpracy z wydawnictwem.

UDOSTĘPNIJ TEN POST

31 października 2019

Księżniczka i tajny agent – Nora Roberts

@oxuria
Księżniczka Gabriella de Cordina zostaje porwana pomimo stałej ochrony. Cudem ucieka porywaczom, ale pod wpływem dramatycznych wydarzeń traci pamięć. Nie wiadomo, kto i dlaczego ją uprowadził. Nadal jednak zagraża jej niebezpieczeństwo, dlatego rodzina angażuje wysokiej klasy specjalistę. Nonszalancki Amerykanin Reeve MacGee to były tajny agent. Doskonale radzi sobie ze wszystkim, ale staje się bezbronny wobec uczucia do zachwycającej i wrażliwej kobiety, którą ochrania.//lubimyczytac.pl

„Księżniczka i tajny agent” Nory Roberts to romans chyba w każdym tego słowa znaczeniu. Dodam tylko, że niekoniecznie w tym pozytywnym sensie. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością wspomnianej autorki, jednak postanowiłam, że kiedyś trzeba przecież przekonać się na własnej skórze, czemu zawdzięcza ona swoją sławę. I zdradzę Wam, że dalej tego nie wiem!

Dla ścisłości – byłam nastawiona neutralnie do lektury, bo najzwyczajniej w świecie potrzebowałam tylko czegoś, co zapewni mi chwilę wytchnienia pomiędzy tekstami na zajęcia. Nawet to nastawienie nie pomogło! Wiem, że fabuła nie musiała nawet zachwycać, ale według mnie ciekawa czy wciągająca akcja jest akurat jedną z podstaw, by móc uznać książkę za przynajmniej dobrą. Tutaj tego niestety zabrakło. Podany na tacy został punkt wyjściowy, od którego zdarzenia prowadzą do bardzo przewidywalnego celu.

Przechodząc dalej, bohaterowie po prostu istnieją – mówią (czasem myślą), chodzą, wykonują różne czynności, ale kompletnie brak im jakiegokolwiek portretu psychologicznego. Może jednak miałam za duże wymagania? Jak wspomniałam, starałam się ich nie mieć, ale nie da się nie wymagać chociaż jakiegoś tła (nie tylko emocjonalnego, które jest trochę blade) – refleksji, zastanowienia się. Pewnie przywykłam już do tego, że zawsze coś w tym stylu się pojawiało w takich książkach, jednak ewidentnie odczuwałam ten brak jakiejś głębszej myśli. Było... płytko.

Korekta – chyba w tej kwestii odnotowałam największe braki. Naprawdę, już nawet fabuła chowała się przy tym aspekcie. Jeśli jesteście bardzo wyczuleni na drobne chochliki, nie przetrwacie. Ostrzegam, że nawet ktoś względnie nieprzywiązujący do tego wagi może mieć lekki problem. Średnio co parę stron na końcach zdań brakuje kropek, do tego dialogi są dziwnie, chaotycznie ułożone. Złóżcie to sobie w całość. Nie pisze mi się o tym łatwo, bo wiem, że ktoś wymieniony z nazwiska poświęcił swój czas, by tą korektą się zająć, jednak wywołuje to dyskomfort u czytelnika. Osobiście pod takim tekstem bym się najzwyczajniej w świecie nie podpisała, co tu dużo mówić.

Wpływ na całokształt może mieć fakt, iż książka pierwotnie wydana została w roku 1986. Tłumaczyłoby to wiele, ponieważ ponad trzydzieści lat to jednak kawał czasu i zmianie po kolei ulegało wszystko w świecie: mentalność, nauka, codzienność, technologia. W każdym razie w dzisiejszych realiach i natłoku wydawniczym znaleźć można o wiele lepsze lektury, które przede wszystkim zaciekawią oraz skłonią nawet do niewielkich refleksji. Zadecydujcie sami, ale weźcie pod uwagę to, co zawarłam powyżej – być może unikniecie wielkiego rozczarowania!

„Księżniczka i tajny agent” („Księstwo Cordiny” #1) Nora Roberts (tłum. Magdalena Nagórska), Wydawnictwo HarperCollins 2019, str. 288
Post powstał we współpracy z wydawnictwem.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

31 lipca 2019

Lęk. Jak sobie radzić z chorobą naszych czasów – Augusto Cury

@oxuria
Brakuje wam cierpliwości? Budzicie się zmęczeni? Irytuje was wolniejsze tempo pracy? Często miewacie bóle głowy i cierpicie na podwyższone napięcie mięśniowe?

Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco, to książka dla Was. Doktor Augusto Cury szeroko opisuje Syndrom Przyspieszonego Myślenia (Accelerated Thought Syndrome), identyfikując go jako nową chorobę naszych czasów i najpowszechniejszy problem psychiczny obok depresji.

Dlaczego tak się dzieje? Wielość informacji, mnogość bodźców i rosnące tempo życia sprawiają, że zmieniło się również tempo formułowania myśli. Pociąga to za sobą poważne konsekwencje dla naszego zdrowia emocjonalnego, intelektu i kreatywności. Dzięki pracy doktora Augusto Cury mamy okazję przyjrzeć się bliżej Syndromowi Przyspieszonego Myślenia i poprawić komfort naszego życia. //lubimyczytac.pl

Zaraz po „Najbardziej inteligentnym człowieku w historii” i „Nie porzucaj marzeń” poradnik o lęku to trzecia pozycja autorstwa brazylijskiego psychiatry i psychoterapeuty, jaką było mi dane przeczytać. Każdą z tych książek coś od siebie odróżnia – włącznie z tematyką – ale w równym stopniu poruszają kwestie, których nie powinno się chować pod dywan, a wręcz przeciwnie – zwrócić na nie większą uwagę.
„W erze powszechnego dostępu do informacji i przyrostu stanu wiedzy kształcimy ludzi jedynie powtarzających informacje zamiast rzeczywistych myślicieli”. str. 37
„Lęk. Jak sobie radzić z chorobą naszych czasów” to, podobnie jak pozostała znana mi twórczość Autora, prawdziwa skarbnica cytatów! Uwierzcie, Augusto Cury porusza temat ludzkiego umysłu w tak przystępny sposób, że jego refleksje zaznaczają się same. Jak mówi już sam tytuł, lęk jawi się jako jedna z najprężniejszych aktualnie chorób – na stany lękowe (większe lub mniejsze) może cierpieć dosłownie każdy. Brazylijczyk na kartach krótkiego poradnika przedstawia swoją teorię okien pamięci (dzieląc je na neutralne, zabójcze i light), zgłębia definicje i typy ludzkiego Ja, poddaje analizie proces myślenia, by w końcowym rozrachunku wyjaśnić świadomemu już Czytelnikowi czym jest Syndrom Przyspieszonego Myślenia, jego poziomy oraz jakie wynikają z niego konsekwencje.
„Jesteśmy tak skomplikowani, że kiedy nie mamy prawdziwych problemów, potrafimy je sobie stworzyć”. str. 39
Mnogość wniosków, jakie wysnuć można z tej lektury, jest ogromna. Cała teoria SPM ma sens nawet dla mnie – przeciętnej Czytelniczki dobiegającej wkrótce dwudziestki. Dużo się słyszy, że wystarczy tylko chęć zmiany, a kiedyś ona nastąpi – Cury zaprzecza i twierdzi, że same intencje nie zmienią osobowości. Potrzeba wielu starań i silnej woli, by przyczynić się do skorygowania swoich zachowań czy postawy. Jako przykład powołuje uzależnienia i to, że człowiekiem zniewolonym od używek będzie się całe życie – niezależnie od ilości terapii i innych starań. Dlaczego? Jest to kwestia przewagi zabójczych okien pamięci nad pozostałymi, jednak dokładniej zostało to wytłumaczone w samym poradniku, do którego naprawdę polecam zajrzeć.
„Osoba uzależniona od narkotyków nie staje się więźniem substancji chemicznych samych w sobie, lecz zapisu doświadczeń, jakie w sobie nosi. Z upływem czasu problemem nie jest już substancja psychoaktywna, ale ograniczenie, jakie tworzy się w obrębie Ja, karmione przez niezliczone zabójcze okna rozproszone w pamięci”. str. 69
Przywołałam tylko jedną kwestię poruszoną w książce, ale, jak wspomniałam, mogę Was zapewnić, że jest ich o wiele więcej – lektura nie miałaby sensu, gdybym opisała wszystko! Dlatego jeśli dręczą Was jakieś lęki, czujecie, że potrzebujecie czegoś, co pomogłoby Wam poukładać myśli lub po prostu jakkolwiek spowolnić – ten poradnik zdecydowanie jest skierowany do Was. Warto wiedzieć, jak działa nasza psychika, bo co z tego, że zostaniemy idealnymi pracownikami, jeśli nasza psychika zostanie skazana na straty?

„Lęk. Jak sobie radzić z chorobą naszych czasów” Augusto Cury, Wydawnictwo HarperCollins Polska 2019, str. 176
UDOSTĘPNIJ TEN POST

28 marca 2019

Serce jak głaz – Diana Palmer


Ren Colter należy do najbogatszych osób w okolicy, ale nie afiszuje się z majątkiem. Zamknięty w sobie i zdystansowany, leczy rany po nieudanym związku. Kiedy pod wpływem impulsu proponuje pomoc Meredith, na którą poluje płatny zabójca, w kolejnej sekundzie już żałuje tej decyzji. Ta drobna, śliczna blondynka budzi w nim instynkt opiekuńczy, a przecież po tym, jak zdradziła go narzeczona, Ren postanowił zamienić serce w kamień. Jakby zapomniał, że uczucia rządzą się swoimi prawami i czasami nie ma sensu z nimi walczyć. //lubimyczytac.pl

Wydaje mi się, iż Diana Palmer jest dość znanym nazwiskiem w książkowym światku, choć jej ostatnio wydana powieść w Polsce jest moją pierwszą książką jej autorstwa, którą przeczytałam. Jej twórczość postrzegałam jako zwykłe harlequiny i w zasadzie tak jest w rzeczywistości, przynajmniej jeśli chodzi o dokładnie tę część cyklu zatytułowanego „Wyoming Men”.

Wobec „Serca jak głaz” nie miałam wygórowanych oczekiwań – chciałam jedynie, by lektura sprawiła mi przyjemność i choć na chwilę zajęła moje myśli. Przyznam, że udało się to, chociaż świadoma jestem wielu wad i luk, które książka ta zdecydowanie posiada. Schematyczność schematycznością – na nią można jeszcze przymknąć oko, ale niektóre nieracjonalne, gwałtownie podejmowane decyzje bohaterów mogły wprawiać w zdziwienie. Do tego narrator (jak i postaci) miał tendencję do powtarzania niektórych faktów co kilka stron w różnych sytuacjach. Powodowało to, że w pewnym momencie miało się już dość powielania jednych i tych samych informacji – bo ile razy można czytać w kółko o tym, jakie to ktoś miał złe dzieciństwo lub życie? Jasne, że ten przesyt jest do zignorowania, ale kiedy już ta sprawa została zaakceptowana przez Czytelnika, pojawia się kwestia przesłodzenia – dla niektórych wielka, a dla innych znośna, wszystko zależne od gustu. Sama uważam, że wystarczyło niektóre strony „przelecieć” szybciej wzrokiem i problem zażegnany.

W historii obok romansu znajduje się wątek trochę kryminalny, który rozgrywa się w tle, napędza w niektórych momentach akcję, jednak sam w sobie nie sprawia, że główna bohaterka – Meredith – staje się nam bliższa i chcemy jej za wszelką cenę pomóc. Niektóre dialogi były dla mnie po prostu śmieszne, chociaż humor nie mógł być pewnie zamierzony przez autorkę w tamtych sytuacjach. Sama kreacja bohaterów mnie nie porwała – no, może z wyjątkiem Mikeya, który pomimo bycia mafiozo potrafił wywołać na mojej twarzy uśmiech swoją postawą w wielu sytuacjach. A, i wielki plusik leci ode mnie za nawiązania do Avengersów – Hawkeye'a i Kapitana Ameryki!

Podsumowując, książka Diany Palmer „Serce jak głaz” nie obyła się bez wad, ale jeśli nastawicie się na niezobowiązującą lekturę lub po prostu nie będziecie mieć co do niej żadnych wymagań, spędzicie z nią miło czas.

„Serce jak głaz” („Wyoming Men” #6) Diana Palmer, Wydawnictwo HarperCollins 2019, str. 416
UDOSTĘPNIJ TEN POST

27 października 2018

Chłopak, który wiedział o mnie wszystko – Kirsty Moseley

Riley Tanner ma najlepszego przyjaciela, takiego przyjaciela, o którym marzy każda dziewczyna. Jest wspierający, lojalny, uczciwy, godny zaufania, dobry i troskliwy. Jest również najlepszym sportowcem w szkole. 

Ich relacja była zawsze nieskomplikowana i ciepła, ale po miesięcznych wakacjach Riley, sprawy się skomplikowały. Zaczęła patrzeć na niego w sposób wykraczający poza strefę przyjaźni. Do tego na drodze pojawia się zainteresowany nią rywal jej przyjaciela i sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli… //lubimyczytac.pl

Przewidywalne książki potrafią się czasem uratować różnymi drobnostkami – szybko się czyta, można przy nich odpocząć, zająć myśli. Gorzej dzieje się, gdy lektura nie jest już tylko przewidywalna, ale aż za bardzo – zaczyna irytować, odruchem dla Czytelnika staje się przewracanie oczyma, a odkładanie książki po paru stronach to już nic dziwnego, bo chęć zagłębienia się w lekturze odlatuje w momencie.

Powieści Kirsty Moseley (a przynajmniej te, z którymi mogłam się zapoznać) mają to do siebie, że nigdy nie są bardzo wymagające. Wciągają, śmieszą, dają wytchnienie w cięższych chwilach, ale nic poza tym – bohaterowie dają się lubić, chociaż w większości wykreowani są na wszechobecnych schematach. Czasem to nie przeszkadza, bo ich zachowanie nie jest przejaskrawione i można całkiem spokojnie przymknąć na tę schematyczność oko.

Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy coś robi się za bardzo i akurat „Chłopak, który wiedział o mnie wszystko” jest na to dobrym przykładem. Książka ta liczy ponad pięćset stron, z czego lekko mogłaby mieć tylko niecałe trzysta. Dlaczego? Opisana jest tu masa scen, bez których ta opowieść miałaby się lepiej, ponieważ albo były one po prostu dla fabuły niepotrzebne, albo wywoływały we mnie chęć zwracania wszelkiej słodkości, która z nich wypływała.

Mówiąc o bohaterach – wolałabym tego nie robić. Riley jest przykładem typowej, irytującej nastolatki, która swoją głupotą przewyższa wszystko. Czasem nie łapie prostych rzeczy – parę razy zastanawiałam się, czy ona tak na serio, czy tylko udaje. Niestety, za każdym razem okazywało się, że to tak na serio. Clay również nie grzeszył za wielkim rozumem, ale nie chcę przytaczać przykładów, bo możliwe, że za dużo bym tu zdradziła.

Przygotujcie się na to, że w „Chłopaku, który wiedział o mnie wszystko” nie spotkacie za często logiki. Główni bohaterowie nie wiedzą za bardzo, jak to jest pracować na swoje utrzymanie, ponieważ autorka znalazła dla nich cudowne rozwiązanie, które niestety jest mało prawdopodobne. Wszystko po pewnej ilości przeczytanych stron wydaje się już być nierealne i zaczyna męczyć. Dlatego zastanówcie się, czy chcecie brnąć przez taką historię przez pięćset stron. Budujące jednak jest to, że ta powieść była pierwszą, która wyszła spod pióra autorki i została opublikowana (pierwotnie na Wattpadzie, co mnie wcale nie dziwi). Dzięki tej książce wiem, że pisarsko widać poprawę w pozostałych pozycjach (które u nas zostały wydane wcześniej).

„Chłopak, który wiedział o mnie wszystko” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2018, str. 512
UDOSTĘPNIJ TEN POST

2 maja 2018

Nie porzucaj marzeń – Augusto Cury

Instagram
Augusto Cury to autor sprzedanych w ponad dwudziestu pięciu milionach egzemplarzy poradników na temat rozwoju osobistego, najpopularniejszy brazylijski pisarz, wydawany w sześćdziesięciu krajach. Dowodzi, że marzenia są jak kompas wskazujący drogę, którą powinniśmy podążać. Są naszą siłą napędową, wzmacniają nas, pomagają się rozwijać i osiągnąć zamierzone cele. Uważa, że dzisiejsza młodzież, z winy dorosłych, ma mnóstwo pragnień, za to niewiele marzeń. A to marzenia sprawiają, że biedacy stają się królami, a bogacze żebrakami.

Książka skierowana nie tylko do nauczycieli i rodziców, ale do wszystkich, którzy zapomnieli, że marzenia to tlen dla inteligencji. Analizując drogę życiową wybitnych postaci, takich jak Jezus, Abraham Lincoln czy Martin Luther King, autor zmusza nas do nowego spojrzenia na własne życie i uczy, jak przekuć marzenia w sukces. //lubimyczytac.pl
Voltaire powiedział, że marzenia i nadzieja zostały nam dane jako rekompensata za życiowe trudności.
Będąc dziećmi, marzymy o zrobieniu w przyszłości kariery jako piosenkarz, lekarz, policjant czy ktoś równie ważny czy lubiany. Oprócz takich daleko idących planów, mamy takie mniejsze marzenia jak przykładowo otrzymanie w prezencie gitary i nauczenie się na niej grać lub kupno jakiejś innej upragnionej rzeczy. Z biegiem lat tracimy jednak zapał do marzeń, stawiania sobie celów, które chcielibyśmy osiągnąć i szczytów, na które pragnęlibyśmy wejść.

Augusto Cury, pokazując od strony psychologicznej osiągnięcia Jezusa, Abrahama Lincolna czy Martina Luthera Kinga, pragnie przekonać Czytelnika o tym, jak bardzo ważnym elementem w życiu jest zdolność do marzenia, ale i sięganie po cele ustanowione przez siebie. Zrealizowanie ich uzależnione jest od tego, na ile jesteśmy odporni na porażki i niepowodzenia, które z pewnością spotkamy na swojej drodze. Badając psychikę wyżej wymienionych postaci, brazylijski psychiatra niejednokrotnie dziwił się, jak i podziwiał ich umysły oraz to, jak bardzo byli wytrwali. Odkrywał ich tajemnicę odniesionych sukcesów.
Władza uwodzi ludzi, sprawia, że śmiało przyjmują oklaski, ale nie są już tak śmiali w wychodzeniu naprzeciw potrzebom innych.
Mogłabym opisać tutaj wiele innych rzeczy zawartych w tym poradniku, ale chciałabym, aby pozostały one dla osób, które zainteresował sam temat marzeń – nie będę psuła przyjemności płynącej z czytania „Nie porzucaj marzeń”. Prawdopodobnie każdy z Was ma inne doświadczenia związane z takim typem książek – jedni lubią, drudzy uważają je za narzucanie swojej woli, manipulację. Sama wielu poradników nie pochłonęłam, ale wiem, iż pozycja, o której dzisiaj piszę, przekonała mnie do siebie – językiem, używanymi metaforami, tematem oraz zrealizowaniem go.

O swoich marzeniach trzeba pamiętać, a przede wszystkim – mieć je, nie rezygnować z nich, nie zniechęcać się przez niepowodzenia.


„Nie porzucaj marzeń” Augusto Cury, Wydawnictwo HarperCollins 2018, str. 208

8/10
UDOSTĘPNIJ TEN POST

18 marca 2018

Mów do mnie – Sonia Belasco

Mam tak przynajmniej dwadzieścia razy dziennie. Robię coś albo coś mówię, albo coś widzę i mam ochotę wysłać pocztówkę do tego miejsca bez adresu, w którym teraz przebywasz: „Szkoda, że Cię tu nie ma”.
Nie ma dobrych słów, by wyrazić ból po stracie. Nie ma słów, które pomogłyby walczyć z pustką po kimś, kto odszedł.
To dlatego Melanie zaczęła malować. Jej matka była dość ekscentryczną artystką, wspaniałą kobietą. Zmarła przedwcześnie na raka. Melanie maluje, by poczuć jej bliskość.
To dlatego Damon zaczął robić zdjęcia. Carlos, jego najlepszy przyjaciel, był fotografem. Odebrał sobie życie. Damon chce zrozumieć, dlaczego. Wierzy, że przez obiektyw jego aparatu zobaczy świat oczami Carlosa.
Dla obojga sztuka to terapia, światło nadziei w trudnym powrocie do normalności.
Spotykają się podczas prób do szkolnej wersji Otella. Mają ze sobą wiele wspólnego, coraz dłuższe rozmowy przynoszą obojgu ulgę. Przekonują się, że czasami wystarczy, by ktoś nas wysłuchał, bo zainteresowanie życzliwej osoby to najlepsze lekarstwo na smutek. //lubimyczytac.pl

Każdy, kto doświadczył straty kogoś bliskiego, wie, że nie jest to coś, przez co przechodzi się łatwo. Osobiście nie było mi dane czegoś takiego przeżyć, więc nie jestem w stanie całkowicie zrozumieć myśli czy uczuć osoby naznaczonej żałobą. Sonia Belasco wnika do umysłów dwójki bohaterów, którzy muszą pogodzić się z utratą bliskich i pokazuje Czytelnikowi ich drogę, jaką pokonują, by móc wrócić do normalności. 

Mnie w pewien sposób autorka pomogła zorientować się, co przede wszystkim taki człowiek może odczuwać – pustka, której nie może nic zapełnić, poczucie winy, niekiedy wyrzuty sumienia, świadomość niedopowiedzeń, niedokończonych spraw. Jak sama wyjaśnia, do napisania tej książki zmusiło ją bolesne poczucie straty po tym, jak jej były chłopak odebrał sobie życie. Jest to ważne dlatego, iż historia Damona i Melanie została napisana przez Sonię na podstawie własnych doświadczeń i przemyśleń. Nie została ona stworzona tylko z samej przyjemności pisania, co nadaje jej głębokie znaczenie. Sądzę, że opowieść ta ma na celu uświadomienie, dlaczego ludzie zachowują się tak a nie inaczej w obliczu żałoby, co ich prowadzi do odseparowania od świata i niekiedy zamknięcia się w czterech ścianach.

Przejście przez żałobę to nie jedyny aspekt poruszony przez autorkę, chociaż wciąż pozostaje tym głównym. Damon jest czarnoskórym nastolatkiem, którego ewidentnie łączy coś z białą dziewczyną – z tego powodu pojawiają się małe zgrzyty pomiędzy bohaterami, jednak kwestia rasizmu nie jest daleko rozwinięta na kartach tej powieści, czemu nawet się nie dziwię, ponieważ „Mów do mnie” liczy niespełna dwieście czterdzieści stron, co naprawdę nie jest wielką liczbą. 

Wszystkie emocje tłumione przez Damona (przez to imię cały czas miałam przed oczami bohatera z Pamiętników Wampirów!) przekształcały go w tykającą bombę, która w pewnym momencie wybuchnie. Zbawienną dla niego okazała się paradoksalnie rola Otella w sztuce Szekspira, która sama w sobie wymagała od chłopaka dużego zaangażowania emocjonalnego, ale może właśnie o to chodzi. Ujawnienie swoich uczuć, myśli – nawet jeśli tylko za pośrednictwem granej postaci – zdaje się przynosić ulgę.

Autorka pokazuje, że warto rozmawiać o tym, co nie jest dla nas łatwe, ponieważ inaczej nigdy się od tego nie uwolnimy. Ujęła to w przystępny sposób, przeplatając między sobą i odkrywając przed Czytelnikiem historię Damona oraz Melanie – dwójki różniących się ludzi pod wieloma względami, lecz jak najbardziej się rozumiejących.

„Mów do mnie” Sonia Belasco, Wydawnictwo HarperCollins 2018, str. 240

8/10 [bardzo dobra]
UDOSTĘPNIJ TEN POST

12 lutego 2018

Cud na Piątej Alei – Sarah Morgan

Eva, nieuleczalna romantyczka, patrzy na życie przez różowe okulary i wierzy w szczęśliwe zakończenia. Jednak czasem nawet jej jest smutno. Po śmierci babki nie ma już żadnej rodziny i ciągle nie może znaleźć prawdziwej miłości, choć jej przyjaciółki dawno odszukały swoje połówki. Do tego nadchodzi Boże Narodzenie, a to trudny czas dla samotnych.
W liście do Świętego Mikołaja prosi więc o romans. Zbieg okoliczności sprawia, że śnieżyca nad Nowym Jorkiem więzi ją w jednym mieszkaniu z cynicznym i przepełnionym pesymizmem autorem kryminałów, których Eva nie cierpi. Wydaje się, że nie mogła trafić gorzej…//lubimyczytac.pl

Ku mojemu zaskoczeniu (przez niedopatrzenie) „Cud na Piątej Alei” jest trzecią częścią cyklu „Pozdrowienia z Nowego Jorku”. Na szczęście, z tego co udało mi się dowiedzieć, znajomość poprzednich tomów nie jest wymagana, chociaż główni bohaterowie są w nich wspominani. Zdezorientowana byłam również przez kompletne niezgranie okładki z treścią – zdjęcie sugeruje na porę wiosenną, nawet letnią, a ponadto w opisie (powyżej) zaznaczono wyraźnie, że jest to okres przed Bożym Narodzeniem. Dodatkowo po przeczytaniu powieści, mógł się komuś nasunąć pomysł, aby wrzucić gdzieś na okładkę choć trochę śniegu, który odgrywa kluczową rolę w historii.

Była to moja pierwsza przeczytana książka autorstwa Sarah Morgan, więc nie miałam żadnych wygórowanych oczekiwań co do niej. Przez to głównie nie miałam czym się rozczarować, ale muszę dodać, iż historia nie jest ani wybitna, ani nie pozwala odkryć czegoś nowego. Historia Evy i Lucasa po prostu wyzwala w Czytelniku takie emocje, jakie właśnie powinna. Jest pełno (momentami może i za wiele) radości, którą główna bohaterka zaraża wszystkich dookoła pomimo swoich problemów, jednak pojawia się także kontrastowa postać, znakomity pisarz kryminałów, tkwiący w dławiącej go ciemności.

Pomimo tego, iż „Cud na Piątej Alei” ma doklejoną łatkę powieści obyczajowej (i romansu), nie wydaje mi się, by na co dzień działy się takie wydarzenia, które przedstawia autorka. Nie zrozumcie mnie źle, po prostu bohaterowie, jakimi są Eva i Lucas, wpasowują się dość dobrze w pewien schemat, gdzie kobieta przyczynia się do cudownego rozwiązania problemów faceta. Mimo wszystko nie zwracałam na to większej uwagi, ponieważ nie oczekiwałam od tej historii czegoś na wskroś realistycznego. Miałam nadzieję na pochłaniającą lekturę oraz chwilowe oderwanie od rzeczywistości i to dostałam. Czego chcieć więcej? Prosta i przewidywalna fabuła, brak chaosu – przepis na dobrą, niezobowiązującą lekturę.

„Cud na Piątej Alei” Sarah Morgan, Wydawnictwo HarperCollins 2018, str. 303

7/10 [dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

22 grudnia 2017

Najbardziej inteligentny człowiek w historii - Augusto Cury

Marco Polo, psychiatra, neurolog i zdeklarowany ateista, przyjeżdża do Jerozolimy. Wskutek zbiegu okoliczności, nieoczekiwanie dla samego siebie, podejmuje niezwykłe wyzwanie: przestudiować osobowość Jezusa pod kątem psychologii i socjologii. Profesor spodziewa się odkryć w Jezusie zwykłego człowieka o przeciętnej inteligencji. Ale im bardziej zagłębia się w tekst Ewangelii św. Łukasza, tym bardziej zdumiewa go treść tej księgi. Rezultaty badań omawiane są podczas debat, które śledzą widzowie z całego świata. Wielu z nich pod ich wpływem zmieni swoje życie i postrzeganie świata, a niektórzy przejdą prawdziwą przemianę duchową.

Augusto Cury – psychiatra, psychoterapeuta i jeden z najpopularniejszych pisarzy brazylijskich, autor bestsellerów tłumaczonych na wiele języków i adaptowanych na ekrany kinowe. „Najbardziej inteligentny człowiek w historii” to pierwszy tom trylogii, która jest owocem piętnastu lat jego badań.//lubimyczytac.pl

„Najbardziej inteligentny człowiek w historii” opowiada o wydarzeniach, które mają duży wpływ na każdego człowieka obserwującego postępy debat piątki znanych i szanowanych specjalistów: trójki neurologów oraz dwójki teologów. Najważniejszym wątkiem historii Marco Polo bez wątpienia jest konfrontacja słynnego psychiatry z umysłem samego Jezusa Chrystusa, który postanawia przeanalizować krok po kroku, jednak nie pod względem teologicznym - neurolog nie chce mieszać w to spraw nadprzyrodzonych dotyczących wiary, ponieważ sam jest niewierzący. 
„Instynkt zwierzęcy i zdrowy rozsądek zamieszkują to samo ludzkie ciało. Przy wysokim poziomie stresu zwierzęcy instynkt przeważa nad rozsądkiem, prowadząc człowieka do dokonywania niewyobrażalnych czynów, do wybuchów gniewu, nienawiści, impulsywności, chęci zemsty”
Stopniowy wzrost zainteresowania debatą uświadamia naukowcom powagę ich działań oraz ryzyko, jakie podejmują, bowiem podczas spotkań nawiązują do różnorodnych tematów - zwracają uwagę na współczesne problemy, dotykają tych zakamarków ludzkiej podświadomości, o jakich wcześniej nie chciano publicznie rozmawiać. Karty tej powieści zawierają opisy przeżyć wielu osób, które w pewnym momencie swojego życia zostały zmuszone do poradzenia sobie z rozmaitymi sytuacjami. W fabułę wpleciony został zaczątek wątku sensacyjnego, który prawdopodobnie zostanie kontynuowany w kolejnych tomach trylogii.
„Życie jest księgą. Jednym pokazujemy okładkę; innym wstęp; jeszcze innym głęboko skrywane sekrety naszej historii”
Okładka zachwyciła mnie swoją prostotą - przywodzi mi na myśl człowieka uchylającego drzwi do czegoś nam nieznanego, odległego, a jednak bliskiego, ponieważ znajduje się to zaraz po drugiej stronie. Zbiór refleksji, jakich dostarcza Augusto Cury w „Najbardziej inteligentnym człowieku w historii”, jest naprawdę obfity - widać, iż autor starał się umieścić w pierwszym tomie choć część przemyśleń, które zebrał w ciągu wielu lat swoich badań. Z mojego egzemplarza wystaje niezliczona ilość zakładek indeksujących, potwierdzająca moje wcześniejsze słowa. Jedynym minusem dla mnie stał się język. W jednej chwili nieskomplikowany, wręcz bezpośredni, dla przeciętnego człowieka, czasem zamieniał się w naukowy (lub przypominał go), a przynajmniej ja odnosiłam takie wrażenie. Być może jest to wina tłumaczenia, nie jestem w stanie tego stwierdzić, ponieważ nie mam przed sobą oryginału. Wadę tę umniejszało to, że książka nie była twardym orzechem do zgryzienia pod względem tempa czytania.
„Pod maską osoby, która rani, zawsze kryje się zraniony człowiek. Zrozumienie kogoś, kto nas skrzywdził, nie zmieni jego samego, ale zmieni nas”
Chętnym do spędzenia chwili i przemyśleniem pewnych spraw związanych z człowiekiem, jego psychiką oraz społeczeństwem polecam powieść „Najbardziej inteligentny człowiek w historii”. Daje ona do myślenia, nie jest to tylko opowieść o wojnie pomiędzy ateizmem a teizmem, ukazuje Czytelnikowi życie w nowym świetle, a już od podjętych przez niego decyzji zależny będzie dalszy bieg jego losów.

„Najbardziej inteligentny człowiek w historii” (#1) Augusto Cury, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 304

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

22 października 2017

#niewidzialna – Sharon Huss Roat

Instagram
Offline Vicky Decker nie rzuca się w oczy. Jest przeciętna, chorobliwie nieśmiała, nie ma znajomych. Czuje się samotna.
Jako @Observi jest duszą towarzystwa. Wrzuca zdjęcia z imprez, kolorowe stories, na których jest roześmiana, wśród znanych ludzi. Ma coraz więcej followersów, zbiera tysiące lajków i komentarzy.
Na Instagramie jest gwiazdą, po raz pierwszy w życiu. W końcu może być tym, kim chce.
Fikcyjny profil dopracowuje w każdym szczególe. Uświadamia sobie, że mogłaby spędzić resztę życia, nie wychodząc z pokoju. Im bardziej jest popularna jako @Observi, tym lepiej rozumie, że w realnym świecie roi się od ludzi, którzy są równie #samotni i #niezauważani jak ona.
By pomóc im i sobie, musi pokazać światu swoją prawdziwą twarz. Czy zdobędzie się na odwagę i zacznie żyć naprawdę?//lubimyczytac.pl

Samotność może się wydawać błahym problemem – bo jak to jest możliwe, by być samotnym, kiedy otaczają nas ludzie? Okazuje się, że jest to niestety rzeczywistość, w której żyjemy. Być może duży wpływ na to ma Internet i smartfony, które wydaje się, że nie opuszczają naszych rąk. Główna bohaterka powieści napisanej przez Sharon Huss Roat, Vicky, oprócz rodziny i swojej najlepszej przyjaciółki nie ma nikogo, z kim potrafiłaby porozmawiać lub spotkać się – tak po prostu. Można przypuszczać, iż ma fobię społeczną, ale równie dobrze mogłaby być nadmiernie nieśmiała. Każdego z nas spotykają przecież sytuacje, kiedy nie wiemy, co powiedzieć, czujemy się zmieszani lub myślimy, że nie pasujemy do towarzystwa. Vicky jednak miała do tego jeszcze momenty, gdy nie mogła złapać tchu.

Momentami książka wydawała się lekko przerysowana, jeśli chodzi o zachowanie Vicky jak i jej matki, która autentycznie zmuszała ją momentami do tego, by spotykała się z innymi. Takie zachowanie mnie zadziwiło, ponieważ przeważnie wygląda to tak, iż rodzice pilnują dzieciaki co do wychodzenia. Tutaj postawa jest całkowicie odwrotna i nie wiem, czy dzięki temu książka zyskała czy wręcz przeciwnie. Możliwe, że taki był zamysł autorki, aczkolwiek do mnie nie do końca on przemówił.

lubimyczytac.pl
Co jednak zaplusowało? Z pewnością ukazanie otoczenia Vicky i rozwiązanie problemu. Również postać Liptona spodobała mi się, ponieważ miał on widoczne wady jak i zalety – nie był idealny, co uczyniło go wiarygodnym. Do tego książkę czyta się przyjemnie oraz można z niej wyciągnąć lekcję – nawet jeśli ktoś nie wygląda na samotnego, może taki być. Miejmy zawsze na oku ludzi, którzy są obok, interesujmy się trochę bardziej tym, co u nich słychać, ponieważ czasem zwykła, krótka rozmowa może pomóc czy wywołać uśmiech na twarzy. Bądźmy otwarci, nie zamykajmy się jedynie na świat istniejący gdzieś tam w sieci.

„#niewidzialna” Sharon Huss Roat, Wydawictwo HarperCollins 2017, str. 336

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 września 2017

Liberty. Jak zostałam szpiegiem – Andrea Portes

Po raz ostatni widziano moich rodziców podczas strzelaniny na turecko-syryjskiej granicy, potem zaginął po nich ślad. Próbowali walczyć ze złem i zadbali, bym i ja chciała naprawiać świat. Dlatego gdy pewnego dnia do restauracji weszło dwóch uzbrojonych facetów, zamiast siedzieć cicho, zaczęłam działać. Szybko ich unieszkodliwiłam i zapomniałam o sprawie, niestety ktoś obejrzał nagranie z monitoringu. Zwróciłam na siebie uwagę służb specjalnych, które zaproponowały mi układ – misja w Moskwie w zamian za informacje o rodzicach. 
I oto stoję oszołomiona na placu Czerwonym i zastanawiam się, jak w tym wielkim mieście znajdę hakera, którego szuka kilka wywiadów i rosyjska mafia.
Jeśli to czytacie, trzymajcie za mnie kciuki.
Paige Nolan, od dzisiaj agentka Liberty//lubimyczytac.pl

Bycie szpiegiem tajnej organizacji nie jest prostym zadaniem – trzeba się porządnie namęczyć i spocić na treningach, być niezłomnym i przede wszystkim umieć poradzić sobie w kłopotliwych sytuacjach pozornie bez wyjścia. Wydawać by się mogło, że szpieg powinien w każdej dziedzinie powalać resztę na kolana, ale Paige Nolan, główna bohaterka powieści Andrei Portes, zaprzecza temu, chociaż zna pięć różnych języków i mogłoby się zdawać, iż jest ideałem.
„Chcę powiedzieć, że ludzie próbują być delikatni, oferują miłe słowa i wsparcie. Mówią mi, że trzeba mieć nadzieję. Mówią, że cuda się zdarzają. Jeszcze nikt nie napomyka, że i dla mnie zaświeci kiedyś słońce. Ale jestem prawie pewna, że i na to przyjdzie pora”
„Liberty. Jak zostałam szpiegiem” opowiada historię dziewczyny, która musi sobie poradzić z uprowadzeniem jej rodziców i tym samym brakiem reakcji kogokolwiek na to wydarzenie. Wydaje się, iż jest całkiem sama, bo nawet gazety, które masowo rozpisywały się o porwaniu dwójki dziennikarzy, umilkły pod naciskiem kolejnych konfliktów i tragedii. Gdy próbuje poskładać siebie, swoje myśli w całość, niespodziewanie pojawia się szansa. Spośród chaosu wyłania się możliwość odnalezienia swojej rodziny, jednak, jak zawsze, jest cena. Dla Paige początkowo wydaje się ona wysoka, nawet trochę niedorzeczna, lecz dla najbliższych można zrobić wszystko, prawda?

Książka ta, kiedy zaczęłam ją czytać, zrobiła na mnie dziwne wrażenie. Rozdziały są krótkie, co wcale mi nie przeszkadzało, jednak czasem miałam odczucie, że w całej historii panuje chaos, ponieważ raz jesteśmy razem z Paige w trakcie jakiejś grubszej akcji, a później nagle możemy popatrzeć na to także z nią „z góry”. Parę razy tak się zdarzyło i rozumiem, iż miało to ułatwić nakreślenie sytuacji, jednak nie jestem do końca do tego przekonana. Po narracji głównej bohaterki widać jej żywiołowość i więź, jaką nawiązuje z Czytelnikiem. Może i nie każdy z Was ją poczuje, ale z pewnością nie raz i nie dwa uśmiechniecie się, śledząc losy Liberty.
„W tej chwili, w momencie, gdy staję się znów sobą, gotowa jestem bronić wszystkiego, co kiedykolwiek znałam i wszystkiego, co kochałam”
Myślę, że „Liberty. Jak zostałam szpiegiem” to bardzo dobra powieść na jeden lub dwa dni. Mimo tematu porwania rodziców Paige (który mógłby zostać bardziej rozwinięty, może stanie się to w kolejnej części, o ile taka wyjdzie kiedyś?), nie jest to książka poruszająca dogłębnie serca. Nie zmienia to jednak tego, że książka jest przyjemna w odbiorze i potrafi wywołać uśmiech na twarzy Czytelnika.

„Liberty. Jak zostałam szpiegiem” Andrea Portes, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 318

7/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

19 lipca 2017

Chłopak, który o mnie walczył - Kirsty Moseley

Czasem musisz odejść…
Rozstanie z Jamiem było dla Ellie najtrudniejszą rzeczą, z jaką musiała się zmierzyć. Rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, u boku nowego mężczyzny. Tragedia rodzinna zmusza ją jednak do powrotu do domu. Ellie jest przekonana, że wyleczyła 
się z Jamiego – zapomniała o namiętności i złamanym sercu. Jednak gdy tylko się spotykają, ich miłość odnawia się ze zdwojoną siłą.
Czasem zostajesz i walczysz…
Jamie wie, co to ból. Doświadczył go, walcząc o życie w więzieniu. Ale nic nie może się równać z bólem, jaki czuł, gdy Ellie wyjechała. Gdy niespodziewanie wróciła, Jamie nie zamierza jej już nigdy stracić.
Ellie nadal kocha Jamiego, ale nie może się pogodzić z jego przeszłością. A on ma groźnych wrogów, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby go dopaść.//lubimyczytac.pl

Pomimo tego, że Ellie już trochę w życiu przeszła, kapryśny los o niej nie zapomniał. Kiedy wydawało się, że wszystko jest w porządku i dziewczyna ma poukładane życie, wydarzyło się coś strasznego - a jakże. Jak mówią, licho nie śpi. Jeden wypadek potrafił spowodować kolejne zmiany i to dość bolesne, jednak nieuniknione. Jak Ellie poradzi sobie z powrotem do rodzinnego domu i wspomnieniami nieustannie ją prześladującymi?

Jak wspominałam w recenzji poprzedniej części („Chłopak, który chciał zacząć od nowa”), bałam się, iż autorka wykorzystała cały potencjał historii Ellie i Jamiego: że nie zostało nic, na czym można oprzeć fabułę i stanie się ona tym samym kolejnym powielonym schematem. Po części moje obawy były bezpodstawne, a po części okazały się prawdziwe, bowiem schematyczności autorka się niestety nie pozbyła. Znalazła za to coś, na czym mogła zahaczyć akcję - tragiczny wypadek rodziców głównej bohaterki, wokół którego wszystko zaczęło się kręcić. Stał się punktem zwrotnym, który także w pewien sposób zmusił bohaterów do ponownego spotkania.

Przez pierwszą połowę książki było mi ciężko przebrnąć, zastanawiałam się nawet, czy już przypadkiem nie „przejadły” mi się takie historie. Kiedy jednak przysiadłam zdecydowanie do skończenia tej powieści za jednym razem, zrobiło się lepiej - akcja sobie leciała, nabierało to jakiegoś tam sensu. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” postawił poprzeczkę, której niestety „Chłopak, który o mnie walczył” nie zdołał dorównać. Jak dla mnie, losy Ellie i Jamiego mogły zakończyć się na poprzednim tomie, ponieważ w życiu nie wszystko kończy się kolorowo, na co mógłby być dobry przykład.

„Chłopak, który o mnie walczył” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 336

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 czerwca 2017

Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, jak ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście. Jednak zanim się okaże, czy mogą być razem, będą musieli walczyć o życie. //lubimyczytac.pl

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” jest kontynuacją historii Anny i Ashtona - córki przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz osobistego ochroniarza, który ze względów jej bezpieczeństwa staje się dla świata jej drugą połówką.

Z każdą kolejną przeczytaną książką Kirsty Moseley coraz bardziej się nimi nudzę, ponieważ autorka zaczyna stosować podobne motywy i nawet jeśli okoliczności i sytuacja bohatera jest inna, przeważnie sprowadza się do tego samego i każda historia kończy się tak samo. W tym wypadku nie czytałam pierwszej części, jednak nie żałuję tego i możliwe, że nawet tego nie zrobię, ponieważ szkoda mi na to czasu - prawie wszystkiego dowiedziałam się z pozycji, którą mam dzisiaj na tapecie. Zmierzam do tego, iż mimo dużej różnicy w fabule „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” kojarzy mi się z „Chłopakiem, który zakradał się do mnie przez okno”. Jest to chyba spowodowane wątkiem związanym z przemocą i pewną tajemnicą, która ugryziona została w tej historii w inny sposób, jednak i tak za bardzo po przeczytaniu przypomina mi wrażenia po tamtej lekturze. Więcej nie zdradzę, bo ze spojlerami się nie lubimy!

Irytującą rzeczą była zbyt harmonijna akcja przez prawie dwieście stron, po czym nagle wszystko nabrało tempa i niespodziewanie zaczęło się dziać coś więcej (chociaż nie było nawet się czym ekscytować, bo wcześniej w książce wspomniano o paru rzeczach, które jasno wskazywały na to, co dziać się miało dalej). Przewidywalność to nie jedyna wada przedstawionej historii - relacje Annabelle i Ashtona w pewnych momentach aż ociekały słodyczą, było tego dla mnie za dużo, ponieważ główny bohater został przesadnie wyidealizowany - jak zresztą większość postaci w tego typu książkach. Jak wspomniałam, mamy tu do czynienia ze schematycznością - płeć żeńska w opałach i książę ją ratujący, tylko w trochę innym wydaniu. Nie zmienia to faktu, że to wszystko już było.

To nie tak, że „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to książka, która ma same minusy. Jest wciągająca, pomaga zapomnieć choć na chwilkę o tym, co dzieje się wokół nas, a to, że historia nie jest bardzo prawdopodobna i realna, może akurat komuś się spodobać, kto wie? Nie przekreślam całkowicie twórczości autorki - myślę, iż kiedyś dam jej jeszcze szansę, ale [mam nadzieję] z innymi bohaterami i w innych okolicznościach, ponieważ tym razem było naprawdę średnio.

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str.336

5/10 [średnia]

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 maja 2017

Firstlife. Pierwsze życie - Gena Showalter

Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.

Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojką, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.//lubimyczytac.pl

Gena Showalter jest znaną autorką w Polsce głównie z „Kronik Białego Królika”, które na mnie wywarły pozytywne wrażenie. W wyżej wymienionej serii przekształciła zombie w istoty, z którymi walczyć można jedynie w postaci duchowej, co całkowicie zmieniło mój pogląd na ich byt. W swojej nowej powieści autorka także porusza kwestię związaną z duchowością, pisze o świecie, w którym panuje życie doczesne oraz to, które jest nierozerwalnie  z nim złączone - pośmiertne. Od decyzji podjętej zaraz po osiemnastych urodzinach zależeć będzie dalszy los człowieka zarówno jeszcze wśród żywych jak i potem. Dość przerażająca wizja wielkiej odpowiedzialności i możliwych konsekwencji powstałych w wyniku jednej decyzji, prawda?
Nie ma większego zła niż to, które obleka się w szaty cnoty.
Z taką właśnie odpowiedzialnością boryka się główna bohaterka - Tenley, o którą ostro zabiega Trojka i Miriada. Dziewczyna jest jednak niewiarygodnie uparta i pozostaje wciąż Niezwerbowana. Jej niezdecydowanie nieraz mogło przyprawiać o ból głowy, do tego ciągnęło się ono przez prawie całą książkę. Jedynym usprawiedliwieniem może być zaciekła rywalizacja o Ten prowadzona przez obydwie frakcje - nie znają granic, są gotowe zrobić wszystko, by pozyskać dla siebie jej duszę. Wytaczają swe najlepsze działa, a co jest najefektywniejszym sposobem do przekonania dziewczyny? Faceci - i tutaj największą rolę odgrywa Killian wraz z Archerem, oczywiście oboje z przeciwnych sobie obozów.

Uczynienie duchowości świata tak ważnym elementem powieści okazało się dobrym ruchem ze strony Geny Showalter. Stworzenie przez nią takich realiów pozwoliłoby tej powieści wybić się spośród innych, ponieważ taki motyw daje niepowtarzalną szansę na zaciekawienie i przyciągnięcie Czytelnika. Byłoby cudownie, gdyby nie to, że jednak nie do końca wszystko zostało przemyślane: zabrakło mi w tej historii większego nacisku na przedstawienie obu frakcji, zostały one delikatnie odsunięte na drugi plan zaraz za poważnymi rozterkami Panny Niezwerbowanej. Niestety, wspomniane niezdecydowanie głównej bohaterki może działać na nerwy i odejmuje to trochę uroku historii. 
Prawda zawsze powinna być taka sama, powinna być podstawą, na której mogę się wesprzeć.
Nie twierdzę, że „Firstlife. Pierwsze życie” to jakaś klapa, bo autorka nie wykorzystała swojego potencjału i uczucia postawiła na pierwszym miejscu. Myślę, iż Gena Showalter po prostu mogła już nie nadążać z ilością swoich pomysłów, które chciała zrealizować w tej książce i w pewnym momencie lekko zmieniła swój zamysł odnośnie akcji. Jest to typowa powieść skierowana do młodzieży z przystępnym językiem oraz humorem.

„Firstlife. Pierwsze życie” Gena Showalter, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 432

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

5 marca 2017

Chłopak, który chciał zacząć od nowa - Kirsty Moseley

Poznali się w nocnym klubie.
Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów. 
Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.

Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…//lubimyczytac.pl

Jak głosi napis na okładce, „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” jest nową powieścią Kirsty Moseley skierowaną do nastolatków, ponieważ, a jakże, opowiada ona historię dwójki młodych ludzi - Ellie i Jamiego, którzy szaleńczo się w sobie zakochują. Jak to często bywa, zaczyna się od niczego poważnego, później przeistacza się to w jednak coś więcej - coś, od czego nie można się uwolnić. Dodając do tego ciemną, brudną i popapraną przeszłość głównego bohatera, która zaczyna się o niego upominać, historia zaczyna trącić pewnym schematem powielanym w wielu książkach o takiej tematyce.
Ból cię wzmacnia; czujesz, że wciąż żyjesz. Może być twoim sprzymierzeńcem, kiedy jesteś w środku martwy.
Jednakże autorka widocznie wie, co robi, ponieważ nie nudzi Czytelnika, tylko bez zbędnego gadania wciąga go w akcję powieści, która, swoją drogą, zdecydowanie przypadła mi do gustu bardziej niż poprzednia książka Moseley - „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”. Więcej w historii Jamiego i Ellie było realności (no, powiedzmy, że nawet ta cała ciemna strona chłopaka) niż w zawartych w wymienionej wcześniej książce losach Amber i Liama. Dodatkowo, Ellie nie jest aż tak naiwną bohaterką jak szesnastoletnia(!) Amber.

Myślę, że pierwsza część z duologii „Fighting to Be Free” stanowi bardzo dobrą podstawę do kontynuacji losów dwójki głównych bohaterów, o ile autorka nie wykorzystała już całej swojej rezerwy, bo drugi tom ciągnięty na siłę nie będzie miał sensu, a zdarza się to niestety często.

Cieszę się, iż powstała taka książka, która, pomimo tego, że oderwie na jakiś czas Czytelnika od rzeczywistości, poruszy także temat uzależnienia prowadzącego do katastrofalnych i nieodwracalnych skutków. Należy jednak pamiętać, że zawsze jest szansa, by móc coś naprawić, a przynajmniej spróbować lub przebaczyć - przykładem tego jest historia Jamiego zawarta na kartach tytułowej książki.
„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins, str. 384

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

1 lutego 2017

Zapowiedzi - luty!

Dawno taki zapychacz się nie pojawił, więc oto i on! Mam nadzieję, iż w poniższych propozycjach znajdzie się i coś dla Was. Jak możecie także zauważyć, nie wybrałam dużej ilości premier, ponieważ większość można spotkać w zapowiedziach u innych blogerów, a przewijanie tego samego może zacząć nudzić ;)

Wydawnictwo IUVI: (obie premiery 15 lutego)
Rebecca Stead „Całkiem obcy człowiek”
„Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.
„Całkiem obcy człowiek” to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach…
O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.


Brandon Sanderson „Piasek Raszida”
Bohater z talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu? Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku? Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy? Naprawdę?!
Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń,
które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…

Wydawnictwo HarperCollins Polska:
Kirsty Moseley „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”
Poznali się w nocnym klubie.
Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów.
Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.
Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…

Premiera: 15 lutego



UDOSTĘPNIJ TEN POST

12 listopada 2016

Wszystko to, co wyjątkowe - Matthew Quick

Oto Nanette. Wzorowa uczennica, gwiazda szkolnej ligi piłkarskiej i posłuszna córka. Zawsze robi to, czego się od niej oczekuje.

Ale wszystko zmienia się w dniu, w którym dostaje podniszczony egzemplarz Kosiarza balonówki - tajemniczej, niewydawanej od lat kultowej powieści. Nanette czyta ją dziesiątki razy. Chce być taka jak główny bohater. Chce być buntowniczką.

Choć udaje wygadaną rebeliantkę, w środku to jednak ta sama Nanette, samotna introwertyczka, która usiłuje znaleźć swoje miejsce w nieprzyjaznym świecie. Zmuszona dokonać kilku trudnych wyborów nauczy się, że za bunt trzeba czasem zapłacić wysoką cenę.//lubimyczytac.pl

Jak już zwykło bywać, książki Matthew Quick'a posiadają nietuzinkową fabułę, poruszają niecodzienne tematy lub nawet te codzienne, ale w nieoczekiwany i niekonwencjonalny sposób. Jest to wyjątkowa cecha jego powieści, które aż biją od siebie charakterystyczną prozą autora. Nie jest to nic złego – wiadomo przecież, iż inność nie oznacza czegoś gorszego, wręcz przeciwnie – coś wyjątkowego. Tematem swojej powieści uczynił właśnie tę wyjątkowość, co można przewidywać już po samym doborze jej tytułu.
Czasami trzeba zapłacić wysoką cenę za indywidualność, zwłaszcza kiedy jest się kobietą.
Moje opinie o książkach można podzielić w sposób przeróżny, ponieważ czytana pozycja wyznacza każdej kolejnej już jakieś wytyczne i w różnych przypadkach są to odmienne rzeczy, które niekiedy mają pośredni wpływ na jej odbiór. Możliwe, że jest to trochę zawiłe; z grubsza chodzi o to, że czasem na każdą kolejną książkę patrzę przez pryzmat przeczytanych wcześniej. Wracając do tematu, zdarza mi się porządkować przeczytane pozycje według schematu: coś rewelacyjnego, czyli same pozytywy plus dobre emocje; było fajnie, ale czegoś mi zabrakło; nieporozumienie, coś w pewnej chwili poszło nie tak. Dlaczego wspominam o tym, kiedy powinnam wyrażać opinię o Wszystkim tym, co wyjątkowe? Otóż Matthew Quick, jak wspominałam już, tworzy nietuzinkowe książki - ta nie stanowi wyjątku i, jak poprzednie, które przeczytałam, znajduje się w tej pierwszej kategorii.

Czerpałam przyjemność z czytania powyższego tytułu, lecz nie chodzi już nawet o sam styl autora czy fabułę, tylko o to, jakie pytania mogłam sobie zadać, jakie czekały na mnie odpowiedzi po zapoznaniu się z treścią oraz co z tego wszystkiego wynika dla mnie. Historia pobudza do myślenia o kwestiach, nad którymi każdy nastolatek (i nie tylko) powinien się zastanowić, a to uwielbiam najbardziej w pisarstwie Quick'a.
Może uleganie naszej prawdziwej naturze popycha nas ku wielkiej niewiadomej, ku celom, o jakich nam się nawet nie śniło, a które jednak istnieją.
Losy Nanette są przepełnione goryczą, smutkiem, ale i w pewnym stopniu humorem, co obrazuje wielu dzisiejszych nastolatków i pozwala im utożsamić się z tą bohaterką, jednak Quick pokazuje także jak cienka jest granica pomiędzy wyniesieniem czegoś z kart pouczającej powieści a fanatycznym pragnieniem stania się głównym bohaterem i utożsamianiem się z nim na siłę. Książka ta może stać się dla niektórych skarbcem cytatów - tak, jak stało się to w moim przypadku. Polecam!



Wszystko to, co wyjątkowe Matthew Quick, Wydawnictwo HarperCollins 2016, str. 256

9/10 [rewelacja]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

31 października 2016

Załącznik - Rainbow Rowell

Lincoln O'Neill nie może uwierzyć, że jego praca polega na czytaniu cudzej korespondencji. Zgłaszając się na stanowisko "administratora bezpieczeństwa danych", wyobrażał sobie, że będzie budował systemy zabezpieczeń i odpierał ataki hackerów - a nie pisał raport za każdym razem, gdy dziennikarz działu sportowego prześle koledze sprośny dowcip.
Natrafiwszy na e-maile Beth i Jennifer, wie, że powinien wysłać im upomnienie. Ale ich pokręcona korespondencja na temat spraw osobistych bawi go i wciąga.
Kiedy sobie uświadamia, że zakochał się w Beth, jest już za późno, żeby tak po prostu nawiązać z nią znajomość. Co miałby jej powiedzieć...? "To ja jestem tym facetem, który czyta twoje e-maile... i kocham cię"?//lubimyczytac.pl

Załącznik to pierwsza powieść szeroko już znanej autorki Rainbow Rowell, po którą dane mi było sięgnąć. Swego czasu aż huczało o Fangirl czy o Linii serc, lecz jakoś koniec końców nie zapoznałam się z tymi tytułami szerzej - z wielu opinii, na które co chwilę się napotykałam, wyciągnęłam zatem wniosek: albo ta autorka i jej twórczość przypadnie mi do gustu, albo nie. Którą z opcji wybrałam i dlaczego? O tym poniżej.

Główny bohater ma niewdzięczną pracę - siedzi odseparowany od innych i w dodatku kontroluje ich poczty elektroniczne, jeśli przez swoją nieuwagę (lub głupotę) w wysyłanym e-mailu umieszczą niewygodne słowo lub wyrażenie. W dodatku Lincoln żyje w cieniu swojej dawnej miłości, dopóki w pewnym momencie się z niej nie otrząśnie. Chociaż, moim zdaniem, cała ta historia przedstawiona w Załączniku obrazuje otrząśnięcie się paru bohaterów - Lincolna, Beth oraz Jennifer. Każde z nich tkwi w pewnym momencie swojego życia, z którego, wydaje się, że nie chcą wyjść. Czy jest to mieszkanie z matką, związek niemający przyszłości czy strach przed narodzeniem dziecka - to nie ma wielkiego znaczenia, chodzi o to, by w końcu ruszyć do przodu i przede wszystkim nie bać się tego.
"Pieniądze są złe. Stają między tobą a rzeczami, których pragniesz, i ludźmi, których kochasz"
Nie jest to książka, która kierowana jest typowo w stronę młodzieży, bo i bohaterowie nie są już nastolatkami. Wiadomo, że takie rzeczy czasem nie mają znaczenia, jednak tym razem mogą mieć - mnie na przykład nie zachwycił całokształt historii opowiedzianej w Załączniku z udziałem takich bohaterów. Czasem było zbyt melancholijnie, niektóre kwestie pojawiały się zupełnie niepotrzebnie. Może i to miała być lektura na odprężenie czy relaks, ale mnie w pewnym stopniu doprowadziła do znużenia. Cała koncepcja i to, że akcja dzieje się przed wkroczeniem do nowego tysiąclecia, nie było złym pomysłem - wręcz przeciwnie, można by rzec, że ma się nadzieję na wiele emocji towarzyszących temu wydarzeniu, ale w praktyce wyszło niestety gorzej, ponieważ temu tematowi poświęcono jedynie aspekt pluskwy milenijnej, który później już gdzieś w tle myśli Lincolna po prostu zanikł - przynajmniej tak to odbieram. Historia ta jest też dla mnie czymś nie za bardzo realnym, raczej opowieścią, która ma prawo wydarzyć się tylko w książce.

Mam świadomość, iż wielu Czytelników może się zdziwić moim wyborem, ale po tym pierwszym spotkaniu z twórczością Rainbow Rowell raczej skłaniam się do stwierdzenia, że jest to coś, co niekoniecznie wpasuje się w moje gusta. Przeważnie staram się dawać jeszcze szansę na zrehabilitowanie się, bo wiadomo, że nie wszystko musi się wszystkim spodobać, są lepsze i gorsze powieści itd., jednak widząc na razie to, co ma jeszcze do zaoferowania autorka, chyba spasuję - ewentualnie poczekam, może ukaże się jakaś pozycja, która zaciekawi mnie na tyle, by spróbować. Natomiast jeśli czujecie, że u Was ta historia przejdzie, możecie śmiało próbować.

Załącznik Rainbow Rowell, Wydawnictwo HarperCollins Polska, str. 416

4/10 [ujdzie]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska! 
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.