Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty

28 sierpnia 2019

Rozdroża – Augusta Docher

@oxuria
Z klas(yk)ą w łóżku. Rozdroża na motywach "Dziwnych losów Jane Eyre" Charlotte Brontë

Pierwsza polska seria fanfiction oparta na klasyce romansu!

Jane Eye po stracie przyjaciółki pragnie rozpocząć nowe życie. Opuszcza Nowy Jork, by przenieść się do angielskiego majątku Thornfield Hall, miejsca, w którym czas się zatrzymał. Ma tam sprawować opiekę nad córką sir Edwarda Fairfaxa Rochestera, właściciela dworu. Dzięki swojemu oddaniu zyskuje sympatię małej Adelki, a bezkompromisowym podejściem do obowiązków budzi jednocześnie irytację i szczery podziw Rochestera. Mimo trudnych początków - wbrew woli Edwarda i rozsądkowi Jane -między bohaterami rodzi się coś więcej...

Ponadczasowa opowieść w nowej odsłonie - o tym, jak samotność łączy pozornie różnych od siebie ludzi, a szaleństwo zmieszane z pożądaniem prowadzi do tragedii. Czy ta historia ma szansę na szczęśliwe zakończenie?

Pierwsza część cyklu Z klas(yk)ą w łóżku to fanfic na motywach najbardziej znanej powieści jednej z sióstr Brontë. Czy można tu mówić o profanacji? Oczywiście! Herezji? Bez wątpienia! Bezczelności? Jak najbardziej! Pozwól sobie na odrobinę szaleństwa i daj się porwać niepoprawnej guilty pleasure. Wraz z Jane Eye poznaj tajemnice skrywane za grubymi murami Thornfield Hall. //lubimyczytac.pl

Kiedy czytałam opis i decydowałam się na lekturę „Rozdroży”, zdawałam sobie sprawę, że lektura do końca może nie spełnić moich oczekiwań, więc postanowiłam nie mieć wobec niej żadnych nadziei – przydzieliłam po prostu autorce czystą kartę (o co było łatwo, bo wcześniej jej twórczości nie poznałam – jedynie co nieco słyszałam)  i czekałam na rozwój wydarzeń. Teraz mogę Wam przyznać, czy określenie fanfiction (i to jeszcze klasyki!) bezpodstawnie kojarzy mi się ze złem wcielonym, czy też ma swoje racje bytu w tej sytuacji.

Na samym początku przyznam już, że pierwowzoru w postaci pozycji zatytułowanej „Dziwne losy Jane Eyre” nie czytałam, ale wiem trochę o fabule m.in. dzięki zeszłorocznej lekturze „Mojej Jane Eyre” autorstwa C. Hand, B. Ashton i J. Meadows. Nie mam zamiaru jednak porównywać żadnej ze wspomnianych książek z uwagi na ich różnorodność i to, do jakiej kategorii wiekowej Czytelników są skierowane. Widać za to dosyć wyraźnie, że „Rozdroża” to uwspółcześniony retelling losów Jane Eyre i sir Rochestera – począwszy od technologii używanej w codziennych czynnościach, kończąc na samym zachowaniu bohaterów, ich myślach i mentalności. Wydaje mi się jednak, że za dużo tej nowoczesności i otwartości  sprawiło, iż bohaterowie pozwalali sobie na za dużo. Nie jestem pewna, jak by to dokładnie ująć, ale granica smaku w ich zachowaniach czy refleksjach (i nie chodzi mi tu o sceny erotyczne, ponieważ tego znalazło się w tej książce bardzo mało) stała się dla mnie bardzo cienka. Całą ich kreację ratował – podkreślany wielokrotnie – fakt, że zarówno Jane jak i sir Rochester nie są zbyt atrakcyjnymi ludźmi, co wcale nie jest niczym złym. Każdy ma w sobie jakieś defekty, które najchętniej chciałby w sobie zmienić, lecz one są czymś, co odróżnia nas od reszty idealnych ciał i twarzy wyglądających z reklam i popkultury.

Kwestia fanfiction kojarzyła mi się niestety tylko z jednym – nieumiejętnością w pisaniu, wynikającą z różnych przyczyn. Powodem może być niestosowanie się do zasad ortografii, brak logiki w tekście, zawieranie niepotrzebnych informacji i tworzenie sztucznej objętości lub irytująca stylistyka. Nie powiem, że wszystkie te czynniki znalazły się w „Rozdrożach”, ale przyznam, iż styl i język autorki to chyba najsłabsze punkty tej książki – one naprawdę przypominały mi czasy, kiedy namiętnie czytałam najróżniejsze opowiadania publikowane w internecie przez młode osoby i niejednokrotnie biłam się w czoło za spędzanie czasu na przeglądaniu tych głupot. Tak mi było tego szkoda, bo fabularnie te historie dawały radę – tak jak w przypadku omawianej tutaj książki – ale kompletnie leżały językowo i stylistycznie.

Jeśli jesteście na tyle odważni, by nie bać się profanacji i uwspółcześnienia klasyki, najnowsza książka Augusty Docher jest właśnie dla Was! „Rozdroża” otwierają nowy cykl wydawniczy „Z klas(yk)ą w łóżku”, do którego należeć będą powieści (jeszcze w przygotowaniu) „Gra” oraz „Kochanek”.

„Rozdroża” („Z klas(yk)ą w łóżku” #1) Augusta Docher, Editio Red 2019, str. 376
Post powstał we współpracy z wydawnictwem.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

23 sierpnia 2019

Domek przy plaży – Beth Reekles

@oxuria
Roznosi was ciekawość, co słychać u Elle i Noah? Chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o namiętnym związku bohaterów filmowego hitu Netflixa – „The Kissing Booth”? Sięgnijcie po tę książkę!

Co roku Elle Evans spędza udane wakacje w domku przy plaży, należącym do rodziny Flynnów. Słońce, plaża, mnóstwo flirtowania – czegóż chcieć więcej?

Elle nie może się doczekać, żeby znów wybrać się nad morze, jednak w tym roku sprawy wyglądają nieco inaczej.

Elle i Noah teraz oficjalnie chodzą ze sobą – to niesamowite, ale tak jest! Elle nigdy nie była szczęśliwsza. Problem w tym, że po wakacjach Noah wyjeżdża na studia na Harvardzie. Co stanie się z ich związkiem?

Elle i Lee zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi; nikt nie zna Elle tak dobrze jak Lee. Czy pojawienie się tego lata Rachel – nowej dziewczyny Lee – nie zmieni ich dotychczasowej relacji?

Elle tak bardzo chciałaby spędzić wymarzone wakacje z Noah i Lee, zanim na zawsze pożegna się z domkiem przy plaży. //lubimyczytac.pl

Niedawno obejrzałam na Netflixie „The Kissing Booth” (nie spodziewałam się tego, co zobaczyłam – w pozytywnym sensie) i tak, nie czytałam pierwowzoru w postaci książki, jednak najzwyczajniej w świecie było mi szkoda czasu, bo pozycja ta nigdy nie znajdowała się na mojej liście do przeczytania. W ramach rekompensaty postanowiłam sięgnąć po mały dodatek do serii zatytułowany „Domek przy plaży”. Liczy on niecałe sto trzydzieści stron i zawiera w sobie nieznany epizod z życia bohaterów (pozwólcie, że nie będę opisywać tego, co się tam dzieje, bo nie ma za wiele do opowiadania; poza tym opis z LC mówi sam za siebie) oraz dosłownie jeden rozdział z sequela „The Kissing Booth 2. Na odległość”.

Czy wspomniany dodatek był dla mnie stratą czasu? Nie, bo przeczytanie go nie zajęło mi nawet łącznie godziny. Poznałam styl pisania autorki (wiadomo, że nie dosłownie, bo to przecież tłumaczenie) i mniej więcej chyba wiem, czego mogę spodziewać się po kontynuacji. Jeśli Beth Reekles zdecyduje się pójść po najprostszej linii oporu i kontynuację oprze na tym, co myślę, to będzie bardzo schematycznie. Nie chcę się jednak nastawiać na nic, bo możliwe, że nawet nie sięgnę po dalszą część historii. Także jeśli nie zapałaliście ogromną miłością do tomu pierwszego, możecie bez problemu odpuścić sobie lekturę „Domku przy plaży”. Za to książeczka sprawdzi się idealnie jako bardzo króciutki przerywnik pomiędzy cięższą literaturą – wybór należy do Was!

„Domek przy plaży” („The Kissing Booth” #1,5) Beth Reekles (tłum. Patrycja Zarawska), Wydawnictwo Insignis 2019, str.128
UDOSTĘPNIJ TEN POST

28 lipca 2019

Śliska sprawa – Volker Kutscher

@oxuria
Pierwszy z cyklu kryminałów, których bohaterem jest komisarz Gereon Rath.

Akcja powieści toczy się w Berlinie w późnych latach dwudziestych. Bohater zostaje przeniesiony z Kolonii do Berlina po tym, jak podczas pełnienia służby omyłkowo zastrzelił niewinną osobę. Rath, który wcześniej pracował w policji kryminalnej, ma teraz zająć się sprawami obyczajowymi, co odczuwa jako oczywistą degradację. Kiedy z berlińskiego kanału wyłowione zostają zwłoki, komisarz postanawia zająć się sprawą i po godzinach prowadzi własne śledztwo. Nie podejrzewa, że wkrótce będzie zmuszony prowadzić dochodzenie… przeciwko samemu sobie.

Na podstawie powieści powstał serial „Babylon Berlin“, entuzjastycznie przyjęty również przez polskich widzów. //lubimyczytac.pl

Ta książka to dopiero było wyzwanie!

„Śliska sprawa” to pierwszy tom przygód niemieckiego komisarza, który można czytać miesiącami. Tak zadziało się w moim przypadku – blisko cztery miesiące zajęła mi lektura tej książki i nie pomagała mi nawet świadomość, iż jest to egzemplarz recenzencki. Możecie sobie pomyśleć, że przecież coś mi się gdzieś poprzestawiało, bo jeśli mi się nie podobało, to mogłam po prostu ją odłożyć i o niej zapomnieć. Tylko tutaj pojawia się haczyk – ta historia w pewien sposób mnie zaciekawiła! Na tyle, że z przerwami – krótszymi i dłuższymi – w końcu dotrwałam do końca. 

Myślę, że głównym moim problemem z tą książką była po prostu objętość tekstu (prawie że sześćset stron) w zestawieniu z dość dużą dokładnością opisywanych sytuacji – pojawił się przesyt informacji i, o ile fabule wyszło to na dobre, bo wszystko ładnie się ze sobą łączy, to zanim dotrze się do tej klamry kompozycyjnej, można przez ten nadmiar wszystkiego po prostu zrezygnować. 

Wielkim plusem dla fanów lat dwudziestych ubiegłego wieku są opisy Berlina właśnie z tamtego czasu i tego, jak funkcjonuje policja w poszczególnych inspekcjach – uwierzcie, nie zabraknie Wam ich! Cała historia ukazuje również, jak taka instytucja wygląda od środka i czy nie jest pozbawiona korupcji bądź obsadzania stanowisk po znajomości. Do tego dodać można całkiem niezłą (ale i zagmatwaną niekiedy) nić dotyczącą zbrodni (i to niejednej) i wychodzi całkiem niezła książka. Musi jednak nieźle wciągnąć, by przebrnąć przez niektóre momenty, o czym już wspomniałam. 

Bohaterów mamy tutaj niejednoznacznych – mogą być zarówno dobrzy jak i źli, co jest pozytywem, bo w życiu również nie ma tak, że coś jest czarno-białe. Wręcz przeciwnie, ma ono wiele odcieni szarości i trzeba się z tym liczyć. Takie postacie nadają wiarygodności historii i sprawiają, że czuje się do nich jakąś sympatię.

Podsumowując, mam mieszane odczucia co do „Śliskiej sprawy” – powiem nawet, że raz mi się podobało, a raz nie (w zależności od tego, czy akcja akurat toczyła się wartko, czy dopiero się rozwijała). W przypadku takiego misz-maszu ilość stron zdecydowanie nie przemawiała za tym, że coś da się jeszcze z tego wycisnąć, ale jednak – na samym końcu – byłam nawet zadowolona (w większej mierze dlatego, że podołałam i dobrnęłam!). Jeśli lubicie kryminalne intrygi z niezwykłym Berlinem minionego wieku w tle, próbujcie!

Na podstawie książki nakręcono niemieckojęzyczny serial pod nazwą „Babylon Berlin” liczący do tej pory dwa sezony. Tutaj druga wersja okładki.

„Śliska sprawa” („Komisarz Gereon Rath” #1) Volker Kutscher, Wydawnictwo W.A.B. 2019, str. 592
UDOSTĘPNIJ TEN POST

17 maja 2019

Wynajmij sobie chłopaka – Steve Bloom

Brooks Rattigan nie robił tego dla pieniędzy. W każdym razie nie na początku. Kiedy Brooks proponuje, że zabierze na bal absolwentów kuzynkę Brudette’a, którą chłopak wystawił do wiatru, kierują nim jak najszlachetniejsze pobudki. Dostaje jednak trzysta dolarów napiwku, a wśród najbogatszych mieszkańców trzech stanów niesie się wieść o jego nienagannych manierach. Brooks wykorzystuje więc okazję, żeby sobie dorobić – oferuje usługi niezwykle zamożnym, nadopiekuńczym rodzicom, pragnącym, by ich córki mogły przeżyć niepowtarzalne chwile podczas szkolnych imprez, w które obfituje kalendarz ostatniego roku liceum. Poza tym Brooksowi kasa jest potrzebna, żeby mógł się dostać na wymarzony uniwersytet. To dla chłopaka jedyna szansa, żeby wyrwać się z robotniczego miasteczka i osiągnąć sukces. Co z tego, że po drodze trzeba się uciec do paru oszustw i kilka razy pójść na skróty? Nikomu przecież nie dzieje się krzywda. Brooks nie przewidział jednak, że na swej drodze napotka nieprzewidywalną Celię Lieberman... I pociągającą Shelby Pace. //lubimyczytac.pl

Nie wiem, może zaczynam wyrastać powoli z młodzieżówek (albo dawno takiej nie czytałam), ale coś tu poszło nie tak. Albo to ja naprawdę się starzeję. 

Wiecie, sam zamysł jestem w stanie jeszcze przełknąć, chociaż przyznajmy, że bycie partnerem za pieniądze na swego rodzaju balach i imprezach nie jest chyba szczytem marzeń każdego przeciętnego chłopaka. Zwłaszcza że dużo ludzi ma rozum, którego używa. Zgodzić się muszę jednak z tym, jak ukazani w książce zostali nadopiekuńczy rodzice – szukają jakiegokolwiek sposobu, by ich dziecko spełniło ich marzenia (nie swoje!), po które sami z jakichś powodów nie byli w stanie sięgnąć w młodości. Słyszy się dużo o takich przypadkach, więc można uznać ten fragment historii za prawdziwy, ale reszta? Za bardzo realna mi się nie wydaje, ale może to rzeczywiście tylko moje zrzędzenie.

„Wynajmij sobie chłopaka” opiera się w głównej mierze na tym, że Brooks bardzo chce dostać się na wymarzone studia. Przez całą historię zadawałam sobie pytanie: ale dlaczego akurat tam? Czy ten chłopak ma pojęcie, na co chce tam iść? Dla mnie całe to „poświęcenie”, ta gonitwa za czymś, co ma go wyciągnąć z jego „dziury”, w pewnym momencie traci sens. Chłopak ma jakiś cel, ale nawet jeśli go osiągnie, co wtedy?

Z drugiej jednak strony cała ta historia pokazuje, że nieważne jaka jest Prawda, lepiej żeby druga osoba dowiedziała się o wszystkich kłamstwach i intrygach z naszych ust. Inaczej możemy zostać skazani na społeczne osamotnienie czy ostracyzm. Nie warto brnąć dalej w byciu nieszczerym tylko dlatego, że można coś lub kogoś stracić. Jeśli komuś prawdziwie zależy, zostanie przy naszym boku. Głównemu bohaterowi kilkakrotnie daje się to do zrozumienia, ale czy skorzysta z tej rady? Odpowiedzcie sobie sami.

Historia stworzona przez Steve'a Blooma ma wiele luk, niedopowiedzianych wątków (ojciec Brooksa – Charlie – mógł wnieść trochę więcej do tej książki, bo podstawy autor stworzył mu niezłe!) i problem, z którym zmagałam się przez całą powieść – język. O ile od jakiejś setnej strony nie mogłam oderwać się od lektury, o tyle ten – jak dla mnie – zbyt młodzieżowy język zmuszał mnie do żałosnego śmiechu. Tym samym postać Celii na starcie nie zaskarbiła mojej przyjaźni, ponieważ zachowywała się i odzywała jak niestabilna emocjonalnie dziewczyna, z którą naprawdę nikt nie chce nawiązywać znajomości. Jej późniejsze zachowania nie miały podstaw według tego, jak została przedstawiona na początku historii. 

Podobno film jest od pierwowzoru lepszy i nie ma w nim wielu sytuacji z „Wynajmij sobie chłopaka” (na szczęście!). Zamierzam go obejrzeć i potem porównać sobie obie wersje, ale raczej nie jest to mój priorytet. Wam polecam sprawdzić na własnej skórze, czy książka jest warta poświęcenia jej czasu, ponieważ mi (pomimo wszystkich tych dziur logicznych i całej reszty) całkiem nieźle umiliła dwa wieczory. 

„Wynajmij sobie chłopaka” Steve Bloom, Wydawnictwo YA! 2019, str. 360
UDOSTĘPNIJ TEN POST

20 maja 2018

Pucked – Helena Hunting [przedpremierowo]

Mając za brata przyrodniego słynnego gracza NFL, Violet Hall jest bardzo dobrze zaznajomiona z reputacją playboya, którą posiada wiele gwiazd hokeja. Jest na tyle mądra, aby omijać tych gorących, dobrze zbudowanych, posiadających nierównaną wytrzymałość chłopaków. Tak jest do dnia, kiedy spotyka legendarnego kapitana drużyny- Alex’a Waters’a.

Violet nie jest zainteresowana jego przystojną, poobijaną twarzą, ani jego wspaniałym, twardym sześciopakiem na brzuchu. Ale kiedy Alex przypadkowo zmienia poprzednią opinię Violet dotyczącą niezbyt wysokiego intelektu zawodników hokejowych, staje się czymś więcej niż tylko gorącym ciałem z pasującą do niego twarzą.

Biorąc pod uwagę, że to może być kompletną pomyłką, Violet dowiaduje się jak dobrze Alex radzi sobie ze swoim kijem hokejowym, który ma w spodniach. Ale to co zaczyna się jednonocną przygodą, szybko przekształca się w coś więcej. Po nocy pełnej orgazmów, Alex zaczyna wydzwaniać, pisać, mailować i wysyłać ekstrawaganckie, i dziwaczne prezenty, co sprawia, że trudno go ignorować, a jeszcze trudniej nie lubić.

Problem w tym, że media przedstawiają Alex’a jako playboya, a Violet nie chce być częścią tej gry. //lubimyczytac.pl

W przypadku „Pucked” mamy do czynienia z dość przewidywalną fabułą, której bardziej niż wydawca (powyżej) przybliżać nie będę – czytanie książki ze znajomością wszystkich zdarzeń nie miałoby żadnego sensu. Do tego wspomnieć muszę, iż pozycja ta nie jest odkrywcza; nie znajdzie się w niej nic, czego dotychczas by nie było. Sama zdecydowałam się, by po nią sięgnąć z czystej ciekawości. Jak wypadł więc ten „amerykański hit wydawniczy”?

W moim odczuciu takim hitem nie jest – nie wzbudził we mnie żadnych ognistych emocji z wyjątkiem lekkiej irytacji od czasu do czasu i śmiechu, bo jego akurat nie brakowało. Na szczęście nie spodziewałam się czegoś wielkiego, ponieważ wtedy byłabym bardzo zawiedziona; jedyne, na co miałam nadzieję, to chociaż odrobina relaksu i „zresetowania” się. Nawet w połowie udało mi się to uzyskać – w połowie, bo, jak wspomniałam, trawiło mnie czasem uczucie irytacji przez zachowanie lub tok myślenia bohaterów. Minusem dla niektórych może okazać się również ilość scen erotycznych, które, kurczę pieczone, chyba w pewnym momencie zaczęły dominować – dlatego zamiast pochłonąć „Pucked” w góra dwa dni, męczyłam tę książkę koło tygodnia, ciągle odkładając lub omijając parę fragmentów opisanych w sposób jednym słowem niesmaczny.

Potencjał na dobry romans był, ponieważ tym razem nie tylko główny bohater, Alex, lubi się zabawić – Violet nie jest taką niewinną kobietą, na jaką może wyglądać. Tylko gdyby autorka ujęła to w jakiś subtelniejszy sposób, byłabym bardziej zadowolona. Koniec końców wyszło na to, że moja opinia nie jest za dobra, ale nie myślcie sobie, że lektura ta całkowicie mnie odrzuciła – byłoby miło i przyjemnie gdyby nie te kilka rzeczy, o których wspomniałam powyżej. Kto wie, może kolejne tomy serii „Pucked” (jak dotąd całość liczy pięć części) będą miały coś lepszego do zaoferowania?

Jestem jednak zdania, że jeśli ktoś z Was jest zwolennikiem takiej literatury, nie przeszkadza Wam nadmierna ilość pieprznego słownictwa lub chcecie po prostu przekonać się na własnej skórze, jak to z Violet i gwiazdą hokeja było – zachęcam do sięgnięcia i wyrobienia sobie swojej opinii.

„Pucked” (#1) Helena Hunting, Wydawnictwo Szósty Zmysł 2018

Premiera już wkrótce!

UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 czerwca 2017

Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, jak ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście. Jednak zanim się okaże, czy mogą być razem, będą musieli walczyć o życie. //lubimyczytac.pl

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” jest kontynuacją historii Anny i Ashtona - córki przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz osobistego ochroniarza, który ze względów jej bezpieczeństwa staje się dla świata jej drugą połówką.

Z każdą kolejną przeczytaną książką Kirsty Moseley coraz bardziej się nimi nudzę, ponieważ autorka zaczyna stosować podobne motywy i nawet jeśli okoliczności i sytuacja bohatera jest inna, przeważnie sprowadza się do tego samego i każda historia kończy się tak samo. W tym wypadku nie czytałam pierwszej części, jednak nie żałuję tego i możliwe, że nawet tego nie zrobię, ponieważ szkoda mi na to czasu - prawie wszystkiego dowiedziałam się z pozycji, którą mam dzisiaj na tapecie. Zmierzam do tego, iż mimo dużej różnicy w fabule „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” kojarzy mi się z „Chłopakiem, który zakradał się do mnie przez okno”. Jest to chyba spowodowane wątkiem związanym z przemocą i pewną tajemnicą, która ugryziona została w tej historii w inny sposób, jednak i tak za bardzo po przeczytaniu przypomina mi wrażenia po tamtej lekturze. Więcej nie zdradzę, bo ze spojlerami się nie lubimy!

Irytującą rzeczą była zbyt harmonijna akcja przez prawie dwieście stron, po czym nagle wszystko nabrało tempa i niespodziewanie zaczęło się dziać coś więcej (chociaż nie było nawet się czym ekscytować, bo wcześniej w książce wspomniano o paru rzeczach, które jasno wskazywały na to, co dziać się miało dalej). Przewidywalność to nie jedyna wada przedstawionej historii - relacje Annabelle i Ashtona w pewnych momentach aż ociekały słodyczą, było tego dla mnie za dużo, ponieważ główny bohater został przesadnie wyidealizowany - jak zresztą większość postaci w tego typu książkach. Jak wspomniałam, mamy tu do czynienia ze schematycznością - płeć żeńska w opałach i książę ją ratujący, tylko w trochę innym wydaniu. Nie zmienia to faktu, że to wszystko już było.

To nie tak, że „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to książka, która ma same minusy. Jest wciągająca, pomaga zapomnieć choć na chwilkę o tym, co dzieje się wokół nas, a to, że historia nie jest bardzo prawdopodobna i realna, może akurat komuś się spodobać, kto wie? Nie przekreślam całkowicie twórczości autorki - myślę, iż kiedyś dam jej jeszcze szansę, ale [mam nadzieję] z innymi bohaterami i w innych okolicznościach, ponieważ tym razem było naprawdę średnio.

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str.336

5/10 [średnia]

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 sierpnia 2016

Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej - Sarah Dessen

Emaline właśnie skończyła liceum i jesienią wyjeżdża na studia. Na początku wakacji niespodziewanie zerwała z Lukiem. Chodzili ze sobą trzy lata i do niedawna myślała, że ten związek jest idealny. Tymczasem w nadmorskim miasteczku pojawia się Theo, nowojorczyk, ambitny student szkoły filmowej. Wakacyjny romans? Czemu nie. Do Colby przyjeżdża też na lato ojciec Emaline, który rzadko utrzymywał z nią kontakt.
Emaline pociąga urok wielkiego świata, jaki roztaczają przed nią Theo i ojciec. Ambitna i pracowita, zawsze pragnęła gwiazdki z nieba i jeszcze więcej. Jednak nie można mieć wszystkiego, a marzenia nie zawsze się spełniają.//lubimyczytac.pl

Ostatnimi czasy nazwisko Sarah Dessen jest dość często spotykane na wydawniczym rynku za sprawą wydawania jej kolejnych książek przez wydawnictwo HarperCollins Polska. Swoją przygodę zaczęłam od Kołysanki, która mnie  miarę zadowoliła i okazała się być dobra, niosła ze sobą przesłanie. Jednak Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej, chociaż grubsza o ponad sto stron, niestety nie okazała się być lepsza.
"Jeżeli nigdy nie doświadczyłaś od kogoś miłości, nie potrafisz jej rozpoznać, nawet jeśli rzeczywiście się pojawi. Szukasz jej we wszystkim - każde jasne światło nad głową może się wydać gwiazdą"
Minusem dla mnie jest to, że autorka rozciągała wydarzenia w czasie i wszystko się dłużyło. Przykładem mogą być nawet wydarzenia przedstawione w opisie - w książce relacja między Lukiem a Emaline psuje się dopiero gdzieś po setnej stronie. Akcja się po prostu toczy i tylko tyle jestem w stanie o niej powiedzieć.

Bohaterowie stali się dla mnie obojętni, a niektórzy nawet mnie irytowali: mam na myśli m.in. Theo, który planował ze szczegółami zawsze wszystkie Wielkie Wydarzenia Ze Swojego Życia. Wyjątek stanowili Luke i Benji - stali się kumplami i byli nimi nawet pomimo gorszych kontaktów z siostrą dziesięciolatka. Reszta była dla mnie nijaka, czasem naciągana i nie chciałabym spotkać takich osób w realnym świecie.

Okładka, w przeciwieństwie do treści, bardzo przypadła mi do gustu i lubię nawet na nią spoglądać, kiedy leży mi tak na biurku (wybaczcie, taka przypadłość). Dodatkowo, aż sama się zdziwiłam, zaznaczyłam parę dość dobrych cytatów, które (razem z okładką) podniosły ocenę powieści.
"Niektórzy ludzie powiedzieliby, że rozczarowanie to dobra lekcja dla młodych osób"
Cóż mogę dodać - miałam nadzieję na oderwanie się od tu i teraz oraz rozluźnienie się choć trochę, ale otrzymałam coś, co ciągnęło się w nieskończoność. Być może tylko ja odniosłam takie wrażenie i nie potrafię wynieść jakiejś wielkiej nauki z tej historii, ale może za bardzo wydarzenia ostatniego czasu przyćmiły moją zdolność racjonalnego myślenia? :D Myślę, że Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej to słabsza powieść Sarah Dessen i jeśli chcecie, możecie spróbować swoich sił w starciu z nią, jednak ja Was nie będę do tego namawiać.

Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej Sarah Dessen, Wydawnictwo HarperCollins Polska, str. 448

5/10 [średnia]

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

25 marca 2016

Say It. - Paula Bartosiak

Instagram
"BO NIC NIE JEST DO KOŃCA OCZYWISTE ...

Long Beach w Kalifornii to idealne miejsce dla bogatych lekkoduchów,a Bleast High jest typową szkołą plastikowych panienek i przyjstojnych lowelasów.

Kiedy Natt pod wpływem zabiegów siostry przeistacza się w atrakcyjną młodą kobietę, nie podejrzewa nawet, co szykuje dla niej los. Wkrótce oprócz ubrań i kosmetyków starszej siostry przejmuje również jej chłopaka, Jaysona, a przypadkowo poznany Dylan staje się jej najbliższym przyjacielem. kiedy związek z Jaysonem wydaje się nie mieć szans na przetrwanie, okazuje się, że wszystkie te kłopoty są niczym wobec dramatu, który dotknął Dylana. Natt musi sobie poradzić nie tylko z własnym toksycznym związkiem, ale i pomóc swojemu najlepszemu przyjacielowi przetrwać piekło. Szybko uświadamia sobie jednak, że nie na wszystko mamy wpływ, a szczęście i ból potrafi dzielić jedna sekunda." lubimyczytac.pl 

Say It. to debiut Pauli Bartosiak, który w pierwowzorze opublikowany został na platformie Wattpad. Już na samym początku mojej wypowiedzi chciałabym pogratulować autorce wydania swojego opowiadania (nie fanfiction!) w formie książki, ponieważ dla osób piszących na Wattpadzie jest to super sprawa :) Z tego, co zdążyłam się zorientować, na profilu Pauli na powyższej platformie, Say It. jest pierwszą częścią Trylogii Uczuć - druga część (Feel It.) została już zakończona, a trzecia (Do It.) jest w trakcie pisania. To były takie informacje bardziej dla osób, które lubią korzystać i czytać na Wattpadzie, a teraz coś bardziej ze sfery książek papierowych - premiera debiutu, o który się dzisiaj rozchodzi, miejsce miała 1 lutego br., czyli nie było to jeszcze aż tak dawno.

Co mnie skłoniło do sięgnięcia po tę pozycję?

Cóż, nie będę ukrywać, że dawniej czytałam nałogowo przeróżne opowiadania i fanfiction na blogspocie oraz Wattpadzie i uwielbiałam to. Później zrezygnowałam z większości, zostało jedynie kilka bardzo dobrych opowiadań i tych, do których byłam przywiązana. Teraz nie czytam ich w ogóle, główną pałeczkę przejęły zwykłe, papierowe książki i zdążyły już one wyrobić mi gust - jedne rzeczy mi się podobają, drugie nie, a na pozostałe nie zwracam jeszcze tak dużej uwagi.

Głównym impulsem, by sięgnąć po Say It., było przekonanie, że jeśli historię postanowiono opublikować w postaci papierowego przyjaciela, musi być ona naprawdę warta uwagi. Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas czytania przypominały mi się wszystkie irytujące rzeczy, które można dostrzec, czytając opowiadania w Internecie. Miałam nadzieję na wspominanie tych dobrych momentów, jednakże niestety okazało się inaczej. A dlaczego?

Od ogółu od szczegółu

Historia rozgrywa się głównie w Long Beach w Kalifornii, ale też w Oakland. Akcja pędzi, Natt w jednym momencie znajduje się w swoim pokoju, a zaraz jest już na imprezie ze swoją siostrą i tak co chwilę. Jest to co najmniej denerwujące. Przechodząc jednak do wydarzeń, kwintesencją książki zdaje się być głównie toksyczny związek pomiędzy Natt a Jaysonem - na szczęście jest jeszcze wątek poruszający temat przyjaźni i według mnie był on najciekawszy spośród wszystkiego, co zostało przedstawione w historii.

Przyznam, że w porównaniu do tylu bohaterów, których miałam okazję poznać na kartach różnych powieści, postaci z Say It. nie powaliły mnie na kolana - były nierealne, a niektórzy nawet trochę przerysowani, nienaturalni. Zwalam to na debiut, liczę, że kolejne pozycje wychodzące spod pióra autorki będą lepsze i bardziej dopracowane czy przemyślane.

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie: wulgaryzmy. Rozumiem, że używa się ich potocznie bardzo dużo, ale, jak dla mnie, było to za wiele i nadawało pewnej sztuczności - jakby za wszelką cenę trzeba było odwzorować sposób mówienia jakiejś osoby. Nie twierdzę, iż powinno pisać się w książkach młodzieżowych poetyckim językiem, ba, czasem, gdy gdzieś natrafi się jakieś brzydkie słowo, przypomni ono o przeznaczeniu danej książki. Jednak, jak już wspomniałam, ilość wulgaryzmów w Say It. odstraszała mnie i nadawała historii sztuczności oraz niesmaku.

Wyrok ostateczny

Podsumowując, spodziewałam się czegoś lepszego - okładka i opis za bardzo mnie zwiodły i postawiłam poprzeczkę książce dosyć wysoko. W trakcie lektury liczyłam się z takim obrotem sprawy, jednak do końca  miałam nadzieję, że może mnie w pewnym stopniu porwie... no cóż, tak się nie stało. Jeśli lubicie czytać opowiadania na Wattpadzie - polecam jak najbardziej, a tym, którzy przeczytali już trochę młodzieżówek tak jak ja, Say It. może wypaść po prostu średnio, jeśli nie gorzej.

Say It. Paula Bartosiak, Wydawnictwo Novae Res 2016, str. 372

5/10 [średnia]

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Novae Res!

UDOSTĘPNIJ TEN POST

25 lipca 2015

Larista - Melissa Darwood

"Larysa ma jedno marzenie - odnaleźć prawdziwą miłość. W dniu osiemnastych urodzin wypowiada życzenie i wkrótce napotyka na swojej drodze tajemniczego Gabriela i kuszącego Daniela.
Obaj mężczyźni wydają się jej równie fascynujący, jednak im bardziej się do nich zbliża, tym większe grozi jej niebezpieczeństwo.
Dokąd doprowadzi Larysę znajomość z Gabrielem i Danielem? Jaką tajemnicę kryje każdy z nich? Czy prawdziwa miłość naprawdę przezwycięża wszelkie przeciwności?"
Czy którakolwiek z Was chciała kiedyś spotkać swoją pierwszą prawdziwą miłość? Wierzycie w przeznaczenie czy może jest ono dla Was kolejną bzdurą? Cóż, w tej książce znajdziecie pełno miłości. W zasadzie, to wszystko kręci się wokół niej...

Zacznę od bohaterów, którzy przypominają mi trochę postacie wyjęte prosto z jakiegoś młodzieżowego, internetowego fanfiction. Ona - pyskata, niecierpliwa i za bardzo ciekawska, a on niezwykle męski, przystojny, tajemniczy, posiadający sportowe auto, niczym ucieleśnienie wszelkich marzeń płci żeńskiej. Autorka tak bardzo skupia się na głównych bohaterach i ich wątku miłosnym, że postacie drugoplanowe są niedopracowane i brakuje im tej charyzmy, iskierki. Szczególnie irytowała mnie Zuzka, przyjaciółka Larysy, ponieważ tymi swoimi wypowiedziami i powiedzonkami wydała mi się po prostu sztuczna i za bardzo przerysowana.

Nie jestem w stanie określić nawet, po co został stworzony zły charakter w tej opowieści. Na w przybliżeniu 400 stron książki spotkać go można sporadycznie, a jeśli nawet, to w takich sytuacjach, które w sumie wiele nie wnoszą, może jedynie jakieś informacje do wątków pobocznych, które i tak później giną pod maską szczęśliwości i wiecznej miłości. Nie widzę większego sensu w istnieniu takiego bohatera jak Daniel - równie dobrze mogła pojawić się jakaś czarna zjawa i ni stąd, ni zowąd ukazywać się i siać zniszczenie, a później zniknąć tak szybko, jak się pojawiła.
"[...] świat jest skonstruowany według bożego planu i trzeba się z tym pogodzić. Czy tego chcemy, czy nie."
To nie tak, że uwzięłam się na autorkę pod pseudonimem Melissa Darwood, ale nie mogę przejść obojętnie koło tak wykreowanej książki, która przypomina mi opowiadania fanfiction, które dawniej czytałam. Naiwne, czasem za bardzo skupiające się na wątku miłosnym i pisane często na "odwal się" historie to coś, czego nie wspominam miło. Zdarzały się pewne wyjątki - autorki czy autorzy wiedzieli jak złapać się za to pisanie i trzymali poziom, starali wpleść liczne intrygi, nie powielali schematów. Tego w tej pozycji mi zabrakło. Pod dostatkiem jest za to wiele powiedzonek lub przysłów, które są powiązane z czymś diabelskim, diabolicznym, np. "Nie taki diabeł straszny, jak go malują". Za którymś razem staje się to denerwujące, chociaż rozumiem, że miało to w jakiś sposób podkreślić istotę fabuły.

Według mnie najtrafniejszym określeniem tej książki będzie typowy paranormal romance, ponieważ bądź, co bądź, ale historia opiera się na czymś, co jest ponadludzkie. Zamysł na guardianów i tentatorów nie był zły, sam w sobie ma potencjał, którego niestety nie wykorzystano. Szkoda, bo po Waszych komentarzach na Instagramie spodziewałam się czegoś lepszego i bardziej przemyślanego, a nie pełnego uniesień miłosnych i szczęścia.

Nie zaprzeczam, "Laristę" przeczytałam w dość krótkim czasie, chociaż początek mnie nudził. Dla mnie to lektura, dzięki której "odmóżdżyłam" sobie głowę i myśli, ale także poirytowałam się. Polecam wielbicielom paranormal romance i tym, którzy uwielbiają miłość stawianą za wszelką cenę na pierwszym miejscu.

"Larista" Melissa Darwood, Wydawnictwo Zielona Sowa 2013, s.384

5/10 [średnia]
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 marca 2015

Zabrana o zmierzchu - C. C. Hunter

"Kylie nie cofnie się przed niczym, by w końcu poznać prawdę o sobie, nawet jeśli narazi to ją i jej przyjaciół na niebezpieczeństwo. Wciąż jest rozdarta między wilkołakiem Lucasem a półelfem Derekiem i choć próbuje podjąć decyzję, dręczy ją pytanie, czy to na pewno dobry wybór. Co gorsza, nawiedza ją dziwny duch kobiety, który stara się jej przekazać tajemnicze przesłanie. Rozwiązanie zagadki może być kwestią życia i śmierci. Czy Kylie uda się ochronić bliskich? Kim tak naprawdę jest? Co, jeśli prawda jest o wiele bardziej niezwykła, niż ktokolwiek mógłby sądzić?"z okładki

Zapraszam.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

7 lutego 2015

Cztery - Veronica Roth

źródło: google
 
Tytuł: Cztery (tom 0.5)

Autor: Veronica Roth

Wydawnictwo: Amber



 Zapraszam. 
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.