13 sierpnia 2017

#WstydźSię! – Jon Ronson

Nowa książka obecnego od wielu lat na listach bestsellerów Jona Ronsona – wciągająca i błyskotliwa opowieść o jednej z najbardziej niedocenianych sił rządzących światem: o wstydzie.

Przez ostatnie trzy lata Jon Ronson przemierzył cały świat, spotykając się z ludźmi, którzy zostali publicznie napiętnowani. To ludzie tacy jak my. Ludzie, którzy opublikowali w mediach społecznościowych kiepski żart albo popełnili jakiś błąd, wykonując swoją pracę. Kiedy ich wykroczenie zostało ujawnione, wściekły tłum rzucił im się do gardeł – byli wyszydzani, odsądzani od czci i wiary, czasem nawet zwalniani z pracy. 

Dzięki internetowi publiczne zawstydzanie przeżywa dziś renesans. Jesteśmy świadkami demokratyzacji sprawiedliwości. Milcząca większość w końcu doszła do głosu. Jak go wykorzystujemy? Jesteśmy bezlitośni w wytykaniu innym błędów. Tworzymy definicje normalności, rujnując życie tych, którzy nie spełniają naszych kryteriów. Używamy wstydu jako formy społecznej kontroli. 

„#WstydźSię!” to książka przejmująca, ale jednocześnie przesiąknięta typowym dla Jona Ronsona poczuciem humoru. Szczerze i wprost opowiada o naszym współczesnym życiu; uświadamia nam też, jak przerażającą rolę odgrywamy w zbierającej coraz większe żniwo wojnie wypowiedzianej ludzkim słabościom.//lubimyczytac.pl

str. 98
Dzięki znanemu brytyjskiemu dziennikarzowi Czytelnik ma możliwość poznania paru osobowości, które zostały w jakiś sposób napiętnowane przez społeczeństwo. Są to m.in. Jonah Lehrer, Justine Sacco, Hank, Mike Daisey. Autor opisuje każdą sytuację z osobna, która doprowadziła do tego, iż ci ludzie zostali zawstydzeni. Wbrew pozorom są to dosyć często spotykane przypadki – takie jak kłamstwo czy brak taktu, ale odbiły się echem w całym internecie i mediach społecznościowych. Zbulwersowani użytkownicy portalu Twitter czy Facebook nie są w stanie zostawić suchej nitki na człowieku, który dopuścił się czegoś takiego. Co najlepsze, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że My także jesteśmy tymi, którzy piętnują – okazujemy nieraz w zbyt drastyczny sposób nasze zdegustowanie czy dezaprobatę w stosunku do bliźniego. Z drugiej strony myślimy, że jesteśmy w sieci anonimowi. Tak niestety nie jest – każde słowo, które zostaje przez nas raz zapisane i wysłane, już nie znika i świadczy o tym, kim jesteśmy. 
„Ogromną zaletą mediów społecznościowych było to, że dały głos ludziom, którzy dotąd go nie mieli. Nie pozwólmy, żeby znów stały się światem, w którym najłatwiej przetrwać, siedząc cicho”
Cała książka Jona Ronsona mówi o wstydzie – uczuciu, kiedy człowiek pragnie zapaść się pod ziemię, czuje się wyobcowany i najzwyczajniej w świecie zbiera mu się na płacz. Dziennikarz wczuwa się w rolę detektywa i goni w ślad za upokorzeniem i ludźmi, którzy go doświadczyli. Bada go od podszewki, wspominając również i swoje nieprzyjemności (takie jak ta z botem podszywającym się pod niego). Niejednokrotnie potrafi rozbawić, ale tym samym w umyśle Czytelnika czai się świadomość, iż jest to temat, obok którego nie można przejść obojętnie.
„Kiedy zawstydzanie przypomina sterowany z oddali atak dronami, nikt nie zastanawia się, jak niszcząca może być nasza kolektywna siła. Płatek śniegu nigdy nie czuje się odpowiedzialny za lawinę”
„#WstydźSię!” zmusza przede wszystkim Czytelnika do refleksji nad tym, czy przypadkiem nie jestem tym, kto piętnuje drugiego. Według mnie każdy po lekturze tej pozycji powinien zastanowić się: co stałoby się, gdybym to ja stał się ofiarą wstydu? Wszyscy skrywamy jakiś sekret, którego nie chcielibyśmy wypuścić na światło dzienne. Pytanie tylko – czy uda nam się to kryć tak długo, aż nikt nie będzie miał ochoty na zawstydzenie nas? 
„Starając się zawstydzić innych, sięgamy po potężne narzędzie. Piętnowanie to działania represyjne, nieznające ograniczeń, coraz częściej stosowane i wywierające coraz bardziej odczuwalne skutki”

„#WstydźSię!” Jon Ronson, Wydawnictwo Insignis 2017, str. 336

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

9 sierpnia 2017

Emoji Book TAG

Od bardzo dawna na blogu nie pojawił się żaden book TAG, więc postanowiłam, że ten związany z emotkami będzie dobry na powrót tych postów do łask. Nominacja przyleciała do mnie od dobra.ksiazka już w maju, ale na Oxu Emoji Book TAG w pełnej krasie widnieje dopiero teraz ;)

Może nie tak całkowicie, ale moje serce poruszyło się po lekturze „Oblubienic wojny” Helen Bryan. Historia młodych kobiet, które w czasie wojny starały się robić wszystko, by pomóc innym, wywarła na mnie wielkie wrażenie. Do tego ich losy pokazują, iż trzeba coś poświęcić, aby w życiu zaczęło dziać się coś nowego.

Taką pozycją jest dla mnie „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” autorstwa Anny McPartlin. Nie chodzi nawet o samo zakończenie - całość książki jest emocjonująca i niezwykle pouczająca.

„WstydźSię!” dziennikarza Jona Ronsona niekiedy bawiła mnie do łez, ale i pozwoliła na dostrzeżenie niektórych spraw dotyczących dzisiejszego zawstydzania i tego, jak działa ono w mediach. Niesamowicie wciągająca książka!

W tej kategorii mieści się „Gen atlantydzki” A.G. Ridlle. Książka konkretna pod względem grubości, ale równie dobra.

I tutaj następuje moment, którego nie darzę pozytywnym uczuciem - nie jestem w stanie przypomnieć sobie takiego książkowego. Zapełnię jednak tę kategorię postacią z filmu „Spider-Man: Homecoming”, a jest nią Vulture, który przede wszystkim skradł moje serce tym, iż nie był kimś, kto ma obsesję na punkcie końca całego świata/Ziemii. 

Z pewnością jest to pozycja „Potomkowie”, w której to Tosca Lee zapewniła Czytelnikowi ciągłą akcję z miejsca na miejsce.

Do głowy przychodzi mi trochę propozycji, ale wspomnę tu o książce „Kroniki Blackwell. Wilki Lokiego” wspólnie napisanej przez K.L. Armstrong oraz M.A. Marr. Chociaż seria „Inni” od Bishop też się tutaj nada!

Nie jestem w stanie dokończyć „Brudnego świata” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i przez tę książkę nie mam też ochoty sięgać po jej twórczość.

Nikogo chyba nie zaskoczę, jeśli wymienię „W śnieżną noc” takich autorów jak Green, Johnson i Myracle. 

I tutaj polegnę całkowicie, ponieważ nie przypominam sobie, bym się z czymś takim spotkała. Może Wam się coś przypomina? ;)

Nominuję:
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 sierpnia 2017

Zapowiedzi - sierpień

Sierpień może i nie zadziwia ilością nowości, ale parę interesujących mnie premier znalazłam. Przekonajmy się, czy również na nie czekacie i czy macie ochotę je przeczytać!

„Bez uczuć” Mia Sheridan
Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa. Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony... Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?

„Dziewczyna z Brooklynu” Guillaume Musso
Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna znikła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

„Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” Jung Chang
Książka, która poruszyła czytelników na całym świecie. Nie można jej przeczytać tylko w Chinach, gdzie wciąż jest zakazana przez władze.
Przejmująca opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny, której doświadczenia tworzą niezwykły obraz przemian, jakie dokonały się w Chinach.
Babka autorki zgodnie ze starą tradycją miała zabandażowane stopy, a rodzice przeznaczyli ją na konkubinę generała. Matka stała się zaangażowaną komunistką walczącą o nowe Chiny. Jednak gdy razem z mężem zaczęli dostrzegać okrucieństwo Mao, oboje doświadczyli bezwzględnych prześladowań podczas Rewolucji Kulturalnej, byli torturowani i zostali zesłani do obozów pracy. Mała Jung dorastała jako Pionierka z Czerwoną Książeczką pod pachą, ale jako młoda kobieta zdecydowała się skorzystać z cudem nadarzającej się okazji i opuścić swój kraj na zawsze. Mieszkając w Londynie, napisała książkę, która pozwoliła zrozumieć światu, czym tak naprawdę są współczesne Chiny.

„We wspólnym rytmie” Jojo Moyes
Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie…
Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.
Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?
„We wspólnym rytmie” to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.
Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.

„Fałszywy pocałunek” Mary E. Pearson
Tę książkę już z pewnością znacie - na Oxu pojawiła się jej recenzja: link. Mogę ją gorąco polecić!

„Zaklinacz ognia” Cinda Williams Chima
Trwa wojna między królestwami Arden i Fellsmarch. Władca Ardenu Gerard nie cofnie się przed niczym, żeby zapanować nad całym kontynentem – nawet przed zniewoleniem czarodziejów. Na jego drodze staje jednak dwoje ludzi, których uczucia zranił za bardzo.
Adrian, syn Wielkiego Maga i królowej Fellsmarchu, marzy o tym, by zostać magicznym uzdrowicielem. Gdy jego ojciec ginie w zasadzce wroga, poprzysięga zemstę i doskonali znajomość trucizn. Jenna ma na karku tajemnicze znamię, a jej serce bije w rytm płomieni. Przez lata zmuszana była do pracy w kopalniach miasta Delphi. Przyłącza się do walki, gdy żołnierze Ardenu zabijają jej przyjaciół.
Wspólny cel splata losy Adriana i Jenny na ardeńskim dworze. Aby pokonać Gerarda, będą musieli odnaleźć się w świecie, gdzie nie ma prostego podziału na dobrych i złych, wśród ryzykownych sojuszy i pałacowych intryg. Równie niebezpieczna okaże się prawda o ich przeznaczeniu...

„Milion odsłon Tash” Kathryn Ormsbee
Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.
Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie „Anny Kareniny” Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”.
Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów… Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Nominacja do najważniejszej nagrody vlogerów staje się dla niej ukoronowaniem ciężkiej pracy.
Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

„Forget me always” Sara Wolf
Minęło czternaście tygodni, odkąd Isis Blake przeniosła się do nowej szkoły (i trzy lata, dwadzieścia pięć tygodni i pięć dni, odkąd nie była zakochana, i jeśli uda jej się zrealizować plan, ten licznik będzie bił w nieskończoność). Podczas tych czternastu tygodni poznała Jacka Huntera – wroga, który stał się być może kimś więcej – dzięki jego odwadze przeżyła brutalną napaść agresywnego byłego swojej matki, a zaraz potem całkiem o Jacku zapomniała.
Jedynym jasnym punktem jest w jej życiu Sophia, tajemnicza dziewczyna, z którą Isis dzieli pobyt w szpitalu i zamgloną znajomość z Jackiem.
Gdy wspomnienia wracają, jest jej coraz trudniej oprzeć się uczuciom. A Jack nie jest w stanie trzymać się z daleka od jedynej dziewczyny, która stopiła lód jego serca. Gdy wychodzą na jaw mroczne sekrety otaczające Sophię, Isis uświadamia sobie, że Jack nie jest tym, za kogo go miała. Zaczyna dostawać przerażające anonimowe maile, które paradoksalnie mogą ocalić ją przed czymś jeszcze gorszym: przed jej przeszłością.

Wszystkie opisy pochodzą z portalu lubimyczytac.pl.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 lipca 2017

Fałszywy pocałunek - Mary E. Pearson [przedpremierowo]

źródło
Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighanów, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic - i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.//lubimyczytac.pl
„Fałszywy pocałunek” to książka, która uwielbia wodzić Czytelnika za nos i sprawiać, byśmy wpadali w pułapki zastawione przez samą autorkę - Mary E. Pearson. Nie sposób zapomnieć o tym, co wyczyniało się na kartach tej powieści, ponieważ niektóre rzeczy potrafią naprawdę wprawić w osłupienie. Szczególnie jeden celowy zabieg Pearson wbił mnie w fotel i myślałam już, że coś źle zrozumiałam, pominęłam lub w ogóle nie ogarnęłam (moja reakcja była zbliżona do tej Chrisa zamieszczonej obok). Z tego powodu wracałam się do niektórych początkowych rozdziałów i czytałam je ponownie, by móc poukładać sobie to wszystko w głowie. Początkowo uważałam, że to jakaś pomyłka, wdarł się jakiś chaos przy tłumaczeniu, jednak po rozmowie z Kasią z Parę słów o książkach i recenzji Wybrednej Marudy (link)
jestem prawie pewna, iż było to celowe. Nie zdziwcie się więc, gdy zobaczycie, że narracja prowadzona jest z punktu widzenia Lii, księcia, zabójcy, Kadena oraz Rafe'a – w swoim czasie zrozumiecie dlaczego.

Brakowało mi ostatnio czegoś w książkach, które przewijały mi się przez ręce, lecz nie potrafiłam sprecyzować dokładnie czego. Po lekturze „Fałszywego pocałunku” wreszcie mogłam poczuć, iż ta pustka po trochu się zapełnia. Pierwszy tom „Kronik Ocalałych” dostarczył mi od groma emocji i, chociaż występuje tam relacja tak znienawidzona przez większość Czytelników – trójkąt miłosny, nie byłam w stanie oderwać się choć na moment od lektury. Więzi pomiędzy Lią, księciem oraz zabójcą na całe szczęście nie przyćmiewały innych wątków w historii, co w innych powieściach zdarza się dosyć często. Odetchnęłam z ulgą, kiedy prawie od samego początku wciągnęłam się w losy księżniczki Morrighan i nie miałam z tym żadnego problemu, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ ostatnimi czasy miałam z tym niemałe problemy. Sądzę, że stoi za tym także język, który nie jest infantylny, lecz wzbogacony opisami ułatwiającymi wyobrażenie poszczególnych sytuacji bądź wyglądu i z drugiej strony nie są przesadzone lub podkoloryzowane.

Świetnym posunięciem jest wzbogacenie tekstu oryginalnym językiem, którym posługują się vendańscy ludzie oraz fragmentami m.in. Pieśni Vendy - nadało to trochę oryginalności całej historii. Czymś, czego jednakże nie pochwalam, jest zrezygnowanie z amerykańskiej okładki, która jest o niebo lepsza od tej niedługo już dostępnej u nas w kraju.

amerykańska vs polska okładka
Jeśli jesteście spragnieni dobrego kawałka połączenia fantastyki i małego romansu, „Fałszywy pocałunek” jest specjalnie dla Was. Na kartach tej powieści czai się świat, który tylko czeka, aż się w nim zanurzymy. A kiedy już to się stanie, nie będzie odwrotu!

„Fałszywy pocałunek” Mary E. Pearson, Wydawnictwo Initium 2017, str. 544

9/10 [rewelacja]

PREMIERA: 03.08.2017!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

19 lipca 2017

Chłopak, który o mnie walczył - Kirsty Moseley

Czasem musisz odejść…
Rozstanie z Jamiem było dla Ellie najtrudniejszą rzeczą, z jaką musiała się zmierzyć. Rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, u boku nowego mężczyzny. Tragedia rodzinna zmusza ją jednak do powrotu do domu. Ellie jest przekonana, że wyleczyła 
się z Jamiego – zapomniała o namiętności i złamanym sercu. Jednak gdy tylko się spotykają, ich miłość odnawia się ze zdwojoną siłą.
Czasem zostajesz i walczysz…
Jamie wie, co to ból. Doświadczył go, walcząc o życie w więzieniu. Ale nic nie może się równać z bólem, jaki czuł, gdy Ellie wyjechała. Gdy niespodziewanie wróciła, Jamie nie zamierza jej już nigdy stracić.
Ellie nadal kocha Jamiego, ale nie może się pogodzić z jego przeszłością. A on ma groźnych wrogów, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby go dopaść.//lubimyczytac.pl

Pomimo tego, że Ellie już trochę w życiu przeszła, kapryśny los o niej nie zapomniał. Kiedy wydawało się, że wszystko jest w porządku i dziewczyna ma poukładane życie, wydarzyło się coś strasznego - a jakże. Jak mówią, licho nie śpi. Jeden wypadek potrafił spowodować kolejne zmiany i to dość bolesne, jednak nieuniknione. Jak Ellie poradzi sobie z powrotem do rodzinnego domu i wspomnieniami nieustannie ją prześladującymi?

Jak wspominałam w recenzji poprzedniej części („Chłopak, który chciał zacząć od nowa”), bałam się, iż autorka wykorzystała cały potencjał historii Ellie i Jamiego: że nie zostało nic, na czym można oprzeć fabułę i stanie się ona tym samym kolejnym powielonym schematem. Po części moje obawy były bezpodstawne, a po części okazały się prawdziwe, bowiem schematyczności autorka się niestety nie pozbyła. Znalazła za to coś, na czym mogła zahaczyć akcję - tragiczny wypadek rodziców głównej bohaterki, wokół którego wszystko zaczęło się kręcić. Stał się punktem zwrotnym, który także w pewien sposób zmusił bohaterów do ponownego spotkania.

Przez pierwszą połowę książki było mi ciężko przebrnąć, zastanawiałam się nawet, czy już przypadkiem nie „przejadły” mi się takie historie. Kiedy jednak przysiadłam zdecydowanie do skończenia tej powieści za jednym razem, zrobiło się lepiej - akcja sobie leciała, nabierało to jakiegoś tam sensu. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” postawił poprzeczkę, której niestety „Chłopak, który o mnie walczył” nie zdołał dorównać. Jak dla mnie, losy Ellie i Jamiego mogły zakończyć się na poprzednim tomie, ponieważ w życiu nie wszystko kończy się kolorowo, na co mógłby być dobry przykład.

„Chłopak, który o mnie walczył” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 336

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.