29 marca 2020

Odkrywaj, poznawaj na nowo! 2

W kwietniu (2018 roku!) – zaczynając tę serię – przedstawiłam Wam trzy filmy skupiające się wokół miłosnych relacji głównych bohaterów, jednak w dzisiejszej odsłonie cyklu Odkrywaj, poznawaj na nowo! pokażę nieco trochę inne produkcje, które uważam, że są naprawdę godne uwagi i bardzo, bardzo je polecam!

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Missouri, 2017)
Mildred (Frances McDormand) postanawia na swój sposób sprawić, aby śledztwo w sprawie jej zamordowanej córki ruszyło z miejsca i przyniosło jakiekolwiek efekty – wynajmuje trzy billboardy i umieszcza na nich po jednym haśle. Odpowiedź ze strony miasteczka jest natychmiastowa: kobiecie przychodzi mierzyć się z jego mieszkańcami, szeryfem Billem Willoughby (Woody Harrelson) oraz oficerem Jasonem Dixonem (Sam Rockwell). Film porusza m.in. kwestię pragnienia przywrócenia sprawiedliwości i wymierzenia kary za wyrządzone krzywdy, zmagania samotnej matki z przeciwnościami, jakimi obdarzył ją los, wpływ choroby na ludzkie życie. Do tego dialogi ociekające specyficznym humorem, za które odpowiada Martin McDonagh, sprawiają, że pomimo niełatwego tematu i rozgrywających się scen zawierających przemoc, wspomniany humor idealnie się wpasowuje w klimat.

Jest to zdecydowanie film warty polecenia, a gra aktorska godna pochwały!👏Nie chcę więcej nic zdradzać, ponieważ mogłabym zniszczyć niektórym z Was możliwość odczucia na własnej skórze satysfakcji z obejrzenia tej produkcji.

Klikając w plakat, przeniesiesz się do zwiastunu!

Autor widmo (The Ghost Writer, 2010)
O czym warto powiedzieć na temat tego filmu? Reżyserią zajął się Roman Polański, oparty został na podstawie powieści Roberta Harrisa o tym samym tytule. Muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie byłam aż tak zaabsorbowana tym, co dzieje się na ekranie! Mistrzowskie budowanie napięcia, ujęcie tylko znaczących detali, niespodziewane zakończenie, które pozostawia każdemu widzowi pole do popisu – sama już nie wiem, co podobało mi się bardziej🤔 Wspomnieć również warto o odtwórcach głównych ról, jakimi są m.in.: Ewan McGregor, Pierce Brosnan czy Olivia Williams.

Klikając w plakat, przeniesiesz się do zwiastunu!

Pokój (Room, 2015)
źródło
Po obejrzeniu tej produkcji byłam wbita w fotel. Dosłownie. Przed seansem nie miałam pojęcia, że „Pokój” mnie aż tak poruszy. Pokazana relacja matki z synem oraz reakcja dziecka na istniejący świat poza Pokojem nie były ani trochę cukierkowe a do bólu prawdziwe, realistyczne. Łzy same cisnęły się do oczu, ale najgorsza okazała się świadomość, iż całość może jest i fikcją, ale to nie znaczy, że takie rzeczy się nie zdarzą. Gra aktorska Brie Larson oraz Jacoba Tremblay'a (w roli Jacka) naprawdę godna podziwu.

Klikając w plakat, przeniesiesz się do zwiastunu!


Grafika pochodzi z pinterest.com oraz tumblr.com.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

20 marca 2020

My Holo Love – czy technologia może być źródłem niebezpieczeństwa?

Nie od dziś wiadomo, że dramy potrafią zawrócić w głowie. Parokrotnie popełniłam teksty o kilku z nich (podlinkuję je Wam na samym końcu posta), co może świadczyć tylko o tym, jak bardzo przepadłam w tego rodzaju produkcjach. Uwierzcie mi, to jest zaraźliwe! Ale lepiej chyba złapać takiego wirusa, prawda?

UDOSTĘPNIJ TEN POST

12 marca 2020

7 marca 2020

Księżniczka Incognito – Connie Glynn

@oxuria
Lottie Pumpkin to zwyczajna dziewczyna, która marzy, żeby być księżniczką. Dostaje się do prestiżowej szkoły Rosewood Hall w ramach programu stypendialnego.

Ellie Wolf to księżniczka, która marzy o zwyczajnym życiu. Szkołę Rosewood Hall wybiera przede wszystkim dlatego, by uniknąć obowiązków, jakie musi wypełniać w królestwie Maradawii.

Kiedy los rzuca obie czternastolatki do tego samego internatu, zamiana tożsamości wydaje się najprostszym rozwiązaniem. W końcu wszyscy i tak przez pomyłkę biorą Lottie za księżniczkę.

Tymczasem ktoś odkrywa ich sekret, a w Rosewood nic nigdy nie jest takie, jak się wydaje…//lubimyczytac.pl

Kiedy dowiedziałam się, że Księżniczka incognito jest książką napisaną przez brytyjską youtuberkę, w głowie od razu pojawiła mi się myśl, która skłaniała mnie do porównywania tejże lektury do znanej niegdyś trylogii Zoelli – Girl Online. Możecie zapytać – dlaczego? Już wyjaśniam! Jednym z powodów jest najzwyczajniej w świecie fakt, że obie autorki zajmują się nagrywaniem różnorodnych filmików, które później wrzucają na swój kanał na YouTube. Ponadto, kiedy zrobiłam szybki research, zauważyłam duże podobieństwo w wyglądzie Connie (Noodlerelli) i Zoe (Zoelli). Być może to w jakiś sposób wywołało we mnie myśl o porównywaniu ich książek. Warto też zauważyć, że w ostatnim czasie Connie zmieniła swój wizerunek (można zaobserwować to zjawisko na jej Instagramie) i już nie przypomina swojej koleżanki „po fachu”. 

UDOSTĘPNIJ TEN POST

21 lutego 2020

Dom po drugiej stronie jeziora – Anna Bichalska

@oxuria
Rok 1928. Do willi nad jeziorem w Błękitnych Brzegach przyjeżdża Maria, która ma objąć posadę guwernantki dwóch sióstr – Matyldy i starszej Adeli. Ale Maria ma także inny, ukryty cel. Chce rozwikłać pewną zagadkę z przeszłości. Nie wie jednak, że może okazać się to niebezpieczne. Nie tylko dla niej samej.

Rok 2017. Stary dom Matyldy położony nad brzegiem jeziora w Błękitnych Brzegach ma swoje tajemnice. Sekrety skrywa też Małgorzata, która pewnego letniego dnia wraz z kilkumiesięcznym niemowlęciem staje przed jego drzwiami. Ma za sobą bagaż trudnych doświadczeń i tylko jedną prośbę…

Losy kobiet skrzyżują się na dłużej. Połączy je między innymi zagadka śmierci Adeli, starszej siostry Matyldy, która zginęła jako dziecko niemal sto lat wcześniej. Zawartość skrytki znalezionej na strychu rzuca na jej śmierć nowe światło.//lubimyczytac.pl
„[...] śmierć najbliższej osoby zawsze przychodzi zbyt wcześnie, ale jeśli ktoś umiera młodo, trudniej się z tym pogodzić. To takie marnotrawstwo życia. Przerwane filmu w połowie seansu” – s. 179.
Czasem bywa tak, że pewne książki pojawiają się w odpowiednim momencie – akurat wtedy, gdy tego potrzebujemy. Tak właśnie było ze mną i Domem po drugiej stronie jeziora. Wybrałam tę lekturę, bo chciałam poczytać o czymś bardziej przyziemnym, oderwać się od tego, co działo się dookoła, ale z rozwagą. Tymczasem otrzymałam niesamowicie wciągającą, ciekawą i niepowtarzalną lekturę. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego odpoczynku!

Zakładałam, że na warstwie obyczajowej się skończy, ale Anna Bichalska nie poprzestała na niej. I bardzo dobrze! W historii rozwinięty jest wątek starej, rodzinnej tajemnicy. Chociaż w sumie niedopowiedzeniem będzie, jeśli powiem, że chodzi o jeden sekret – po drodze odkrywane są kolejne! Bardzo spodobało mi się nieujawnianie wszystkich faktów już na samym początku, uciekanie od oczywistości. Wiecie, chodzi o fakt, że – jako Czytelnicy – jeśli nie mamy podanych jakichś informacji, dopowiadamy sobie sami różne rzeczy. Autorka w tym przypadku pogrywa sobie z nami (nie wiem, czy było to zamierzone, ale wyszło świetnie!) w taki sposób, że w pewnym momencie potrzebna jest chwila na refleksję. Co z tego, co wiem o tej historii, jest prawdziwe? Bardzo lubię takie chwile, ponieważ taki zabieg zmusza mnie do przemyśleń – nie sprawia, że czuję się biernym Czytelnikiem. Wręcz przeciwnie – sprawia, że ta historia żyje we mnie.

Warto zaznaczyć, że opowieść snuta jest dwutorowo: akcja dzieje się głównie w 1928 oraz 2017 roku. Zazwyczaj nie przepadam za takim rozwiązaniem, bo często jedna „warstwa” czasowa po prostu mnie nudzi i mam ochotę przekartkować parę stron, by przejść od razu do kolejnej. Tym razem wszystko tak niesamowicie się uzupełniało, że nie odczuwałam potrzeby przyspieszania tempa akcji. Chciałam nacieszyć się tym, co miałam przed sobą. Pozwalałam sobie na to, by moja wyobraźnia działała, szukała możliwych rozwiązań czy kolejnych powiązań… Takiej lektury już dawno mi brakowało.

Bohaterowie to w gruncie rzeczy osoby, które mogą stać się bliskie sercu. Pani Matylda – urocza starsza pani po dziewięćdziesiątce – skradnie wszelkie, gwarantuję Wam! Małgorzatą targa wiele emocji, przeżywa pewne rozterki, ale przez to, czego dowiedzieć się można wraz z postępującą historią, nie dziwi mnie to. Nie czułam irytacji czy większych negatywnych emocji. Nawet kiedy myślę o wydarzeniach z 1928, nie czuję złości – ale szok, niedowierzanie już tak.

Trudno mi ułożyć coś spójnego odnośnie tej książki, ponieważ sprawia ona, że odlatuję. Myślę o tym domu nad jeziorem, siostrzanej rozłące, miłości matki do swojego dziecka i wcale nie chcę wracać do rzeczywistości. Jeśli sięgniecie po tę lekturę (do czego Was zachęcam), mam nadzieję, że poczujecie się tak samo jak ja!

Anna Bichalska, Dom po drugiej stronie jeziora, HarperCollins Polska 2020, s. 464.

UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.