Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Editio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Editio. Pokaż wszystkie posty

6 kwietnia 2021

Król grzechu – Ludka Skrzydlewska

@oxuria
Prywatne śledztwo, elektryzujące napięcie i nieoczekiwany finał – Ludka Skrzydlewska zaskakuje nową powieścią erotyczną!

Kingston Kane to facet, do którego idealnie pasuje nadany mu pseudonim. King, bo tak tytułują go znajomi i pracownicy, jest przyzwyczajony do podziwu i posłuszeństwa okazywanych mu na każdym kroku. Wysoki, wytatuowany motocyklista robi wrażenie także na kobietach, o czym przekonuje się Danielle, świeżo zatrudniona w prowadzonym przez Kane’a klubie nocnym w Las Vegas.

Fascynacja wydaje się wzajemna, pożądanie stopniowo rośnie, a napięcie seksualne staje się nie do wytrzymania. Dani i King od początku działają na siebie niczym magnes, tyle że... Danielle ukrywa przed szefem prawdziwy powód, dla którego chce u niego pracować. Dziewczyna prowadzi prywatne śledztwo w sprawie zaginięcia swojej kuzynki Violet. Ponieważ wszystkie tropy prowadzą właśnie do lokalu Kane’a, tajemniczy właściciel staje się głównym podejrzanym.

W trakcie dochodzenia Dani odkrywa nie tylko świat nielegalnych interesów, ale także swoje pragnienia związane z Kingiem. Śledztwo staje się śmiertelnie niebezpieczne. Danielle powinna być bardzo ostrożna, mimo to mocno angażuje się w poszukiwania Violet. Próbuje rozwiązać sprawę, lecz najpierw musi się dowiedzieć, komu może naprawdę zaufać...//lubimyczytac.pl
UDOSTĘPNIJ TEN POST

15 listopada 2020

Park Avenue – Penelope Ward, Vi Keeland

@oxuria

Niepospolita uroda Elodie Atlier była pułapką na facetów, którzy zdradzali swoje kobiety. Agencja detektywistyczna nie była jednak pracą jej marzeń, więc w końcu Elodie postanowiła poszukać lepszego zajęcia. Tamtego dnia śpieszyła się na rozmowę z potencjalnym pracodawcą. Niestety, miała pecha, niegroźną stłuczkę. Tamten gość miał drogi samochód, wygląd greckiego boga i paskudne maniery. Po ostrej wymianie zdań rozstali się, a Elodie miała nadzieję, że więcej tego bufona nie spotka. Nie miała więc tęgiej miny, gdy okazało się, że stara się o pracę właśnie u niego.

Hollis LaCroix przyzwyczaił się, że ma władzę i duże pieniądze. Nie znosił kobiet, które miały sekrety. Nie przepadał też za tupetem i ciętym językiem. Ślicznotka, która uszkodziła mu samochód, a chwilę potem, starając się o posadę niani jego bratanicy, wygarnęła mu od serca, natychmiast spotkała się z jego ostrą reakcją. Mimo to, gdy emocje opadły, postanowił dać jej szansę. W końcu trudno o idealną opiekunkę dla dziewczynki z problemami. Hollis sam przed sobą nie chciał przyznać, że zarówno odwaga, jak i temperament Elodie bardzo mu się spodobały.

Dziewczyna okazała się utalentowaną nianią. Zbudowała więź z małą Hailey i wydawało się, że może być tylko lepiej. Prędko jednak okazało się, że śliczną nianię i przystojnego pracodawcę łączy coś więcej. Oboje starali się ukrywać wzajemną fascynację i pozwalali sobie zaledwie na niewinny flirt. Zdawali sobie sprawę, że dzieliło ich zbyt wiele, a ewentualny romans mógłby przynieść potężne komplikacje. Nie przypuszczali jednak, z czym przyjdzie im się zmierzyć, gdy rzeczywiście się w sobie zakochają...//lubimyczytac.pl
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 września 2020

Negatyw szczęścia: Fine – Ludka Skrzydlewska

@oxuria 


Nieoczekiwanie życiem zawodowym Sashy po raz kolejny wstrząsnęły silne turbulencje. Dziewczynę zwolniono z mediolańskiego domu mody Di Volpe pod zarzutem przekazywania konkurencji poufnych danych. Niestety, dowody świadczą na niekorzyść Sashy: właściciel konkurencyjnego domu mody, Andre Debreu, od lat przyjaźni się z matką pechowej pani fotograf, a e-mail z przeciekiem został wysłany z jej komputera.

Wygląda na to, że ktoś celowo kieruje podejrzenia na młodą Polkę. Rozżalona fałszywymi oskarżeniami Sasha postanawia na własną rękę poszukać prawdziwego szpiega. Krąg podejrzanych jest całkiem spory. I nie można z niego wykluczyć matki Sashy, którą wydaje się łączyć z Andre coś więcej niż tylko nić sympatii.

W winę dziewczyny nie wierzy Alessandro, syn właścicielki Di Volpe. Relacje między nim a Sashą, niegdyś dalekie od przyjaznych, nabierają gorącego charakteru...//lubimyczytac.pl

UDOSTĘPNIJ TEN POST

27 sierpnia 2020

Negatyw szczęścia: Inizio – Ludka Skrzydlewska

@oxuria 

Czy początkująca adeptka zawodu może otrzymać lepszą posadę od stanowiska asystentki fotografa w mediolańskim domu mody? Oczywiście, że nie! Sasza powinna przyjąć ofertę z pocałowaniem ręki. Rzucić wszystko i wsiąść w pierwszy samolot do Włoch! A jednak się waha. Ma wątpliwości, ponieważ świetna z pozoru propozycja wychodzi od jej wiecznie nieobecnej matki, byłej modelki. To wysoce podejrzane! Ponieważ jednak Sasza znajduje się akurat na kolejnym życiowym zakręcie, ostatecznie puka do drzwi firmy Di Volpe...

Wkrótce dzięki nowym fantastycznym przyjaciołom pochłania ją szalone mediolańskie życie. Trudna okazuje się jedynie znajomość z synem właścicielki domu mody, Alessandrem. On uważa Saszę za płytką, rozpuszczoną pannicę, nieodrodną córkę jej matki, a ona widzi w Alessandrze jedynie bawidamka i playboya.

Czy będą potrafili odsunąć na bok wzajemną niechęć, kiedy intrygi w świecie mody zaczną zagrażać młodej fotografce?//lubimyczytac.pl

Wierzę, że twórczość Ludki Skrzydlewskiej jest Wam znana choćby z internetowych rekomendacji blogerów lub czytelników, więc zbytnio nie będę przedstawiała postaci samej autorki. Warto jednak wiedzieć, że dylogia Negatyw szczęścia (z podtytułami kolejno: Inizio oraz Fine) pierwotnie opublikowana została na platformie Wattpad, a dopiero całkiem niedawno, bo pod koniec lipca br. została wydana w formie książkowej nakładem wydawnictwa Editio. 

UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 sierpnia 2019

Płonąca namiętność – K. Bromberg

@oxuria
Oto drugi tom trylogii Życiowi bohaterowie pióra K. Bromberg
Książki tej serii opowiadają historie trzech braci Malone. Drugi z nich, Grady, jest strażakiem, odważnym, charyzmatycznym i pewnym siebie, a przy tym seksownym i przystojnym. Nie jest jednak szczęśliwy. Skrywa gorzką tajemnicę, a poza widocznymi bliznami na plecach nosi także te niewidoczne. Wydaje się, że jego dzielne, poranione serce jest do cna wypalone. Aż któregoś dnia w jego życiu pojawia się szczególna kobieta...

Dylan McCoy jest utalentowaną autorką tekstów piosenek. Wielokrotnie się sparzyła. Na swoim mężczyźnie, który okazał się kłamliwym dupkiem. Na umowie z wytwórnią, która zmusiła ją do dalszej pracy z tymże kłamliwym dupkiem. Na własnej agentce, która zamiast przyjąć do wiadomości fakty i spróbować jakoś pomóc jej się pozbierać, nalegała, aby Dylan nadal udawała szczęśliwą kobietę w trwałym związku. Dopiero wyjazd do Sunnyville ma przynieść wytchnienie. Dylan postanawia nie narażać się na kolejne rozczarowanie i dać sobie na dłużej spokój z facetami. I wtedy poznaje swojego współlokatora. To Grady Malone, który jest szczególnym mężczyzną...

Oboje przez pewien czas muszą dzielić jedno mieszkanie. Oczywiście najbezpieczniej byłoby, gdyby pozostali dla siebie tylko współlokatorami. Iskra zauroczenia pada jednak na podatny grunt. Z początku nic wielkiego się nie dzieje. Dopiero pewna nieoczekiwana wizyta sprawia, że temperatura niebezpiecznie wzrasta... a ryzyko pożaru rośnie. Od tej chwili emocji będzie coraz więcej! Przekonasz się, że bardzo łatwo jest utracić kontrolę nad ogniem, a miłość ma cudowną moc, która chroni przed zranieniem i pomaga uleczyć najgorsze oparzenia!

Nie chcesz się oparzyć? Strzeż się płomieni!//lubimyczytac.pl

K. Bromberg zawładnęła mną już przy lekturze pierwszego tomu „Życiowych bohaterów” – „W kajdankach miłości”. Była to moja pierwsza przeczytana książka, która wyszła spod pióra tej autorki i przyznam, że postawiła poprzeczkę w miarę wysoko. Z równie dużym entuzjazmem podeszłam więc do czytania kolejnego tomu – czy dorównał on poprzedniemu?

Na początku chcę już zaznaczyć, że jeśli chodzi o wydanie konkretnie tego tomu, jest jeden wielki minus – zmiana papieru, przez co drugi tom (który ma 350 stron) wygląda na grubszy od pierwszego (430 stron) i przede wszystkim – książka ciężko się wygina przy czytaniu i otwieraniu, co powoduje późniejsze niszczenie grzbietu. Okładkowe sroki mogą być z tego faktu niepocieszone. Nawet pomimo obojętności z uwagi na okładkę, wciąż jest to męczące przy użytkowaniu i nie jest to raczej wina klejenia stron, ponieważ część pierwsza również była połączona w ten sposób, za to widać dużą różnicę w papierze.

Najpierw królował policjant, teraz więc przyszedł czas na strażaka i jego zmagania z ogniem miłości, ale i traumy. Na pierwszy rzut oka seria ta może wydawać się zwykłym, ckliwym romansidłem (to te gołe klaty na okładkach!), ale – jak na początku udowodnił to pierwszy tom, a kolejny to potwierdza – na całe szczęście doszukać się tu można drugiego dna. W dodatku nie jest to jakiś wątek poboczny, ponieważ główni bohaterowie muszą zmagać się z własnymi demonami już od początku, a czym dalej, tym wcale nie staje się łatwiej. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że tym razem jedno z tej dwójki (a dokładniej Dylan – autorka tekstów piosenek) skutecznie mnie co jakiś czas swoim zachowaniem irytowało. W starciu między bohaterkami pierwszego i drugiego tomu zdecydowanie wygrywa Emmerson ze swoim spadochronem!

Jeśli historia Was zainteresuje, objętość i słabe wydanie nie będą miały żadnego znaczenia, uwierzcie. No, chyba że dbacie o książki jak o własne dzieci – będzie ciężej. Mogę tylko zagwarantować przejmującą i wciągającą lekturę z pomysłem. Idealna na chłodniejsze wieczory, które już niebawem! Pozostaje mi tylko oczekiwanie na kolejny i zarazem ostatni tom z serii o braciach Malone.

„Płonąca namiętność” („Życiowi bohaterowie” #2) K. Bromberg (tłum. Marcin Kuchciński), Wydawnictwo Editio (Red) 2019, str. 352
Post powstał we współpracy z wydawnictwem.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

5 sierpnia 2019

Romans po brytyjsku – Vi Keeland, Penelope Ward

@oxuria
Kiedy jesteś wdową po trzydziestce i samotnie wychowujesz ośmioletniego syna, musisz temu zadaniu podporządkować wszystkie plany, aspiracje i marzenia. Już podołanie codziennym obowiązkom staje się sporym wyzwaniem. Kolejny mężczyzna w życiu? Cóż... oni raczej nie są zainteresowani związkiem z kobietą z dzieckiem. Dlatego samotna matka nie powinna mieć większych nadziei na znalezienie odpowiedniego i odpowiedzialnego faceta, z którym stworzy szczęśliwą rodzinę, prawda?

Bridget Valentine doskonale zdaje sobie z tego sprawę i choć wpadli sobie w oko z Simonem Hogiem, młodym i wyluzowanym lekarzem, postanawia trzymać go na dystans. Zwłaszcza że wymiana ich pierwszych spojrzeń nastąpiła w niecodziennych okolicznościach: przy usuwaniu haczyka wędkarskiego z pośladka kobiety. Zaraz potem okazało się, że przystojny doktor będzie przez kilka miesięcy jej współlokatorem. Ich zamieszkanie pod jednym dachem sprzyja poznawaniu się, żartom i... wspólnemu czytaniu książek. Napięcie wzrasta, uczucia nabierają głębi. Tyle tylko że Simon na pewno nie jest odpowiednim mężczyzną dla Bridget...

Ta pogodna i pełna humoru opowieść szybko nabiera rozpędu. Opowiada o fascynacji, pożądaniu, ale i o odpowiedzialności za swoje decyzje i za uczucia innych osób. Bridget do niedawna nie była gotowa na nową relację, ale Simon jej się bardzo podoba. On natomiast zdaje sobie sprawę, że nie może sobie pozwolić na dłuższy związek, ale kobieta fascynuje go coraz mocniej. Jest jeszcze syn Bridget, który z radością zaakceptował i bardzo polubił „wujka”. Czy można w takim chaosie znaleźć właściwe rozwiązanie, które nikogo nie zrani?

On na pewno nie jest dla niej odpowiednim facetem. Prawda? //lubimyczytac.pl

Z całą pewnością nikomu nie trzeba przedstawiać już duetu Keeland&Ward, więc nie będę się nawet na tym skupiała. Znając już trochę ich twórczość, wiem, na co je stać – pod względem fabularnym, humorystycznym i miałam już pewne oczekiwania co do „Romansu po brytyjsku”. Starałam się nie stawiać wysoko poprzeczki, bo jest to jednak takie bardziej guilty pleasure niż przeciętna obyczajówka, ale czy coś z tego wyszło?

Zacznijmy od tego, że Bridget – główna bohaterka – jest wdową od dwóch lat (wspomniane gdzieś na początku), ale później już (po pojawieniu się Simona) używa tylko określenia kilka lat i, biorąc pod uwagę jej nawracający smutek i żal po stracie męża, można wnioskować, że nie pogodziła się do końca ze stratą, co jest całkiem normalne, bo przechodzi żałobę. To, że na nowo łączy ją jakieś uczucie z kimś innym, też jest całkiem w porządku, ale po prostu to, jak szybko dzieje się to w tej historii, nie przekonało mnie zbytnio – w jednej chwili bohaterka ma wątpliwości, a chwilę później kompletnie ją opuściły. Jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, ale jednak rzuciło się w oczy – a dla tych najbardziej zagorzałych i drobiazgowych osób tak tylko rzucę, że słowo kilka według sjp oznacza „w sposób przybliżony liczbę większą niż 2 i mniejszą niż 10”. Ale wiecie co? Można machnąć na to ręką, jeśli lektura tylko Was wciągnie.

Inną kwestią jest już humor zawarty w książce. Wiadomo, że jednym się spodoba, innym nie – ja niestety należę bardziej do tej drugiej grupy, ponieważ uważam, że autorki pod tym względem naprawdę stać na więcej, o czym świadczy przykładowo „Słodki drań” z Pixie w tle. Na plus za to okazali się bohaterowie, dzięki którym nie miałam ochoty odkładać książki w kąt – na szczęście, bo gdyby nie to, „Romans po brytyjsku” pewnie by nie wywołał we mnie tyle uśmiechu.

Podsumowując, książka ta nie należy do najlepszych w dorobku Vi Keeland w duecie z Penelope Ward, ale jak na lekturę zapewniającą chwilę wytchnienia – jest całkiem w porządku. Znawcy twórczości autorek mogą nie być do końca usatysfakcjonowani, jednak nie jest to regułą.

„Romans po brytyjsku” Vi Keeland, Penelope Ward, Editio Red 2019, str. 288
UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 maja 2019

W kajdankach miłości – K. Bromberg

Książka ta rozpoczyna serię Życiowi bohaterowie, kolejną trylogię pióra K. Bromberg. Jej tytułowymi bohaterami są trzej przystojni bracia Malone. Jeden z nich, Grant, od najwcześniejszych lat przyjaźnił się z rezolutną i śliczną Emmerson Reeves. To właśnie „Emmy” była jego najlepszą przyjaciółką, z którą spędzał każdą wolną chwilę. I nagle wszystko się skończyło. Niespodziewany dramat, złamana obietnica i krótkie pożegnanie. Dziecięca radość i wspólne zabawy odeszły w przeszłość. Dziewczyna zniknęła z życia Granta na dwadzieścia długich lat. Nie zdołała jednak uciec z jego serca.

Kiedy spotkali się ponownie, byli zupełnie innymi ludźmi. Ona stała się piękną kobietą, pełną życia, zuchwałą i odważną. On natomiast przeobraził się w atrakcyjnego mężczyznę noszącego policyjny mundur. Taki mężczyzna mógł spełnić każde kobiece marzenie o prawdziwym bohaterze. Grant szybko zdaje sobie sprawę, że kocha tę dziewczynę i jest w stanie zrobić wszystko, by odzyskać jej przyjaźń i zdobyć serce. Emmy jednak dalej nie chce go znać, choć dawny towarzysz dziecięcych zabaw ogromnie jej się podoba i rozpala w niej prawdziwy ogień. Spędzają razem jedną noc, po której Grant ma na zawsze zniknąć z Reeves...

Czy zakochany bohater zdoła wygrać z demonami przeszłości i odzyskać uczucia Emmy? Oto ekscytująca i emocjonalna historia! Przekonasz się, jak szybko może runąć uporządkowane i poukładane życie, gdy wtargnie w nie prawdziwe uczucie, jak trudno naprawić błędy popełnione wiele lat temu i jak wielką, cudowną moc posiada miłość, przyjaźń oraz troska o ukochaną osobę. Nie oderwiesz się od tego poruszającego romansu aż do ostatniej strony!
Nie liczy się jej przeszłość. Ważne jest tylko prawdziwe uczucie!//lubimyczytac.pl
„[...] budując relację, musisz wsłuchiwać się także w to, czego druga strona nie mówi. Zwykle to te niewypowiedziane słowa są najważniejsze”.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka K. Bromberg to kolejny romans wzbogacony tylko tym, że główny bohater to policjant z aspiracjami. Muszę jednak przyznać, że chodzi tutaj o coś więcej – pogodzenie się z własną przeszłością, która staje postaciom na drodze w teraźniejszości. Autorka na przestrzeni ponad czterystu stron ukazuje ich zmagania z własnymi uczuciami oraz z tym, czego zmienić nie są w stanie – ze swoją historią.

Na szczęście Emmy i Grant nie zostali pozbawieni zdolności do myślenia, za co jestem naprawdę wdzięczna – snują wiele refleksji, ich zachowania mają swoje wytłumaczenie, a co za tym idzie – mało w ich historii głupkowatych sytuacji, bezmyślnych odzywek i poczucia znudzenia. Właśnie – na nudę nie ma tu miejsca! Uwierzcie mi, że kiedy jednego popołudnia usiadłam na spokojnie, przeczytałam prawie całość z drobnymi przerwami. Można się bardzo mocno wciągnąć i jeśli miałabym przed czymś ostrzegać to właśnie przed tym!

Spodobał mi się zamysł na całą trylogię autorki – „Życiowi bohaterowie”, na którą składa się właśnie historia Granta, policjanta, ale czekają nas jeszcze dwie kolejne! Druga (zatytułowana „Płonąca namiętność”) opowiada o kolejnym bracie Malone – Gradym, który jest strażakiem (premiera już w czerwcu!). Trzecia i ostatnia skupi się na ostatnim z braci, Graysonie. Nie mogę doczekać się kolejnej dawki emocjonującej historii spod pióra K. Bromberg!

„W kajdankach miłości” („Życiowi bohaterowie” #1) K. Bromberg, Wydawnictwo Editio (Red) 2019, str. 432
UDOSTĘPNIJ TEN POST

22 maja 2019

Zbuntowany dziedzic – Vi Keeland, Penelope Ward

Piękne lato w Hampton wcale nie musi się dobrze skończyć. Niestety, Gia nie wiedziała, jakie skutki będzie miała jej uprzejmość wobec przyjaciółki. To właśnie tej nocy poznała wytatuowanego faceta z trzydniowym zarostem na twarzy. Miał cudowne, wysportowane ciało i nieprzyzwoicie intensywne spojrzenie. Rush nie pasował do wymuskanych gogusiów, którzy przychodzili do tego lokalu. Był twardzielem bez skrupułów, w dodatku cholernie bogatym. Do takich mężczyzn nie wolno się zbliżać, a już na pewno się w nich zakochiwać.

Gia jednak nie uciekła gdzie pieprz rośnie. Została w barze. Szybko zbliżyła się do Rusha i jeszcze szybciej się w nim zakochała. Odkryła, że jest wspaniałym mężczyzną skrywającym się za maską wrednego szefa. Jej uczucie stawało się coraz głębsze i mocniejsze. Straciła kontrolę nad tym związkiem, a przecież słyszała wyraźnie, że przystojny dziedzic wielkiej fortuny nie zamierza wiązać się z nią na dłużej. Miłość do takiego człowieka to nic innego, jak tylko kłopoty. Zwłaszcza że Gia mimowolnie zrobiła wiele, aby sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały, a sytuacja stała się trudna do zniesienia...

Trzymasz w ręku pierwszy tom niesamowitej i pełnej humoru opowieści o uczuciu, które nigdy nie powinno się zdarzyć. To historia pełna namiętności i pożądania, ale mówi też o trudnych wyborach, o rozterkach i tęsknocie. Jak potoczą się losy Gii i Rusha? Przygotuj się na niespodzianki!
Nie wolno zakochiwać się w kimś takim jak on! //lubimyczytac.pl

Czy jest jeszcze ktoś, kto nie zna lub nie słyszał o duecie, jakim jest Vi Keeland i Penelope Ward? Szczerze w to wątpię! Przyzwyczaiłam się już do tego, że książki tych autorek śmieszą mnie, wzruszają i przynoszą chwile wytchnienia od codzienności. Nie spodziewałam się więcej po kolejnej ich historii – tym razem jednak „Zbuntowany dziedzic” nie jest jednak jedną osobną powieścią a pierwszą częścią z dwóch. Autorki postanowiły rozdzielić historię bohaterów na dwa tomy i muszę przyznać, że zakończyły tak tę część, że aż chce się zabrać od razu za kolejną!

Jak wspomniałam, nie nastawiałam się na wiele i dobrze zrobiłam, ponieważ uważam, że akurat w tej pozycji nie ma tyle humoru, ile przykładowo autorki zafundowały Czytelnikowi w „Słodkim draniu” czy w „Milionerze i bogini”. Ta dawka, która znalazła się w omawianej książce, mi nie wystarczyła – oby drugi tom wyrównał braki! 

W przypadku losów Gii i Rusha jest podobnie jak w pozostałych książkach duetu Keeland i Ward – historia zdaje się być dość schematyczna, ale zawsze znajdzie się element, który ten schemat przełamie i Czytelnik nawet nie zwróci uwagi na ewentualne niedociągnięcia. Ponadto, jeśli sięga się po taką lekturę z zamiarem oderwania się na chwilę, raczej nikt nie skupia się na takich aspektach, więc możecie podejść do „Zbuntowanego dziedzica” na luźno – wtedy każdy będzie zadowolony!

Fakt, z początku wpadłam już na trop tego, jak zakończy się ten tom, ale tym bardziej śledzenie akcji stało się dla mnie atrakcyjniejsze – musiałam przekonać się, czy miałam rację. Skończyło się na tym, że jedno popołudnie i po lekturze! Także wyłania się minus – zbyt szybko się czyta! Nie jest to chyba jednak żadne zaskoczenie dla fanów twórczości obydwu pań.

Myślę, że każdy wielbiciel romansu znajdzie w tej pozycji coś dla siebie – do tego uprzedzam, że nie jest to książka bez scen erotycznych (choć nie jest wypełniona nimi po brzegi, spokojnie!), więc jeśli za owymi nie przepadacie, możecie je z łatwością ominąć. Co tu dużo mówić – „Zbuntowany dziedzic” wciąga, pozwólcie, by wciągnął i Was!

„Zbuntowany dziedzic” („The Rush” #1) Vi Keeland, Penelope Ward, Wydawnictwo Editio (Red) 2019, str. 272
UDOSTĘPNIJ TEN POST

13 maja 2019

Inna Blue – Amy Harmon + rozdanie

Blue Echohawk nie ma własnej historii. Poznała jedynie skrawki swojej przeszłości: została porzucona jako dwulatka, a jej matka nie żyje. Blue nawet nie wie, jak rzeczywiście się nazywa i kiedy się urodziła. Ma około dziewiętnastu lat, jest twarda, surowa i onieśmielająca. Nie wierzy w damskie przyjaźnie, a od mężczyzn oczekuje tylko krótkiego ukojenia. Jest nikim, a tak bardzo chciałaby być kimś. Blue musi się zbudować od nowa. To niezwykle trudne dla rozpaczliwie samotnej nastolatki. Tymczasem do jej szkoły trafia młody nauczyciel, pan Wilson. Od razu zauważa demonstracyjnie arogancką Blue, bez trudu dostrzega pod wyzywającym makijażem zagubioną dziewczynę, która bardzo potrzebuje pomocy. Jest zdecydowanie trudną uczennicą, a przy tym stanowi jego kompletne przeciwieństwo. Oboje nie mają najmniejszego pojęcia, dokąd zaprowadzi ich ta przedziwna, niecodzienna relacja.

To przejmująca historia o poszukiwaniu siebie — wbrew wszystkim i wbrew sobie. Mówi o wielkiej mocy przyjaźni, która potrafi rozkwitnąć w najbardziej nieprawdopodobnej sytuacji. O tym, że nadzieja pomaga w leczeniu źle zabliźnionych ran, a życie bez wiary jest tragiczniejsze od śmierci. A także o tym, jak trudno o zaufanie i jak niepostrzeżenie rodzi się miłość. I że tu zaczyna się droga do katastrofy…

Bez wiary i przeszłości. Inna niż wszyscy…//lubimyczytac.pl

Amy Harmon to autorka, której nie ma się dość pod żadnym pozorem. Jej powieści bezdyskusyjnie mnie zachwycają – tak było w przypadku „Prawa Mojżesza” jak i „Pieśni Dawida”, które czytałam jakieś dwa lub trzy lata temu. Są też książki jej autorstwa, których jeszcze nie znam, a zostały wydane w Polsce – m.in. „Biegając boso”, „Making Faces”, „Słowo i miecz”. Wiem już jednak, że poprzeczka co do wymagań została podniesiona dosyć wysoko, więc mam nadzieję, że każda kolejna lektura wychodząca spod pióra Harmon będzie równie dobra jak poprzednia.
„Życie jest wszystkim, co mamy, i wiedziemy je zgodnie z tym, w co wierzymy. Ale poświęcić to, kim jesteśmy, i żyć bez wiary to los tragiczniejszy od śmierci”.
Czytając „Inną Blue” Czytelnik teoretycznie powinien odczuwać ból, smutek, współczucie i przygnębienie z uwagi na temat, którego podjęła się autorka – poszukiwanie siebie, własnej historii, poczucie przynależności do społeczeństwa. No właśnie, teoretycznie. Praktycznie autorka potrafi tak poprowadzić narrację poprzez główną bohaterkę, Blue, iż obok wymienionych wcześniej uczuć towarzyszył mi również uśmiech i nadzieja na to, że dla takiej dziewczyny jak ta istnieje dobre zakończenie. Można w to wątpić, ponieważ ta nastolatka ma przed sobą wiele przeciwności losu do pokonania, ale by się o tym przekonać, koniecznie musicie sięgnąć po tę książkę!

Poczułam się bardzo zaskoczona, kiedy zorientowałam się, że Amy Harmon postanowiła w swojej powieści wykorzystać relację uczennica-nauczyciel, ale, ku mojej jeszcze większej konsternacji, wątek pana Wilsona został poprowadzony w sposób odmienny do tego, jaki przykładowo występuje w „Pułapce uczuć” (lub według nowszego wydania „Slammed”) Colleen Hoover. Nie chcę wiele zdradzać, ale naprawdę – podejście Harmon do tego dosyć schematycznego rozwiązania czyni go całkiem innym, mniej spotykanym, co działa na korzyść i dodaje wiarygodności całej książce.

Chciałabym, by każdy z Was mógł poznać historię Blue Echohawk. Nie dlatego, że czyta się ją szybko i bohaterowie mogą stanowić nasze odbicie w jakikolwiek sposób (chociaż tak jest!). Amy Harmon po raz kolejny udowadnia, że trudne kwestie nie są jej straszne – dzięki temu Czytelnik dostaje możliwość śledzenia losów dziewczyny, która nie powinna dostawać drugiej szansy, może nawet nie powinna być główną bohaterką książki. Każdy jednak zasługuje na bycie częścią historii – czy zna swoje korzenie, czy nie. Czasem nie jest ważne to, co było, tylko to, co zamierzamy z tym zrobić.

„Inna Blue” Amy Harmon, Wydawnictwo Editio 2019, str. 304



Wyświetl ten post na Instagramie.

💙ROZDANIE💙 Z okazji piątych urodzin bloga i osiągnięcia ponad tysiąca obserwatorów na Instagramie możecie zgarnąć "Inną Blue" Amy Harmon - UWAGA! książka oznaczona została pieczątką z napisem "egzemplarz bezpłatny" (nabyty drogą współpracy z wydawnictwem). . 🌼 Obserwuj @oxuria 🌼 Polub ten post i udostępnij go na swoim instastory (oznacz mnie tam) 🌼 W komentarzu napisz, dlaczego akurat Ty chcesz wygrać i zaproś dwóch znajomych 🌼 Opcjonalnie możesz polubić stronę Oxu na Facebooku (nie jest to obowiązkowe!) . Rozdanie trwa od 04.05 do 21.05, wyniki ogłoszę w ciągu tygodnia od zakończenia akcji. Do zgarnięcia jest jeden egzemplarz książki. Wybór osoby wygranej odbędzie się przeze mnie na podstawie odpowiedzi. Konta konkursowe nie będą brane pod uwagę. Wysyłka tylko na terenie Polski, rozdanie nie jest powiązane w żaden sposób z Instagramem. . { #rozdanie #giveaway #bookstagramtopasja #polishbookstagram #bookstagrampl #amyharmon #innablue }
Post udostępniony przez Wiktoria Rówińska (@oxuria)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 kwietnia 2019

Słodki drań – Vi Keeland, Penelope Ward

Stacja benzynowa gdzieś na pustkowiu Nebraski nie jest zbyt romantycznym miejscem, zwłaszcza kiedy jesteś w kiepskim humorze. Aubrey była. Znużona wielogodzinną trasą w perspektywie miała jeszcze wiele godzin dalszej jazdy. Uciekała przed swoją przeszłością, chciała ukoić złamane serce i rozpocząć nowe życie w Kalifornii. Chance, zarozumiały przystojniak z Australii, wkurzył ją od pierwszego wejrzenia. Był niesamowicie seksowny, ale do przesady arogancki. Dziewczyna przestałaby o nim myśleć pięć minut po odjechaniu ze stacji, gdyby nie problem z kołem, którego sama nie była w stanie zmienić. Również Chance nie mógł wyruszyć w dalszą podróż — nie umiał poradzić sobie z awarią motocykla. Chcąc nie chcąc, dalej pojechali razem.

Wkrótce Aubrey z zaskoczeniem odkrywa w tym pewnym siebie zarozumialcu najlepszego kompana podróży, jakiego mogłaby sobie wymarzyć. A i Chance wygląda na faceta, który również czuje do dziewczyny coś więcej. Wyprawa wydłuża się do kilku dziwnych, ale cudownych dni. Jest zabawnie, miło, a napięcie między nimi rośnie. Audrey coraz bardziej zakochuje się w przystojnym Australijczyku i wszystko zdaje się zmierzać do szczęśliwego końca, gdy któregoś dnia, zupełnie nieoczekiwanie, Chance znika bez pożegnania...

To opowieść o zabawnych przypadkach, namiętności i pożądaniu, ale również o trudnych wyborach, cierpliwości i przyjaźni. O rozterkach, smutku i tęsknocie za ukochaną osobą. Ta historia pełna jest zaskakujących zwrotów akcji, uśmiechów, łez i radości. Od kart tej książki nie oderwiesz się aż do ostatniego zdania! //lubimyczytac.pl

Vi Keeland i Penelope Ward po raz kolejny udowadniają, że sukces ich twórczości nie jest bezpodstawny. Tym razem przedstawione zostają losy dwójki bohaterów, z których każde w pewien sposób zaczyna swoje życie na nowo. Od razu muszę podkreślić, że autorki potrafią wprowadzić element zaskoczenia do swoich powieści i w Słodkim draniu zdecydowanie go zastosowano. Jak dla mnie działa to na korzyść, nawet jeśli w historii oprócz tego znajdują się inne, przewidywalne kwestie czy sytuacje.

To, co przyciąga zawsze najbardziej do twórczości tego słynnego już duetu, to humor. Tego autorki nie poskąpiły i w tym przypadku, a największym tego dowodem jest Pixie (albo Gulasz lub koza, zależnie od preferencji), której postać sama w sobie - swoim istnieniem i zachowaniem - daje popalić bohaterom, ale i jest symbolem ich relacji, świadkiem ich uczynków, czymś, co przypomina o tym, co przeżyli dzięki przypadkowi.

Mimo tego iż relacja między Aubrey a Chancem nie należy do łatwych, ich los nie odpuszcza. Można rozwodzić się w tej chwili nad różnymi kwestiami związanymi z ich psychiką lub tym, czy mają oni do końca po kolei w głowie, ale patrząc na to, jak bardzo życie jest kruche i jak łatwo wymyka się z rąk, uważam, że to, co ich spotkało już za sprawą podjętych przez nich decyzji, mogłoby się zdarzyć. Wiadomo przecież, że nie każdy człowiek sztywno trzyma się swoich zasad czy nawet ludzkiej logiki, więc nie widzę sensu się czepiać.

Fakt, że w historii Aubrey i Chance'a znalazły się sytuacje absurdalne (nieliczne, no ale!), nie przekreśla od razu całej książki - podeszłam do tego w taki sposób, bo miała mi ona przynieść chwilę odpoczynku i wytchnienia, a co dostałam? Zarwaną nockę pełną chichotania i uśmiechu na ustach! Poniekąd nie mam o to wyrzutów, bo, choć się tego do końca nie spodziewałam, było miło spędzić chwilę czasu właśnie w ten sposób.

Czy polecam? Zdecydowanie tym, którzy szukają chwili na odsapnięcie lub po prostu uwielbiają takie niezobowiązujące i pełne humoru historie! Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że Słodki drań pod względem humoru przebił Milionera i boginię!

Słodki drań Vi Keeland, Penelope Ward, Editio Red 2019, str. 296
UDOSTĘPNIJ TEN POST

16 marca 2019

Napij się i zadzwoń do mnie – Penelope Ward

Po wypiciu butelki dobrego wina wiele może się zdarzyć — szczególnie jeśli w zasięgu ręki ma się telefon, a szlachetny trunek posłużył do wskrzeszenia wspomnień z czasów, kiedy się było zakochaną smarkulą. Rana Saloomi, śliczna i bystra tancerka brzucha, najwidoczniej o tym zapomniała. Pamiętała natomiast świetnie dawne dni. I oczywiście Landona Rodericka. Jej rodzice wynajmowali od Rodericków mieszkanie w garażu. Rana była wtedy taka szczęśliwa. Oboje byli zaledwie nastolatkami, ale więź, która ich połączyła, była niezwykła.

Wszystko się skończyło, gdy rodzice Rany zostali wyrzuceni z wynajmowanego lokum i rodzina musiała wyjechać na drugi koniec stanu. Tamtego dnia kontakt się urwał. Dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak o niej zapomniał i że ona powinna zrobić to samo. Niestety, jej się to nie udało — mimo upływu lat nie zapomniała. Rana wyrosła na przepiękną młodą kobietę i wciąż się zastanawiała, kim stał się jej dawny adorator, co robi, jak wygląda i czy znalazł już miłość swojego życia. Któregoś czwartkowego wieczoru, po nieudanym dniu i opróżnieniu butelki shiraza, znalazła numer jego telefonu i… zadzwoniła. I nie była to ich ostatnia rozmowa.

Landon wcale o niej nie zapomniał, ale nie zdradził, dlaczego nie próbował jej odszukać. Twierdził również, że jego rodzice nie wyrzucili jej rodziny z mieszkania, a cała historia wyglądała inaczej. Wkrótce okazuje się, że tajemnic i niedopowiedzeń jest więcej. Także Rana nie chce zdradzać swoich. Właściwie najrozsądniej byłoby rzeczywiście o sobie zapomnieć. Ale… ani on, ani ona nie umieją tego zrobić. Napięcie rośnie. Pożądanie buzuje. W obojgu rodzi się przeczucie, że zawsze należeli do siebie. Jak jednak zaufać komuś, kto boi się szczerości?

Usłyszałeś już dosyć, żeby się rozłączyć?//lubimyczytac.pl

Jak już dobrze wiecie, nie tak dawno miałam okazję poznać namiastkę twórczości Penelope Ward (oraz Vi Keeland) w postaci książki zatytułowanej „Milioner i bogini”, która zdecydowanie przypadła mi do gustu i polubiłam ten pisarski duet. Ostatnio poszłam o krok dalej i postanowiłam wypróbować szczęścia przy lekturze, która tym razem wyszła tylko spod pióra (lub współcześnie już raczej klawiatury) Ward. Czy w wydaniu solowym jej twórczość spodobała mi się bardziej? O tym dowiecie się poniżej.

Autorka pokazuje na przykładzie historii Rany i Landona, że najmniejszy odruch – przykładowo wypicie samemu całej butelki wina – może wpłynąć na życie dość mocno. Wielu rzeczy, które nas spotykają, możemy się nie spodziewać, bo przychodzą nagle i z pozoru wydają się nieistotne. Ponownie nawiązany kontakt (wcale nie taki niewinny!) między dwójką głównych bohaterów pociągnie za sobą konsekwencje – coś się narodzi, ale i pewne sprawy niespodziewanie się wyjaśnią. W miarę rozwoju sytuacji, Czytelnik poznaje coraz kolejne wycinki z dzieciństwa teraz już dorosłych ludzi i przebłyski z okresu, kiedy nie mieli ze sobą kontaktu. Ponadto, ma szansę dowiedzieć się i samemu ocenić postępowanie obydwojga w sytuacjach, w których zostali postawieni.

Na całe szczęście bohaterowie są wykreowani w taki sposób, by wzbudzać sympatię Czytelnika. Nie są idealni, a więc popełniają błędy i mierzą się z konsekwencjami, jakie z nich wynikają. Odpowiada to rzeczywistości – działa na korzyść całej opowieści, bo czytając ją, nie odczuwa się zwątpienia i konsternacji, które mogłyby wynikać z braku logiki lub zwykłego niedopracowania. Stworzenie ich historii w taki, a nie inny sposób powoduje, że książkę lekko się czyta, współczując, ale i kibicując głównym bohaterom.

Myślę, że celem tej powieści było zapełnienie oraz umilenie wolnego czasu, do tego ukazanie, że los potrafi być przewrotny – nigdy nie wiadomo, co może nas spotkać, z której strony nadejdzie pomoc czy nawet miłość. Pozwólcie zatracić się choć na moment w historii Rany i Landona – w zamian za to otrzymacie dawkę humoru, ale i wzruszenia!

„Napij się i zadzwoń do mnie” Penelope Ward, Wydawnictwo Editio Red 2019, str. 288

UDOSTĘPNIJ TEN POST

21 lutego 2019

Król bez skrupułów – Meghan March

Keira Kilgore jest rudowłosą pięknością o ognistym temperamencie i niepokornej duszy. Prowadzi destylarnię, która należy do jej rodziny od czterech pokoleń, i to dziedzictwo jest dla niej wszystkim. Zwłaszcza teraz, gdy po kilku miesiącach małżeństwa zmarł jej mąż. Nie był to udany związek. Brett, jej małżonek, regularnie ją zdradzał, podkradał pieniądze z firmowego konta, a gdy zginął, okazało się, że... pozostawił ją z ogromnym długiem, którego w żaden sposób nie mogłaby spłacić. Najgorsze jednak, że zadłużył Keirę u człowieka, który rządzi Nowym Orleanem żelazną pięścią.

Lachlan Mount nie ma żadnych zahamowań ani słabości, a o jego bezwzględności krążą legendy. Nikt nie odważy się kwestionować jego życzeń czy łamać ustalonych przez niego zasad — ani policja, ani żadna z mafii działających w tym mieście. Mount trzyma się w cieniu. Nikomu nie pozwala zbliżyć się do siebie, może poza nielicznymi kobietami, które potem giną bez wieści. Mężczyzna może zrobić wszystko, bo nigdy nie spotkał się nawet z cieniem oporu. Kontrolował Nowy Orlean w pełnym tego słowa znaczeniu, a jego żądania zawsze były spełniane. Tak miało być i tym razem.

W zamian za odstąpienie od zniszczenia dziedzictwa Keiry zażądał jej samej...//lubimyczytac.pl

Słuchajcie, sprawa jest taka – mogę Was przekonywać do odpuszczenia sobie tej książki, ale sami wiecie, co dla Was jest najlepsze. Mnie historia Keiry i Lachlana Mounta nie porwała, bo w gruncie rzeczy nie miało nawet co.  Na niecałych dwustu trzydziestu stronach, które składają się na pierwszy tom „Trylogii Mount”, nie dzieje się za wiele poza licznymi scenami erotycznymi wiodącymi prym. 

Jestem zawiedziona, ponieważ liczyłam na coś więcej – sam zamysł na ukształtowanie głównej bohaterki nie był zły, ponieważ nie spotyka się często kobiety, która zarządza destylarnią i zna się na whisky jak nikt. Można się spodziewać, że będzie miała charakterek, pewną iskrę w sobie – i faktycznie, ma te cechy. Niestety w starciu z Panem Wielkim Lachlanem Tyranem Mountem przemienia się w istotę ulegającą pragnieniom, nawet w myślach nie jest w stanie się sobie przeciwstawić, chociaż w pewnych momentach ogarniają ją skrajne uczucia – odwaga, a nawet paniczny strach. Pominę już to, że jej położenie jest absurdalne, a Lachlanus Tyranus powiela schemat typowego złego gościa, który magicznie trzyma w garści cały Nowy Orlean i nikt nie potrafi się mu sprzeciwić. Brzmi tak bardzo znajomo? No właśnie. Do tego bohater ten faktycznie nie ma skrupułów ani zahamowań – pokuszę się nawet o stwierdzenie, że kobiety traktuje przedmiotowo, jak swoją własność. Taka koncepcja mnie nie zachwyca.

Moje zdanie już znacie, ale jeśli zależy Wam na prawdziwym odmóżdżeniu w trakcie lektury – tego Wam nie odmówię, sięgajcie i spróbujcie sami. Wiem, że innym może się spodobać sposób, w jaki Meghan March stworzyła tę historię, mi jednak nie przypadł on do gustu. Decyzja należy do Was!

„Król bez skrupułów” („Mount Trilogy” #1) Meghan March, Wydawnictwo Editio (Red) 2019, str. 232
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 lutego 2019

Milioner i bogini – Vi Keeland, Penelope Ward

Choć Bianca George i Dex Truitt po raz pierwszy spotkali się w zepsutej windzie, ich historia zaczęła się wiele lat wcześniej. Tylko wtedy jeszcze nie zdawali sobie z tego sprawy. Bianca śpieszyła się na ważny wywiad, który miała przeprowadzić z właścicielem finansowego imperium, biznesmenem Dexterem Truittem, a Dex... Cóż, właśnie wracał do pracy po siłowni.

Dex od razu zrozumiał, że przypadek zetknął go z absolutnie wyjątkową kobietą. Była śliczna, odważna i pełna ognistego temperamentu, a dodatkowo doskonale wiedziała, czego chce. Przy okazji zdradziła mu, że nie znosi ludzi pokroju Dextera Truitta — zbyt bogatych i snobistycznych, a przy tym bezwzględnych i zapatrzonych tylko w siebie. Mężczyzna co prawda miał inną opinię na swój temat, ale nie chciał ryzykować konfrontacji w windzie: przedstawił się jako Jay i skłamał, że jest kurierem.

Bianca zaczęła się z nim umawiać. Chłopak spodobał się jej jak nikt dotąd. Zaiskrzyło od razu. W tym samym czasie Dexter udzielił jej drogą mailową obiecanego wywiadu, jednak potem nie zerwał kontaktu.

Magnetyczny urok, inteligencja i poczucie humoru Truitta sprawiły, że Bianca nie mogła przestać o nim myśleć. Tymczasem Jay zakochał się w Biance i Dexter zakochał się w Biance, a ona pokochała ich obu. Jednak to nie mogło trwać wiecznie. Nieuchronnie zbliżała się katastrofa. Kiedy prawda wyjdzie na jaw, Dex na pewno straci tę śliczną dziewczynę...//lubimyczytac.pl

O Vi Keeland i Penelope Ward jest głośno od pewnego czasu dzięki ich własnym – pisanym oddzielnie – powieściom, ale i wspólnym projektom. Jednym z takich jest właśnie „Milioner i bogini”. Równocześnie była ona moją pierwszą lekturą, która sygnowana jest ich nazwiskami i szczerze przyznam, że nie spodziewałam się wiele oprócz zwykłego guilty pleasure, a zostałam delikatnie zaskoczona!

Po pierwsze, sama historia Dextera i Bianci może nie jest oryginalna, bo z łatwością można znaleźć wiele podobieństw do innych romansów, ale została ujęta w taki przyjemny w odbiorze dla Czytelnika sposób, że nie da się nie polubić tej książki! Zdziwił mnie fakt, iż nie była przepełniona scenami erotycznymi, które teraz zawarte są w takim gatunku czasem co parę stron – jeśli więc nie lubicie przesytu takimi treściami, w przypadku „Milionera i bogini” możecie być spokojni. 

Przez większość historii główna bohaterka nie wie sama do końca, co się wokół niej dzieje, wodzona jest za nos na przemian przez Jay'a i Dexa – najśmieszniejsze sytuacje wynikają z niezdecydowania Truitta, który za wszelką cenę nie chce wyjawić swojej tajemnicy. Kiedy rozwiązany został już jeden problem, powstały następne, jednak nie stopniowo – posypały się jak z rękawa. Wtedy zaczęło robić się trochę bardziej schematycznie i nieprawdopodobnie – za dużo spadło na bohaterów w jednej chwili, by mogli zachowywać się rozsądnie, stąd ten mój sceptycyzm pod sam koniec. Nie mam tego jednak za złe autorkom, bo nie wymagałam od nich idealnego odbicia rzeczywistości. Wy też nie wymagajcie!

Najważniejsze dla mnie jest to, że książka spełniła swoją funkcję – dała chwilę wytchnienia od ciężkich lektur, które teraz doczytuję i pozwoliła zapomnieć choć na moment o otaczającej mnie codzienności i tym, co czeka mnie już w maju. Znawcom dorobku pisarskiego autorek śmiało polecam, ponieważ sama po historii „Milionera i bogini” przekonałam się do ich twórczości i z pewnością sięgnę jeszcze po więcej.

„Milioner i bogini” Vi Keeland, Penelope Ward, Wydawnictwo Editio (Red) 2019, str. 280
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 lutego 2017

Pieśń Dawida - Amy Harmon

Czasem najważniejsze walki to te, których nie spodziewamy się wygrać.

Dawid walczył od dzieciństwa. Jeździł po świecie, imprezował, wydawał pieniądze, ale to walka stała się sensem jego życia. Kształtowała go. Dawid, zwany Tagiem, stał się impulsywnym i prowokacyjnym młodzieńcem. Nie stronił od alkoholu. Kiedy zaginęła jego starsza siostra, w poczuciu winy targnął się na własne życie. Kilkakrotnie. Dopiero spotkanie z Mojżeszem umożliwiło mu uporządkowanie własnego wnętrza, choć okoliczności narodzin tej przedziwnej przyjaźni były niecodzienne. W życiu Taga pojawiła się także niewidoma Millie. Od razu wiedział, że to ktoś zupełnie wyjątkowy, o kogo warto walczyć. Millie stała się dziewczyną życia Dawida i kochała go całym sercem. Dzięki niej czuł się bezpieczny i akceptowany. I nagle zniknął bez śladu. Sprzedał mieszkanie, zabrał samochód i wyjechał bez słowa pożegnania, nie zostawiając choćby wskazówki, dokąd i dlaczego odchodzi.

Książka nawiązuje do bestsellerowej powieści Amy Harmon „Prawo Mojżesza”. To napisana w niezwykle sugestywny sposób historia o miłości i przyjaźni, o upadkach i podnoszeniu się z kolan, o porażce i zwycięstwach. To emocjonalna opowieść o poszukiwaniach, tęsknocie i rozpaczliwych próbach znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania – o sens życia, miłości i przyjaźni.

Dla Millie Dawid był jak piosenka...//lubimyczytac.pl

Życie często daje nam możliwość zaobserwowania sytuacji skrajnych, kryzysowych - śmierci, chorób, nieszczęścia. Przeważnie jesteśmy tylko obserwatorami, stoimy z boku i w żaden sposób nie uczestniczymy w takich okolicznościach, dopóki w centrum tych wydarzeń nie jesteśmy oczywiście my lub ktoś nam bliski. Staram się odnieść do sytuacji, w której został postawiony Mojżesz (główny bohater „Prawa Mojżesza”) wraz z Millie, pojawiającą się dopiero w „Pieśni Dawida”. Zostali oni dosłownie porzuceni przez Dawida. Jednak co spowodowało podjęcie takich kroków przez tego mężczyznę?
Ścieżka do prawdziwego szczęścia musi być ułożona własnoręcznie, nawet jeśli jest kręta. Nawet jeśli wymaga wznoszenia mostów nad dolinami i przebijania się przez góry. Nie ma lepszego uczucia niż układanie własnej ścieżki.
Historie, które tworzy Amy Harmon, są niezwykle ujmujące jak i piękne. Dane mi było przeczytać jedynie dwie powieści autorki, ale zauważyłam, iż nie boi się ona poruszania różnych tematów. W drugiej części „Prawa Mojżesza” skupiła się na głębokiej relacji pomiędzy głównym bohaterem a niewidomą Millie oraz na przyjacielskiej więzi, która połączyła Mojżesza i Dawida już w poprzednim tomie. Sposób, w jaki autorka ujęła całą fabułę, jest niekonwencjonalny, ponieważ pozwoliła Mojżeszowi opowiedzieć całą historię Taga, wplątując jedynie fragmenty, które nagrał na taśmach główny bohater. Jednocześnie jesteśmy w stanie poznać dwa punkty widzenia: być w środku wydarzeń i być także obserwatorem.

Pokochałam styl wraz ze sposobem tworzenia historii przez Amy Harmon i z pewnością sięgnę jeszcze po coś z jej twórczości. Rzeczą cudowną jest możliwość zatopienia się w opowieści o sile przyjaźni, miłości oraz o pokonywaniu strachu oraz myśli o stracie i śmierci. Jeśli macie ochotę na taką właśnie książkę, bardzo polecam.

„Pieśń Dawida” („Prawo Mojżesza” #2) Amy Harmon, Wydawnictwo Helion 2016, str. 312

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Helion!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

12 września 2016

Prawo Mojżesza - Amy Harmon

Znaleziono go w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Miał zaledwie kilka godzin i był bliski śmierci. Jego matka, młoda narkomanka, porzuciła go zaraz po narodzinach. Zmarła zresztą kilka dni później. Mojżesz przeżył - dziecko z problemami, z którego wyrósł chłopak z problemami. Był urodziwy i egzotyczny. Niespokojny, mroczny i milczący. Samotny. Budził lęk i ciekawość.
I oto któregoś lipcowego dnia osiemnastoletni Mojżesz zjawił się na farmie rodziców niespełna siedemnastoletniej Georgii. Miał pomagać w codziennych zajęciach. Był pracowity i energiczny, ale też oschły i nieprzenikniony. Fascynujący i przerażający. Georgia, wbrew ostrzeżeniom i zakazom, zbliżyła się do niego... I zaczęła tonąć.

Ta historia nie kończy się happy endem. Jest pełna bólu, niespełnionych obietnic, smutku i zawodu. To opowieść o złamanym sercu, o życiu i śmierci, o zaczynaniu od nowa, a także o wieczności. A przede wszystkim o miłości. Poczujesz ją głęboko w sercu. Przeżyjesz niezwykłe emocje, strach, niepokój i słodycz młodzieńczych uczuć. Zatracisz się bez reszty, czytając o trudnej miłości, pozbawionej spełnienia.//lubimyczytac.pl

Bycie dzieckiem cracku nie jest cudownym doświadczeniem – przekonał się o tym Mojżesz Wright, główny bohater powieści Amy Harmon pt. Prawo Mojżesza. Jako czarnoskóre niemowlę został porzucony przez własną matkę w pralni Quick Wash. Przeżył, chociaż nie można powiedzieć, że miał w życiu łatwo – stał się chłopcem z pęknięciami, przez które wyciekały z niego barwy.
Ludzie kochają małe dzieci, nawet chore. Nawet dzieci cracku. Ale małe dzieci rosną i stają się nastolatkami, a nikt nie chce się kłopotać rozbitymi nastolatkami.
Kiedy jednak po raz pierwszy spotkał Georgię Shepherd, nie miał pojęcia, jak bardzo upartą osobą jest ta siedemnastolatka. Wkrótce się o tym przekonał i okazało się to brzemienne w skutki. Biorąc pod uwagę ten wątek miłosny – a zatem pierwszą część książki zatytułowaną „przed” - historia nie wydaje się błyszczeć na tle innych książek z kategorii romans. W tej części bohaterowie są młodzi, nierozważni, podejmują pochopne decyzje, jednakże bez niej ta druga nie pełniłaby takiej roli, jaką ma teraz. Obie wiążą się poprzez relację przyczynowo-skutkową, ponieważ coś musiało się wydarzyć, by mógł pojawić się skutek tejże decyzji.

Nie mam żadnych wątpliwości, że to ta część „po” skradnie większości z Was serca i poruszy do głębi – tak, jak to było w moim przypadku. Bohaterowie stali się dojrzalsi, mają na swoim koncie już bagaż pewnych doświadczeń życiowych i nie są już tak żywiołowi i „w gorącej wodzie kąpani”. Swoje czyny jak i słowa ważą za każdym razem, ponieważ aż za dobrze wiedzą, do czego może doprowadzić lekkomyślność i nierozwaga. 

W ciekawy sposób Amy Harmon poprowadziła barwną kompozycję wątków, które zawarła w swojej historii. Znalazło się miejsce dla motywu nadprzyrodzonego, miłosnego, ale także dla kryminalnego, który może rozgrywał się trochę w tle całej akcji, jednak na sam koniec ujawnił coś, co mogłoby być zaskoczeniem dla wielu Czytelników, w tym dla mnie, ponieważ był to nieoczekiwany obrót spraw. Cała ta konstrukcja i to, że autorka nie skupiła się na jednym wiodącym wątku, wyszło na lepsze - w wyniku otrzymaliśmy historię pełną zawirowań, ale nie tylko miłosnych - także tych emocjonalnych i życiowych, z którymi zmagać może się każdy z nas.
Nigdy nie dostrzegamy tego, co oczywiste, dopóki nie uderzy nas prosto w twarz.
Będę trzymać się mojej bardzo pozytywnej opinii na temat tej książki, ponieważ historia mnie wciągnęła, oczarowała, a nawet w pewnym momencie chciała mnie zrujnować, lecz ja próbowałam się z całych sił trzymać swoje uczucia na wodzy - niestety nie do końca mi się to udało. Myślę, że kiedyś jeszcze do tej historii wrócę, bo Prawo Mojżesza nie jest złożone tylko z pięknej okładki, ale i z równie pięknej treści, którą Wam wszystkim gorąco polecam!

Prawo Mojżesza (Prawo Mojżesza #1) Amy Harmon, Wydawnictwo Helion (editiored) 2016, str. 360

10/10 [Arcydzieło!]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Helion!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

22 sierpnia 2016

Podniebny lot - R.K. Lilley

Bianca jest wysoką, szczupłą pięknością o jasnozłotych włosach. Pracuje jako stewardesa w pierwszej klasie luksusowych linii lotniczych. Jest pewna siebie, wyniosła i chłodna, profesjonalna w każdym calu, nie pozwala nikomu na najmniejszą poufałość. Nawet jeśli ma do czynienia z ludźmi z pierwszych stron gazet, pozostaje uprzejma i niewzruszona - niczym piękny posąg.

Tylko jeden mężczyzna przyprawia ją o bicie serca, niepokój i drżenie głosu. Sprawia, że traci panowanie nad sobą, nie umie pozbierać myśli, a w kolanach odczuwa zdradliwą miękkość. James Cavendish. Najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego widziała. Najpiękniejsze, turkusowe oczy, w jakie się wpatrywała. Miliarder o zniewalającym głosie i cudownie umięśnionym ciele. Bez wysiłku zyskuje nad Biancą nieograniczoną władzę, uwodząc ją niewypowiedzianą obietnicą dominacji, rozkoszy i bólu, uwalniając najbardziej podstawowe instynkty.//lubimyczytac.pl

Nie pałam zbytnim zapałem do sięgania po erotyki, ponieważ nie czuję się zbyt swobodnie w tym gatunku i jakoś nie ciekawią mnie cielesne przeżycia papierowych bohaterów rodem z Pięćdziesięciu twarzy Grey'a (nie, nie oglądałam ani nie czytałam, ale było o tym tak głośno, że raczej nie musiałam ;v). Postanowiłam jednak dać szansę chociaż jednej książce i sprawdzić, czy naprawdę nie ma w niej choć krzty prawdziwej fabuły. I nie bójcie się, nie ocenię całego gatunku po jednej powieści. Nadeszła więc okazja i padło na pierwszy tom serii W przestworzach o tytule Podniebny lot autorstwa R.K. Lilley. Czy było warto i czy zmieniłam swoje nastawienie do tego typu książek?

Na początek weźmy pod lupę głównych bohaterów: Biancę i Jamesa. Ona, stewardesa, pewna siebie, nie boi się i nie ucieka niczym płochliwa rusałka przed mężczyznami, ale za to z sekretem, który może zniszczyć nie tylko ją, ale i jego. Wydaje mi się, że często taka odważna bohaterka w tym gatunku się nie zdarza - a jeśli tak, to mnie poprawcie, bo rozeznania niestety w tej kwestii nie mam. Mówiąc o Panu Cavendishu, jest chyba w typie wszystkich tych postaci, które można spotkać w innych tego rodzaju powieściach - niezwykle przystojny, żądny władzy i kontroli nad wszystkim i wszystkimi.

Jak to w powieściach erotycznych bywa, dogłębnie opisane zostają sceny łóżkowe i w Podniebnym locie autorka także nie poskąpiła języka na tę część. W pewnym momencie postanowiłam, że będę omijać te fragmenty, ponieważ robiło się to trochę niesmaczne (chociaż trochę to małe niedopowiedzenie). Do tego każdy rozdział zatytułowany jest w podobny sposób - Pan Władczy, Pan Humorzasty, Pan Kapryśny... Niezwykle irytujące. Potwierdziłam swoje obawy, że taki gatunek może mi nie pasować, a zwłaszcza ta seria Pani Lilley.

Jest jednak jedna, jedyna rzecz, której się całkowicie nie spodziewałam, a którą autorka zawarła w historii opisanej w pierwszym tomie serii W przestworzach. Chodzi właśnie o wspomniany wcześniej pewien niespodziewany sekret, będący dla mnie kołem ratunkowym dla tej powieści i szczerze - skutecznym. Uratował tę historię przed przymusowym wypchnięciem jej z mojej pamięci i spaleniem książki na stosie. Chociaż przed tym drugim uratowała ją okładka, bo spójrzmy prawdzie w oczy - jest świetna!

Podsumowując, powieść Podniebny lot to z pewnością nie książka dla mnie, z kontynuacją daję sobie spokój mimo bardzo obiecującego zakończenia. Spasuję. Historia podtrzymywana jest do pewnego momentu tylko na cielesności, swoje drugie (niestety trochę za płytkie) dno ukazuje za późno, by całkowicie uratować honor i dumę książki. Przynajmniej w moim mniemaniu, nie miejcie mi tego za złe. Polecam osobom czytającym powieści erotyczne, ponieważ myślę, że takim Czytelnikom pozycja ta się spodoba. Jeśli nie czytacie tego gatunku, lepiej nie sięgajcie.

Podniebny lot (W przestworzach #1) R.K. Lilley, Wydawnictwo Helion/Editio Red 2016, str. 320

4/10 [ujdzie]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Helion!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

1 czerwca 2016

Oblubienice wojny - Helen Bryan [przedpremierowo]

"Nic nie rozerwie więzi przyjaźni i lojalności wykutych w wojennych czasach.

Nic nie zbliża do siebie tak bardzo jak trudne doświadczenia. Ta stara prawda sprawdza się w przypadku pięciu młodych dziewczyn, które kapryśny los rzucił do małej wioski Crowmarsh Priors, gdzieś w południowo-wschodniej Anglii. Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances pochodzą z różnych stronświata i różnych środowisk. Wspólnie walczą z przeciwnościami losu i ograniczeniami, jakie narzuca im życie w cieniu II wojny światowej. W tej walce wykuwa się dozgonna przyjaźń.

Bohaterki stawiają czoła kolejnym trudnościom - niosą pomoc ludziom ewakuowanym z zagrożonego Londynu, przeżywają nocne naloty. Muszą także poradzić sobie z codzienną pracą, która po wyjeździe mężczyzn na front spadła na ich barki. Coraz bardziej angażują się w działania okołowojenne. Przeżywają miłości i frustracje, wiodą je lęk i nadzieja. Kiedy po pięćdziesięciu latach cztery z nich spotykają się ponownie, postanawiają z odwagą spojrzeć w oczy prawdzie sprzed lat i pomścić niewinną śmierć..."//lubimyczytac.pl

Jedną z rzeczy, które cechują jakąkolwiek wojnę, jest to, że jeszcze długo po jej zakończeniu wciąż staje się tematem rozmów, badań, powieści czy filmów, jednym słowem - świat o niej szybko nie zapomni. Tym razem mamy właśnie do czynienia z jednym z takich przykładów. Oblubienice wojny to jednak nie typowa wojenna książka, która mówi o tej bardziej krwawej stronie całego przebiegu wojny, tylko jest to historia pięciu kobiet i ich rodzin, którzy musieli walczyć o swoje przetrwanie w tych dramatycznych czasach. Chociaż nie działali zbrojnie i bezpośrednio, by osłabić lub zniszczyć wroga, robili wszystko, na co pozwalało im ich otoczenie. Kobiety we wsi angażowały się do organizacji Land Girls i przejmowały wszelkie prace mężczyzn w gospodarstwach. Nieliczni mężczyźni zaś, gdy nie byli żołnierzami, patrolowali okolice lub byli w pogotowiu na jakiekolwiek wezwanie ze strony władz.

Tak, jak zostało wspomniane powyżej, każda z pięciu głównych bohaterek: Alice, Evangeline, Frances, Tanni czy Elsie, pochodzi z różnego zakątka świata i została wychowana w innych warunkach materialnych. Dlatego też różnie patrzą na otaczający ich świat i ludzi, których spotykają na swojej drodze. Niektóre musiały wyrzec się pewnych rzeczy, by pozostać bezpieczne. W przeciwieństwie do współczesnych kobiet nie miały oporów do zmiany stylu życia, poślubienia nieznanego mężczyzny czy sięgnięcia po łopatę lub grabie. W razie sygnału informującego o nalocie musiały ewakuować domowników do specjalnego schronu. Były to dziewczyny, które w krótkim odstępie czasu musiały stać się dojrzałymi kobietami - pełnymi siły oraz determinacji. Spoiła je przyjaźń, która pomogła im przetrwać ciężki okres.

Wielu opowieści wojennych nie przeczytałam, jednakże Oblubienice wojny autorstwa Helen Bryan wywarły na mnie niemałe wrażenie. Nie sądziłabym, że książkę o takiej tematyce będzie mi się tak dobrze czytało. Może i zajęło mi to więcej czasu niż przeciętne czytadło, lecz myślę, iż taką historię się smakuje, a nie połyka w całości. Ten drugi sposób może i dobry jest w przypadku obyczajówek czy młodzieżówek, ale z pewnością nie pasuje do tej pozycji, w której miejscem akcji jest także Auschwitz.

Tym, na co zwróciłam uwagę, jest zróżnicowanie, jeśli chodzi o kreacje bohaterów - zwłaszcza tych głównych. Każda z nich ma swoją historię i swój charakter, który ją wyróżnia. Jest to wielki plus dla autorki oraz całej historii, bo nie udaje się to zbyt często.

Oblubienice wojny to historia o trwałej przyjaźni, o zmaganiach z realiami życia codziennego w okresie wojny. Zmusza czytelnika do refleksji nad tym, co się wydarzyło, nad relacjami ze swoimi bliskimi i pokazuje, że trzeba coś poświęcić i zostawić za sobą, by rozpocząć nowy etap, który być może przyniesie dobre efekty. Szczerze, z całego serducha, polecam.



Oblubienice wojny Helen Bryan, Wydawnictwo Editio 2016, str. 408

8/10 [bardzo dobra]

Za poznanie historii pięciu młodych kobiet dziękuję Wydawnictwu Helion!

PREMIERA: 02.06!
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.