Lubię historie, które – choć niepozorne na wstępie – pod koniec okazują się splotem niespodziewanych wydarzeń. Problem polega jednak na tym, że nie jestem pewna co do mojego stanowiska wobec „Spark” Moniki Rutki.
Wszystko zaczyna się dość zwyczajnie – główna bohaterka
znajduje się w nowym środowisku. Rozumieć przez to można dosłownie każdy
aspekt: miejsce (nawet kontynent!), ludzi, szkołę. Znamy już takie opowieści,
jest ich co niemiara. Trzeba jednak przyznać, że wprowadzenie do tej historii
sygnalizuje, że nie będzie to niezobowiązująca opowieść o codziennych nastoletnich
zmartwieniach. Przez całą lekturę nad czytelnikiem wisi wiele niedopowiedzeń,
ponieważ od początku uświadamiany jest, że nie będzie to prosta, wesoła podróż.
Faktycznie, trzeba przyznać jedno – pod względem budowania aury tajemniczości
autorka radzi sobie nieźle. Co jakiś czas pozostawia poszlaki mówiące o tym, że
pod tym wszystkim kryje się coś o wiele głębszego, mroczniejszego. Ten element
„Spark” naprawdę mogę potraktować jako zaletę z mojej perspektywy.
Nie mogę jednak nie wspomnieć o innym wymiarze, którego nie
da się niestety tak po prostu oderwać od opisywanej książki. Mowa o czymś na
kształt wattpadyzacji opowieści – chociaż nawet nie do końca, bo jest to
dosłownie historia wyjęta z tej platformy oraz wydana, a nie stworzona na jej
kształt, czyli przypominająca ją stylem, niedopracowaniem czy pewnego rodzaju
powierzchownością. Jest to ważny kontekst, ponieważ książki przedrukowane z
Wattpada mają swoją specyfikę. W przypadku „Spark” jest to wyjątkowo widoczne –
już na pierwszy rzut oka widać, że kolejne rozdziały pojawiały się w odstępach
czasu, co przypomina też te powieści, które kiedyś publikowane były w gazetach
odcinkami. Niestety, wiąże się to z tym, że faktyczna akcja poprzedzona jest
wstępem lub nawiązaniami do wydarzeń poprzedzających nowy fragment lub z
przeszłości, co nie zawsze zachęca do płynnej lektury kolejnych rozdziałów. Wprowadzenia
te w „Spark” stanowią głównie „filozoficzne” rozmyślania Elizabeth, będące
nawiązaniami do jej uczuć, stanu psychicznego czy spojrzenia na aktualne
wydarzenia. Problem w tym, że fragmenty te przypominają niekończący się
strumień myśli – trochę długi, nieciekawy.
Nie uważam tej książki za złą – została dosłownie „wyjęta” z
Wattpada, więc przypomina to, co tam zwykło się znajdować. Mam jednak wrażenie,
że pomiędzy wspomnianą platformą a rynkiem wydawniczym powinna istnieć pewna
granica, którą jest jakość. Być może udałoby się dopracować lub przepisać
historię przed jej faktycznym wydaniem? Mogłoby to zadziałać tylko na jej
korzyść. Mam jednak wrażenie, że obecnie nie jest to zbytnio stosowana praktyka,
co otwiera pole do dyskusji o stanie rynku, wpływie fenomenów Wattpada i na
wiele innych powiązanych tematów. Być może jest też po prostu tak, że gdyby ta
opowieść została znacząco zmieniona, mogłaby się nie sprzedać?
Chciałabym zrozumieć, skąd taka wysoka ocena na platformach
książkowych – mnie niestety nie udało się tego dociec po przeczytaniu ponad
pięciuset stron pierwszej części serii „The Chain”. Resztę sobie daruję, bo
doskonale zdałam sobie sprawę, że nie jest to coś dla mnie.
„Spark”, Monika Rutka, BeYa 2022.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz