10 grudnia 2017

Conviction – Corinne Michaels

Po raz kolejny autorka złamie ci serce. Ale czy poskłada je na nowo? 

Zakochałam się w Liamie tylko po to, aby moje serce znów pękło na milion kawałków. Paraliżuje mnie świadomość życia bez niego, ale rzeczywistość wygląda tak, że odszedł.
On tego nie rozumie, a ja nie mogę go do niczego zmusić.Gdyby tylko dostrzegł pewność kryjącą się za moimi słowami… Wtedy nadal bylibyśmy razem.//szostyzmysl.com.pl

„Consolation” – jak sam tytuł mówi – opowiada o przeżyciach Natalie po utracie swojego ukochanego męża i pocieszeniu, jakie później odnalazła. Pomimo sytuacji, w jakiej znalazła się główna bohaterka, pierwszy tom dodawał nadziei i ogólnie w odbiorze był bardziej pozytywny (chociaż swoim zakończeniem potrafił zaszokować!) niż kontynuacja historii – „Conviction”, w której znaleźć można pełno gorzkich akcentów, ważnych i ciężkich wyborów oraz głębokich ran.
„Nadzieja nie jest gwarancją spełnienia marzeń. Nie odmalowuje pięknych wizji i nie przynosi ulgi. To coś, czego czepiamy się kurczowo, gdy potrzebujemy powodu, w który możemy wierzyć”
Drugi tom stał się słodko-gorzkim powrotem do świata Natalie i Liama (z naciskiem na to drugie). Nic nie jest takie, jakie Lee chciałaby, by było, jednak taka jest rzeczywistość i każdemu z nas przyjdzie się z nią kiedyś zmierzyć. Problematyczną postacią w tej części staje się Aaron z racji swojej sytuacji, w której zostaje postawiony po powrocie. Rodzą się konflikty, niedopowiedzenia oraz wzajemne niezrozumienie, które stanowi barierę w uporządkowaniu rodzinnych relacji.
Faktem także jest to, iż czasem Natalie ma skłonność do nadmiernego myślenia i rozpatrywania tego samego problemu parę razy, co czasem może nużyć, ale jednak jest to bohaterka, której nie sposób nie polubić.

Myślę, że „Conviction” dorównało poziomem części pierwszej z duetu „Consolation”. Czytając, pochłania bez reszty, zabiera czas, kieruje myśli w całkiem inne strony i pozwala poddać się chwili. Tego wymagałam i to otrzymałam, co jest dla mnie ważne, ponieważ nie zawiodłam się na treści, chociaż wymagań wysokich nie stawiałam. Rzadko zdarza się, by dwa kolejne tomy utrzymywały się na tym samym poziomie, a w tym wypadku, jak wspominałam wcześniej, udało się to osiągnąć autorce mimo zróżnicowania emocjonalnego, jakie zafundowała Czytelnikowi.

„Conviction” („Consolation Duet” #2) Corinne Michaels, Wydawnictwo Szósty Zmysł 2017, str. 358

8/10 [bardzo dobra]

Za możliwość poznania kontynuacji losów Natalie i Liama dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł!

UDOSTĘPNIJ TEN POST

25 listopada 2017

Na krawędzi wszystkiego – Jeff Giles

Instagram
Zoe ma 17 lat, zwariowaną matkę wegankę, młodszego brata z ADHD i prawdziwą przyjaciółkę. Ma też za sobą trudny rok, kiedy tragicznie zmarł jej ojciec, a zaprzyjaźniona para staruszków z sąsiedztwa zaginęła bez śladu.
Jakby tego było mało, szukając brata podczas burzy śnieżnej, Zoe zostaje brutalnie zaatakowana i widzi coś, czego nie powinna widzieć. I kogoś. Nazwała go Iks.
Zoe nie wie, że to łowca głów. Tajemniczy, przystojny i nękany losem, którego nie rozumie, pracuje na zlecenie lordów z Niziny – mrocznego i brutalnego miejsca, w które trafiają najgorsi szubrawcy. Tym razem przyszedł po bandytę, który zaatakował dziewczynę.
Iks i Zoe nigdy nie mieli się spotkać. Łowcy z Niziny nie mogą ujawniać się nikomu poza swymi ofiarami. Iks, by uratować Zoe, łamie wszystkie zasady Niziny. I ponosi brutalne tego konsekwencje.
Beznadzieja, samotność i ból – Iks zna tylko to. Zoe pokazuje mu, że może być inaczej. Kiedy X i Zoe dowiadują się więcej o ich swoich światach, zaczynają zadawać pytania o przeszłość, własny los i swoją przyszłość. Ale wyrwanie Iksa z Niziny i przecięcie więzów przeszłości, które pętają Zoe, będzie od obojga wymagać konfrontacji z własną ciemną stroną.//lubimyczytac.pl

Patrząc na okładkę, można odnieść wrażenie, że historia przedstawiona w „Na krawędzi wszystkiego” zmrozi czytelnikowi krew w żyłach, prawdopodobnie będzie zatrważająca lub przynajmniej choć trochę przerazi. Przede wszystkim ośnieżone drzewa i dwie postacie wędrujące przez połacie śniegu przywodziły mi na myśl coś tajemniczego, mrocznego oraz niespodziewanego, ale i realnego. Jak się pewnie domyślacie, nie dostałam do końca tego, czego się spodziewałam.
Cisza, jak często mówiła mama, może uleczyć albo przyprawić o szaleństwo. Wszystko zależy od tego, jak się jej słucha.
Książka, której autorem jest Jeff Giles, łączy w sobie elementy zwykłego ludzkiego życia jak i te nierzeczywiste – istnienie Niziny i łowców głów polujących na tych złe jednostki. Możecie wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy okazało się, że losy Zoe i Iksa zostały połączone z powodu uganiania się za duszą jakiegoś starego wygi, który także będzie miał później swoje pięć minut. Chodzi głównie o to, iż nie za bardzo podobało mi się przedstawienie całej sytuacji w wydaniu podobnym do jakiejś typowej książki dla młodzieży, gdzie główne skrzypce gra relacja pomiędzy dwójką bohaterów, a cała reszta to tło wypełniające luki w fabule. Nie mogę jednak zarzucić autorowi złej kreacji jego wizji Niziny, bo nie był to do końca pomysł tragiczny – kwestia lordów stała się dla mnie nawet ciekawa, ale nie czułam, by została ona wyczerpująco zrealizowana.

Zoe nie była oszczędzana przez los, jednak stara się jakoś trzymać – w czym próbują jej przeszkodzić coraz to nowsze wydarzenia. Jako główna bohaterka stała się spoiwem łączącym wszystkie wątki w historii, która koniec końców aż taka przewidywalna nie była, za co ode mnie dostała duży plus. Siedemnastolatka niejednokrotnie ratowała sytuacje humorem, chociaż, jak na nastolatkę przystało, nie uwolniła się od porywczych decyzji i swojej upartości. Nieznany przybysz, nazwany przez Zoe Iksem, stał się dla mnie całkiem ciekawą postacią – wychowany na Nizinie nie zaznał rodzicielskiej miłości, która ukształtowałaby jego wizję zewnętrznego świata, z którym przyszło mu się później zmierzyć.

Myślę, że pomimo mojego lekkiego rozczarowania, „Na krawędzi wszystkiego” w pewien sposób może się obronić sama. Historia o dążeniu mimo wielu przeszkód i granic do postawionego sobie wysokiego celu  może zainspirować oraz dodać sił do wyjścia z cienia i podjęcia próby zrealizowania swoich pragnień, nawet jeśli wydają się one nieosiągalne.

„Na krawędzi wszystkiego” Jeff Giles, Wyd. IUVI 2017, str. 384

7/10 [dobra]
UDOSTĘPNIJ TEN POST

18 listopada 2017

Arsen – Mia Asher

Wystarczyło jedno spojrzenie… 

Jestem oszustką. Jestem kłamczuchą. Moje życie to jeden wielki bałagan. 

Kocham mężczyznę. Nie, kocham dwóch mężczyzn… Tak sądzę. 

Jeden z nich odwzajemnia to uczucie. Drugi sprawia, że płonę. Jeden jest moją opoką. Drugi – kryptonitem. 

Jestem załamana, zagubiona i zniesmaczona samą sobą. 

Ale nie potrafię się powstrzymać. Oto moja historia.
Opowieść o mojej nieszczęśliwej miłości.//lubimyczytac.pl

Patrząc z boku na samą postać Catherine, można ocenić ją całkiem negatywnie, ponieważ wykreowana została na kobietę, która ma prawie wszystko – cudownego męża, który ją kocha, pieniądze, dobrą pracę, jednak do pełni szczęścia człowiekowi zawsze czegoś brak. W tym przypadku Cathy zostaje dotknięta przez los w ujmujący kobiecie sposób. Z każdą kolejną porażką zamyka się na świat coraz bardziej i w końcu szuka pocieszenia tam, gdzie teoretycznie nie powinna i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wielokrotnie decyzje, które podejmowała, wywoływały we mnie negatywne uczucia, irytowało mnie jej zachowanie i postawa, którą reprezentowała, jednak patrząc na całokształt historii, nie wiem, czy jeśli Catherine zostałaby wykreowana w inny sposób, to cała reszta miałaby sens. I właśnie dlatego ją znosiłam – chociaż potępiałam jej myślenie. Mimo wszystko, musiała być kontrastem dla swojego wymarzonego, idealnego męża.
Życie bez miłości, bez gonienia za marzeniami nic nie znaczy. Nic. Jest smutną, pieprzoną pustą skorupą, Catherine. Łatwo jest pogrążyć się w ciemności, pozwolić się jej stłamsić, pochłonąć w całości, oślepić. Ale musisz walczyć.
Postać Arsena w jednych może wzbudzić uczucia pozytywne, drugich może on również irytować. Został wystylizowany schematycznie, bo na bogatego, zepsutego dzieciaka (facetem bym go nie nazwała), który za wszelką cenę musi dopiąć swego. Jego kreacja również ma swoje drugie dno, ale jakoś do mnie nie przemówiło specjalnie, ponieważ bohater sam w sobie jest bardzo przewidywalny jak i sama historia.

Całość składa się z rozdziałów pisanych z perspektywy Cathy, Arsena i Bena oraz podzielonych na Obecnie i Wcześniej. Dzięki temu możemy równolegle poznać dwie historie miłosne i spróbować zrozumieć tok myślenia Catherine. Uważam jednak, że ucieczka od problemów, na którą zdecydowała się bohaterka, nigdy nie jest rozwiązaniem, nieważne jakie by one były. Moim zdaniem Mia Asher z premedytacją stworzyła taką, a nie inną historię. Jest to obraz tego, co kontrowersyjne i fałszywe, a co za tym idzie – głośne. O tym się mówi, tacy ludzie są na językach innych, człowiek jest spragniony takiej sensacji, to i książka się sprzeda. Jeśli jesteście spragnieni takiej fabuły, sięgnijcie – dwa lub trzy wieczory będziecie mieć z głowy.

Arsen Mia Asher, Wydawnictwo Szósty Zmysł 2017, str. 450

6/10 [niezła]

Za możliwość przeczytania dziękuję:

UDOSTĘPNIJ TEN POST

22 października 2017

#niewidzialna – Sharon Huss Roat

Instagram
Offline Vicky Decker nie rzuca się w oczy. Jest przeciętna, chorobliwie nieśmiała, nie ma znajomych. Czuje się samotna.
Jako @Observi jest duszą towarzystwa. Wrzuca zdjęcia z imprez, kolorowe stories, na których jest roześmiana, wśród znanych ludzi. Ma coraz więcej followersów, zbiera tysiące lajków i komentarzy.
Na Instagramie jest gwiazdą, po raz pierwszy w życiu. W końcu może być tym, kim chce.
Fikcyjny profil dopracowuje w każdym szczególe. Uświadamia sobie, że mogłaby spędzić resztę życia, nie wychodząc z pokoju. Im bardziej jest popularna jako @Observi, tym lepiej rozumie, że w realnym świecie roi się od ludzi, którzy są równie #samotni i #niezauważani jak ona.
By pomóc im i sobie, musi pokazać światu swoją prawdziwą twarz. Czy zdobędzie się na odwagę i zacznie żyć naprawdę?//lubimyczytac.pl

Samotność może się wydawać błahym problemem – bo jak to jest możliwe, by być samotnym, kiedy otaczają nas ludzie? Okazuje się, że jest to niestety rzeczywistość, w której żyjemy. Być może duży wpływ na to ma Internet i smartfony, które wydaje się, że nie opuszczają naszych rąk. Główna bohaterka powieści napisanej przez Sharon Huss Roat, Vicky, oprócz rodziny i swojej najlepszej przyjaciółki nie ma nikogo, z kim potrafiłaby porozmawiać lub spotkać się – tak po prostu. Można przypuszczać, iż ma fobię społeczną, ale równie dobrze mogłaby być nadmiernie nieśmiała. Każdego z nas spotykają przecież sytuacje, kiedy nie wiemy, co powiedzieć, czujemy się zmieszani lub myślimy, że nie pasujemy do towarzystwa. Vicky jednak miała do tego jeszcze momenty, gdy nie mogła złapać tchu.

Momentami książka wydawała się lekko przerysowana, jeśli chodzi o zachowanie Vicky jak i jej matki, która autentycznie zmuszała ją momentami do tego, by spotykała się z innymi. Takie zachowanie mnie zadziwiło, ponieważ przeważnie wygląda to tak, iż rodzice pilnują dzieciaki co do wychodzenia. Tutaj postawa jest całkowicie odwrotna i nie wiem, czy dzięki temu książka zyskała czy wręcz przeciwnie. Możliwe, że taki był zamysł autorki, aczkolwiek do mnie nie do końca on przemówił.

lubimyczytac.pl
Co jednak zaplusowało? Z pewnością ukazanie otoczenia Vicky i rozwiązanie problemu. Również postać Liptona spodobała mi się, ponieważ miał on widoczne wady jak i zalety – nie był idealny, co uczyniło go wiarygodnym. Do tego książkę czyta się przyjemnie oraz można z niej wyciągnąć lekcję – nawet jeśli ktoś nie wygląda na samotnego, może taki być. Miejmy zawsze na oku ludzi, którzy są obok, interesujmy się trochę bardziej tym, co u nich słychać, ponieważ czasem zwykła, krótka rozmowa może pomóc czy wywołać uśmiech na twarzy. Bądźmy otwarci, nie zamykajmy się jedynie na świat istniejący gdzieś tam w sieci.

„#niewidzialna” Sharon Huss Roat, Wydawictwo HarperCollins 2017, str. 336

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

1 października 2017

Consolation – Corinne Michaels [przedpremierowo]

Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem. Nawet nie byłam nim zainteresowana. Był najlepszym przyjacielem mojego męża – zakazanym owocem. Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama. Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia.

To opowieść o złamanych sercach, tęsknocie, słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu. 
Porywająca. Wzruszająca. Chwytająca za serce.//lubimyczytac.pl

„Consolation” – pierwsza powieść wydawana przez Wydawnictwo Szósty Zmysł – opowiada o losach brzemiennej Natalie, na którą spada ciężar śmierci męża dawniej służącego w SEALs. Jako Czytelnicy mamy możliwość poznania wszystkich myśli głównej bohaterki, tym samym przechodząc z nią poprzez okres żałoby oraz prób powrotu do normalnego życia. Pomóc jej w tym postanawia przyjaciel Aarona – Liam. Z czasem jednak ich relacje czysto przyjacielskie ulegają zmianie... Czy któreś z nich odważy się zrobić ten pierwszy krok i co będzie jego konsekwencją?
„Czasami nasze problemy wydają się nam tak wielkie, że zapominamy o pokorze”
Czas akcji powieści rozgrywa się mniej więcej w ciągu roku, więc czymś oczywistym jest możliwość uporządkowania sobie życia przez główną bohaterkę. Nawiasem mówiąc, każdy na swój sposób przeżywa pewne sytuacje, które dotykają go w życiu i trudno jest wszystkich generalizować i wrzucać do jednego worka. Dla Natalie niezbędny jest czas oraz pomoc z zewnątrz (nie tylko ze strony Liama), bez której mogłaby pewnie zamknąć się w sobie. Spodobało mi się ukazanie procesu powrotu do normalności, rutyny przedstawione przez Corinne Michaels. Samo włączenie do tego początkowego chaosu kiełkującego uczucia nie odczuwałam jako nachalnego czy wepchniętego do historii na siłę. Owszem, pojawiło się niespodziewanie, ale taki był widocznie zamiar – relacje Natalie i Liama nadają tej książce sens. 

Fanom powieści z kategorii romans „Consolation” z pewnością się spodoba. Moje oczekiwania zostały spełnione: było miło, na mojej twarzy widniał uśmiech, jednak nie odniosłam wrażenia, że to wszystko jest wyssane z palca, za co daję ogromny plus. O zakończeniu wspomnę tylko tyle, iż potrzebuję tomu drugiego na teraz – możecie zgadywać czemu, daję Wam pełne pole do popisu. Żeby spróbować wyrównać poziom zachwytów z negatywnymi stronami, wspomnę o anglojęzycznym tytule. Kochani, w Polsce jesteśmy, wolałabym nasz tytuł, chociaż nie wiem, jak brzmiałoby „Pocieszenie”. Po nim od razu widać, że romans. Ale co tam, macie zagwarantowaną nieprzespaną nockę przez tę książkę, uwierzcie!

„Consolation” („Consolation Duet”) Corinne Michaels, Wydawnictwo Szósty Zmysł 2017, str. 302

8/10 [bardzo dobra]

PREMIERA: 11.10.2017!

Za możliwość poznania losów Natalie i Liama dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł!

UDOSTĘPNIJ TEN POST

24 września 2017

Jeśli tylko... – Karolina Klimkiewicz

Instagram
Leo jest normalnym facetem – ma dobre stanowisko i perspektywy zawodowe, zewsząd otaczają go przyjaciele, a piękne kobiety ustawiają się do niego w kolejkach. Mimo wszystko Leo najlepiej czuje się w towarzystwie tajemniczej dziewczyny z plaży, która wydaje się go kochać. Nie wiedzieć jednak czemu, odrzuca kolejne zaproszenia na randki i imprezy, spotykając się z chłopakiem tylko nad brzegiem morza. 
Z biegiem lat Leo odkrywa, że z dziewczyną z plaży łączy go więź silniejsza niż z kimkolwiek innym i kiedy czarnowłosa piękność na jakiś czas znika z jego życia, ono przestaje mieć jakikolwiek sens. Leo czuje, że dziewczyna skrywa wielki sekret, który w jakiś sposób dotyczy także i jego…//lubimyczytac.pl
„Jako małe dzieci jesteśmy po prostu sobą. Mimo że bywamy wtedy okrutni, wynika to z dziecięcej szczerości. Nie udajemy nikogo, kim nie jesteśmy”
Po dość enigmatycznym opisie miałam wrażenie, iż „Jeśli tylko...” będzie po prostu kolejną historią o miłości, że być może znajdzie się coś, co odróżni ten wątek romantyczny od innych. Lektura tej książki przekonała mnie jednak do tego, jak bardzo się pomyliłam – jest to opowieść o czymś więcej niż zwykła miłość lub ta, która ukazywana jest w romansidłach. Niekiedy miałam ochotę aż unieść się niczym piórko wraz z otaczającymi mnie emocjami wywołanymi historią Leo i Leily. Nie wiem, jakim cudem odnosiłam takie wrażenie, lecz myślę, iż może to być po części zasługa lekkości pióra autorki – Karoliny Klimkiewicz.

Kolejnym zaskoczeniem dla mnie stała się informacja o tym, że „Jeśli tylko...” jest debiutem. Nie, ujmę to w inny sposób – zaskakującym faktem wydaje się być ilość mądrości, przyjemny styl, ciekawa fabuła wraz z nietuzinkową opowieścią i wszystko to odnaleźć można w debiutanckiej powieści Karoliny. Wszelkie wyżej wymienione aspekty dają łącznie ogromną przyjemność z czytania jak i świadomość, iż w młodych autorach warto pokładać nadzieję oraz ich wspierać.
„[...] specjalnie robimy pewne rzeczy, staramy się dopasować los do naszych oczekiwań. Później natomiast jesteśmy źli, wręcz wściekli i mamy pretensje do innych, a to przecież właśnie my swoim zachowaniem sprowadziliśmy to na siebie i innych. Taka zabawa w Boga  czy mogę modelować rzeczywistość, żeby stała się taka, jaką chcę, żeby była?”
Więź pomiędzy głównymi bohaterami jest tak mocna, iż daje Leo w wielu sytuacjach siłę do działania i motywację do podejmowania decyzji, której w późniejszych latach życia tak bardzo potrzebuje. Poznajemy ścieżki jego życia, możemy zagłębić się w myśli postaci, do których dopuszcza nas dzięki narracji prowadzonej przez niego. Obok dorastającego chłopca, a później mężczyzny, ujrzeć można osoby, które przewijają się przez jego życie i te, które w nim zagościły już na stałe. Ciekawym zabiegiem jest ukazanie niezdecydowania i niepewności chłopaka, ale w taki sposób, że nie wydaje się to wcale sztuczne ani komiczne, tylko realne.

lubimyczytac.pl
Na jakiś czas po ukończeniu powieści, nadal nie potrafię zebrać wszystkich myśli. Odnalazłam w niej tyle ciepła, dobra, ale i złości i cierpienia, że pewnie będę do niej nie raz i nie dwa wracać. Dzięki historii Leo i Leili jest nam dane poznać inny rodzaj miłości, o którym dzisiaj często zapominamy lub jest on spychany przez nas na dalszy plan, a niesłusznie – człowiek potrzebuje każdej formy miłości bliźniego. Nie bójmy się jej i tego, co ze sobą niesie – „Jeśli tylko...” pozwala oswoić się nam z myślą o niej, za co dziękuję autorce.

„Jeśli tylko...” Karolina Klimkiewicz, Wydawnictwo Novae Res 2017, str. 274

8/10 [bardzo dobra] 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 września 2017

Liberty. Jak zostałam szpiegiem – Andrea Portes

Po raz ostatni widziano moich rodziców podczas strzelaniny na turecko-syryjskiej granicy, potem zaginął po nich ślad. Próbowali walczyć ze złem i zadbali, bym i ja chciała naprawiać świat. Dlatego gdy pewnego dnia do restauracji weszło dwóch uzbrojonych facetów, zamiast siedzieć cicho, zaczęłam działać. Szybko ich unieszkodliwiłam i zapomniałam o sprawie, niestety ktoś obejrzał nagranie z monitoringu. Zwróciłam na siebie uwagę służb specjalnych, które zaproponowały mi układ – misja w Moskwie w zamian za informacje o rodzicach. 
I oto stoję oszołomiona na placu Czerwonym i zastanawiam się, jak w tym wielkim mieście znajdę hakera, którego szuka kilka wywiadów i rosyjska mafia.
Jeśli to czytacie, trzymajcie za mnie kciuki.
Paige Nolan, od dzisiaj agentka Liberty//lubimyczytac.pl

Bycie szpiegiem tajnej organizacji nie jest prostym zadaniem – trzeba się porządnie namęczyć i spocić na treningach, być niezłomnym i przede wszystkim umieć poradzić sobie w kłopotliwych sytuacjach pozornie bez wyjścia. Wydawać by się mogło, że szpieg powinien w każdej dziedzinie powalać resztę na kolana, ale Paige Nolan, główna bohaterka powieści Andrei Portes, zaprzecza temu, chociaż zna pięć różnych języków i mogłoby się zdawać, iż jest ideałem.
„Chcę powiedzieć, że ludzie próbują być delikatni, oferują miłe słowa i wsparcie. Mówią mi, że trzeba mieć nadzieję. Mówią, że cuda się zdarzają. Jeszcze nikt nie napomyka, że i dla mnie zaświeci kiedyś słońce. Ale jestem prawie pewna, że i na to przyjdzie pora”
„Liberty. Jak zostałam szpiegiem” opowiada historię dziewczyny, która musi sobie poradzić z uprowadzeniem jej rodziców i tym samym brakiem reakcji kogokolwiek na to wydarzenie. Wydaje się, iż jest całkiem sama, bo nawet gazety, które masowo rozpisywały się o porwaniu dwójki dziennikarzy, umilkły pod naciskiem kolejnych konfliktów i tragedii. Gdy próbuje poskładać siebie, swoje myśli w całość, niespodziewanie pojawia się szansa. Spośród chaosu wyłania się możliwość odnalezienia swojej rodziny, jednak, jak zawsze, jest cena. Dla Paige początkowo wydaje się ona wysoka, nawet trochę niedorzeczna, lecz dla najbliższych można zrobić wszystko, prawda?

Książka ta, kiedy zaczęłam ją czytać, zrobiła na mnie dziwne wrażenie. Rozdziały są krótkie, co wcale mi nie przeszkadzało, jednak czasem miałam odczucie, że w całej historii panuje chaos, ponieważ raz jesteśmy razem z Paige w trakcie jakiejś grubszej akcji, a później nagle możemy popatrzeć na to także z nią „z góry”. Parę razy tak się zdarzyło i rozumiem, iż miało to ułatwić nakreślenie sytuacji, jednak nie jestem do końca do tego przekonana. Po narracji głównej bohaterki widać jej żywiołowość i więź, jaką nawiązuje z Czytelnikiem. Może i nie każdy z Was ją poczuje, ale z pewnością nie raz i nie dwa uśmiechniecie się, śledząc losy Liberty.
„W tej chwili, w momencie, gdy staję się znów sobą, gotowa jestem bronić wszystkiego, co kiedykolwiek znałam i wszystkiego, co kochałam”
Myślę, że „Liberty. Jak zostałam szpiegiem” to bardzo dobra powieść na jeden lub dwa dni. Mimo tematu porwania rodziców Paige (który mógłby zostać bardziej rozwinięty, może stanie się to w kolejnej części, o ile taka wyjdzie kiedyś?), nie jest to książka poruszająca dogłębnie serca. Nie zmienia to jednak tego, że książka jest przyjemna w odbiorze i potrafi wywołać uśmiech na twarzy Czytelnika.

„Liberty. Jak zostałam szpiegiem” Andrea Portes, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 318

7/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

7 września 2017

Ciotka Poldi i sycylijskie lwy – Mario Giordano [przedpremierowo]

Instagram
Bawarski wulkan w cieniu Etny.

Widok na morze. Słońce. Spokój.
Kiedy Poldi, tuż po swoich sześćdziesiątych urodzinach, przeprowadza się z Monachium na Sycylię, nie pragnie niczego więcej. Ale w swoich planach nie uwzględniła rodziny zmarłego eksmęża. Sycylijczycy z krwi i kości naturalnie chcą nauczyć Poldi zasad dolce vita. Koniec ze spokojem. A jakby tego było mało, pewnego dnia znika bez śladu Valentino, który pomagał Poldi w domu i ogrodzie. Czyżby dostał się w szpony mafii? Na drodze prywatnych poszukiwań Poldi spotyka atrakcyjnego commissario Montanę. Ten nie chce, by kobieta wtykała nos w śledztwo, ale kiedy bawarski wulkan wybuchnie, nic nie jest w stanie go zatrzymać…

W dniu swoich sześćdziesiątych urodzin moja ciotka Poldi wyprowadziła się na Sycylię, żeby w wytworny sposób zapić się na śmierć, spoglądając na morze. Tego w każdym razie wszyscy się obawialiśmy, ale ciotce ciągle coś stawało na przeszkodzie. Sycylia jest skomplikowana, tutaj nawet umrzeć nie da się ot tak, po prostu, zawsze coś wchodzi człowiekowi w paradę. A potem wydarzenia zaczęły następować po sobie lawinowo: ktoś zostaje zamordowany, nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Więc jasna sprawa, ciotka Poldi, uparta i bardzo bawarska, musiała wziąć sprawy w swoje ręce. I od tego zaczęły się problemy.

Sympatyczne, lekko skonsternowane spojrzenie na Sycylię, jej piękno, stereotypy oraz absurdy – i detektyw w spódnicy – nie sposób jej nie pokochać!//lubimyczytac.pl
„Tak to czasem bywa, coś nadchodzi niespodziewanie, nie wiadomo skąd, tak wymownie. I wszystko staje się jasne”
Ciotka Poldi – bawarski wulkan, który udał się na Sycylię w dniu swoich swoich sześćdziesiątych urodzin, by spokojnie dożyć końca swoich dni w tym pięknym miejscu... Tak, mogłoby tak być, jednak przeszkadza w tym taka mała drobnostka – Isolde Oberreiter, zwana Poldi, nie jest ani trochę zdolna do spokojnego, bezproblemowego egzystowania pośród swych sycylijskich sąsiadów. Donna Poldina to wulkan, który nie może równać się nawet z Etną spoglądającą uważnie przez większość czasu na jej wybryki i ekscesy. Uruchomienie własnego śledztwa w sprawie zaginięcia Valentino prowadzi jednak do wielu zmian w dotychczasowym żywocie sześćdziesięciolatki, która w planach miała jedynie popijać od czasu do czasu napoje alkoholowe na swoim tarasie i dążyć do spotkania ze Śmiercią. O wszystkich poczynaniach swojej ciotki opowiada młody mężczyzna, który pragnie napisać wielką sagę o swojej rodzinie. Jego narracja wraz z wyjaśnieniami i komentarzami do przygód Poldi nadaje powieści pewnego smaczku, chociaż i jego dzięki samej głównej bohaterce nie brakuje.

Język ma w sobie to „coś”, co ułatwia czytanie powieści. Autor nie leci sobie w kulki i nie zajmuje się niepotrzebnymi detalami, rzuca prosto w wir wydarzeń. Wizerunek z okładki książki idealnie odwzorowuje Poldi i jej nieodłączną czarną perukę.
„Gdyż, słuchaj teraz uważnie, na tym polega tajemnica pisania: trzeba po prostu wziąć i pisać”
„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” jest idealną powieścią z nutką kryminalną napędzającą fabułę jak i romansem, który jednak nie towarzyszy od samych początków książki, tym samym nie przytłaczając Czytelnika. Swoim humorem i niekonwencjonalnością historia może podbić serca wielu – osobiście świetnie się bawiłam, pochłaniając ją w szybkim tempie. Liczne podejrzenia, wskazówki i tajemnice połączone z nieprzejednaną Donną Poldiną i komisarzem Przypadkiem dają mieszankę, której każdy powinien spróbować! Wybuchowy temperament głównej bohaterki nie pozwoli nikomu doświadczyć powiewu nudy w trakcie lektury.

„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano, Wydawnictwo Initium 2017, str. 400

8/10 [bardzo dobra]

PREMIERA: 13.09!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

2 września 2017

Zapowiedzi – wrzesień

W tym wydaniu zapowiedzi, jak zobaczycie, jest ich więcej. Po wakacyjnym okresie rynek wydawniczy budzi się na nowo i ma do zaoferowania sporo ciekawych tytułów. O tym, co przyciągnęło mój wzrok (chociaż niekoniecznie znajdzie się później w mojej biblioteczce), możecie poczytać właśnie teraz.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

28 sierpnia 2017

[3] Wartościówka

Chciałabym, byście mieli świadomość, iż trzecie wydanie „Wartościówki” wychodzi dopiero teraz, chociaż w przygotowaniu było już rok temu w sierpniu. Dlatego też znajdziecie tutaj parę rzeczy, które mogą wydać się Wam odległe w czasie – dla mnie są jednak niczym miód na serce. Więcej aktualniejszych linków znajdziecie pewnie w kolejnej odsłonie tego cyklu. Enjoy!

1. Rozpocznę bardzo sentymentalnie, bo ubiegłorocznymi Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie. Mogłabym rozpisywać się na temat tego wydarzenia, jednak podrzucę Wam tylko link do tekstu ŚDM – czyli równoległa rzeczywistość z portalu theofeel.pl.

2. Matylda z Leona Zabookowca poruszyła temat trailerów, które są nieraz produkowane w celu wypromowania jakiejś książki. Jej opinię oraz parę załączonych zwiastunów możecie znaleźć tuaj: Rzecz gustu: Trailery książek.

3. Jest ci niedobrze, gdy czytasz podczas jazdy? Twój mózg sądzi, że organizm został otruty! Z tego tekstu można dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy dotyczących ludzkiego mózgu i tego, jak to jest z tym czytaniem w ruchu; wszystko wytłumaczył Dean Burnett w książce „Idiot Brain: What Your Head Is Really Up To”.

4. O tym jak każdy może wydać książkę. Przecież może, prawda? Post, mimo że opublikowany w zeszłym roku, nadal bardzo aktualny. Ewelina z bloga „Przy gorącej herbacie” trafnie nakreśla sytuację YouTube oraz wszystkich zdobywających sławę i chcących wycisnąć na tym jak najwięcej nawet w sferze książkowej. O perełkach YouTube'a, ale i też o czymś wartościowym możecie poczytać właśnie w powyższym tekście.

5. Na koniec mam jeszcze dla Was zestawienie Weroniki z „Bookocholic” na zbliżające się jesienne dni, czyli Książki na deszczowy poranek z herbatą w ręku.

Zaczytanego dnia,
Wiktoria
UDOSTĘPNIJ TEN POST

25 sierpnia 2017

Słodka zemsta – Sara Shepard

Minęło kilka miesięcy, odkąd zginęłam. Od tamtego czasu moja siostra żyła moim życiem. Wiele sekretów dotyczących mnie, mojej rodziny i przyjaciół wyszło na jaw, ale Emma nadal nie wie, kto jest mordercą.

Gdy moje ciało zostaje odnalezione, sprawy się komplikują. Emma natychmiast staje się pierwszą podejrzaną, więzienie nie jest najgorszym, co może ją spotkać. Człowiek, który mnie zabił, wciąż jest na wolności…//lubimyczytac.pl

Sara Shepard jest tego typu autorką, do której czasem wracam, chociaż wiem, iż nie mogę spodziewać się wiele. Prawie każdy tom czy to „Słodkich kłamstewek”, czy „Gry w kłamstwa” opiera się na tym samym schemacie – przychodziło mi to na myśl każdorazowo po przeczytaniu kolejnych tworów Shepard. „Słodka zemsta” jest szóstym i zarazem ostatnim tomem tej drugiej serii (która swoją drogą została zakończona na mniejszej ilości pozycji niż sławne PLL liczące ich aż szesnaście plus dodatki). W tym przypadku także powinnam od początku wiedzieć, że autorka z pewnością zastosuje się do swojej zasady, jednak zlekceważyłam to i w trakcie czytania dość mocno oberwałam w twarz faktem dręczącym Czytelnika od samego początku opowieści. Otóż, jak na zakończenie serii przystało, nadchodziła chwila rozwiązania zagadki śmierci Sutton jak i otrzymania odpowiedzi na wszelkie pytania, które narodziły się w pewnych momentach historii. Jak wiadomo, zawsze dostajemy jeszcze więcej pytań niż satysfakcjonujących nas wyjaśnień i tak stało się i tym razem. Chociaż nie bójcie się – zakończenie to zakończenie i sprawą bliźniaczki Shepard zajęła się przyzwoicie.

Cóż mogę więcej powiedzieć o samej fabule? Jak zwykle, mamy (jak dla mnie) słynny schemat Sary Shepard – początki wskazują na potencjalnego winowajcę, gdy tak naprawdę pod koniec wydarzy lub okaże się całkiem coś innego i w moim przypadku szokującego. Tak, autorka potrafiła mnie zadziwić, jednak jest to całkowicie moja wina! Jak wspominałam, czułam się, jakbym dostała w twarz za uśpienie swojej czujności i mam za swoje. Mimo wszystko, cieszę się, że mam za sobą już całą serię i pewnie było to moje ostatnie spotkanie z twórczością Shepard – PLL sobie odpuściłam. 

Język, jak zwykle, nie przysparza Czytelnikowi trudności, wręcz przeciwnie – pozycję przeczytać można w dzień lub dwa. Narracja zmarłej Sutton ułatwia zrozumienie tego, co tak naprawdę stało się w kanionie Sabino jak i późniejszej sieci kłamstw, która została utkana przez mordercę. Jako przerywnik w wymagającej literaturze książka jest dobra, można spędzić sympatycznie czas (chyba że kogoś taki typ młodzieżówek męczy, wtedy będzie się najprawdopodobniej irytował). W moim przypadku seria jako całość była w porządku, ale w porównaniu do połowy „Słodkich kłamstewek”, przez którą przebrnęłam z trudem, „The Lying Game” okazała się o wiele lepsza. Myślę, iż wzięło się to z tego, że PLL zrobiło się trochę naciągane przez wzgląd na ilość tomów, jaką liczy, chociaż równie dobrze powodem może być całkiem co innego. 

Jeśli miałabym zarekomendować komuś „The Lying Game”, byłaby to z pewnością osoba, która lubi pióro Sary Shepard jak i młodzieżówki w klimacie życia bogatych dziewcząt mieszkających w niewielkich miastach i znajdujących się w zasięgu anonimowego prześladowcy. Całkiem dobrą opcją jest także przeczytanie serii w oryginale – język nie jest zbyt wymagający, co ułatwia sprawę. Piąty tom („Aż po grób”/„Cross My Heart, Hope to Die”) pochłonęłam po angielsku dwa lata temu i nie była to jakaś męcząca sprawa a jedynie podszlifowanie swoich umiejętności językowych. 

„Słodka zemsta” Sara Shepard, Moondrive 2016, str. 320

6/10 [niezła]

Gra w kłamstwa|Nigdy, przenigdy|Pozory mylą|Kłamstwo doskonałe|Aż po grób|Słodka zemsta
UDOSTĘPNIJ TEN POST

13 sierpnia 2017

#WstydźSię! – Jon Ronson

Nowa książka obecnego od wielu lat na listach bestsellerów Jona Ronsona – wciągająca i błyskotliwa opowieść o jednej z najbardziej niedocenianych sił rządzących światem: o wstydzie.

Przez ostatnie trzy lata Jon Ronson przemierzył cały świat, spotykając się z ludźmi, którzy zostali publicznie napiętnowani. To ludzie tacy jak my. Ludzie, którzy opublikowali w mediach społecznościowych kiepski żart albo popełnili jakiś błąd, wykonując swoją pracę. Kiedy ich wykroczenie zostało ujawnione, wściekły tłum rzucił im się do gardeł – byli wyszydzani, odsądzani od czci i wiary, czasem nawet zwalniani z pracy. 

Dzięki internetowi publiczne zawstydzanie przeżywa dziś renesans. Jesteśmy świadkami demokratyzacji sprawiedliwości. Milcząca większość w końcu doszła do głosu. Jak go wykorzystujemy? Jesteśmy bezlitośni w wytykaniu innym błędów. Tworzymy definicje normalności, rujnując życie tych, którzy nie spełniają naszych kryteriów. Używamy wstydu jako formy społecznej kontroli. 

„#WstydźSię!” to książka przejmująca, ale jednocześnie przesiąknięta typowym dla Jona Ronsona poczuciem humoru. Szczerze i wprost opowiada o naszym współczesnym życiu; uświadamia nam też, jak przerażającą rolę odgrywamy w zbierającej coraz większe żniwo wojnie wypowiedzianej ludzkim słabościom.//lubimyczytac.pl

str. 98
Dzięki znanemu brytyjskiemu dziennikarzowi Czytelnik ma możliwość poznania paru osobowości, które zostały w jakiś sposób napiętnowane przez społeczeństwo. Są to m.in. Jonah Lehrer, Justine Sacco, Hank, Mike Daisey. Autor opisuje każdą sytuację z osobna, która doprowadziła do tego, iż ci ludzie zostali zawstydzeni. Wbrew pozorom są to dosyć często spotykane przypadki – takie jak kłamstwo czy brak taktu, ale odbiły się echem w całym internecie i mediach społecznościowych. Zbulwersowani użytkownicy portalu Twitter czy Facebook nie są w stanie zostawić suchej nitki na człowieku, który dopuścił się czegoś takiego. Co najlepsze, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że My także jesteśmy tymi, którzy piętnują – okazujemy nieraz w zbyt drastyczny sposób nasze zdegustowanie czy dezaprobatę w stosunku do bliźniego. Z drugiej strony myślimy, że jesteśmy w sieci anonimowi. Tak niestety nie jest – każde słowo, które zostaje przez nas raz zapisane i wysłane, już nie znika i świadczy o tym, kim jesteśmy. 
„Ogromną zaletą mediów społecznościowych było to, że dały głos ludziom, którzy dotąd go nie mieli. Nie pozwólmy, żeby znów stały się światem, w którym najłatwiej przetrwać, siedząc cicho”
Cała książka Jona Ronsona mówi o wstydzie – uczuciu, kiedy człowiek pragnie zapaść się pod ziemię, czuje się wyobcowany i najzwyczajniej w świecie zbiera mu się na płacz. Dziennikarz wczuwa się w rolę detektywa i goni w ślad za upokorzeniem i ludźmi, którzy go doświadczyli. Bada go od podszewki, wspominając również i swoje nieprzyjemności (takie jak ta z botem podszywającym się pod niego). Niejednokrotnie potrafi rozbawić, ale tym samym w umyśle Czytelnika czai się świadomość, iż jest to temat, obok którego nie można przejść obojętnie.
„Kiedy zawstydzanie przypomina sterowany z oddali atak dronami, nikt nie zastanawia się, jak niszcząca może być nasza kolektywna siła. Płatek śniegu nigdy nie czuje się odpowiedzialny za lawinę”
„#WstydźSię!” zmusza przede wszystkim Czytelnika do refleksji nad tym, czy przypadkiem nie jestem tym, kto piętnuje drugiego. Według mnie każdy po lekturze tej pozycji powinien zastanowić się: co stałoby się, gdybym to ja stał się ofiarą wstydu? Wszyscy skrywamy jakiś sekret, którego nie chcielibyśmy wypuścić na światło dzienne. Pytanie tylko – czy uda nam się to kryć tak długo, aż nikt nie będzie miał ochoty na zawstydzenie nas? 
„Starając się zawstydzić innych, sięgamy po potężne narzędzie. Piętnowanie to działania represyjne, nieznające ograniczeń, coraz częściej stosowane i wywierające coraz bardziej odczuwalne skutki”

„#WstydźSię!” Jon Ronson, Wydawnictwo Insignis 2017, str. 336

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

9 sierpnia 2017

Emoji Book TAG

Od bardzo dawna na blogu nie pojawił się żaden book TAG, więc postanowiłam, że ten związany z emotkami będzie dobry na powrót tych postów do łask. Nominacja przyleciała do mnie od dobra.ksiazka już w maju, ale na Oxu Emoji Book TAG w pełnej krasie widnieje dopiero teraz ;)

Może nie tak całkowicie, ale moje serce poruszyło się po lekturze „Oblubienic wojny” Helen Bryan. Historia młodych kobiet, które w czasie wojny starały się robić wszystko, by pomóc innym, wywarła na mnie wielkie wrażenie. Do tego ich losy pokazują, iż trzeba coś poświęcić, aby w życiu zaczęło dziać się coś nowego.

Taką pozycją jest dla mnie „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” autorstwa Anny McPartlin. Nie chodzi nawet o samo zakończenie - całość książki jest emocjonująca i niezwykle pouczająca.

„WstydźSię!” dziennikarza Jona Ronsona niekiedy bawiła mnie do łez, ale i pozwoliła na dostrzeżenie niektórych spraw dotyczących dzisiejszego zawstydzania i tego, jak działa ono w mediach. Niesamowicie wciągająca książka!

W tej kategorii mieści się „Gen atlantydzki” A.G. Ridlle. Książka konkretna pod względem grubości, ale równie dobra.

I tutaj następuje moment, którego nie darzę pozytywnym uczuciem - nie jestem w stanie przypomnieć sobie takiego książkowego. Zapełnię jednak tę kategorię postacią z filmu „Spider-Man: Homecoming”, a jest nią Vulture, który przede wszystkim skradł moje serce tym, iż nie był kimś, kto ma obsesję na punkcie końca całego świata/Ziemii. 

Z pewnością jest to pozycja „Potomkowie”, w której to Tosca Lee zapewniła Czytelnikowi ciągłą akcję z miejsca na miejsce.

Do głowy przychodzi mi trochę propozycji, ale wspomnę tu o książce „Kroniki Blackwell. Wilki Lokiego” wspólnie napisanej przez K.L. Armstrong oraz M.A. Marr. Chociaż seria „Inni” od Bishop też się tutaj nada!

Nie jestem w stanie dokończyć „Brudnego świata” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i przez tę książkę nie mam też ochoty sięgać po jej twórczość.

Nikogo chyba nie zaskoczę, jeśli wymienię „W śnieżną noc” takich autorów jak Green, Johnson i Myracle. 

I tutaj polegnę całkowicie, ponieważ nie przypominam sobie, bym się z czymś takim spotkała. Może Wam się coś przypomina? ;)

Nominuję:
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 sierpnia 2017

Zapowiedzi - sierpień

Sierpień może i nie zadziwia ilością nowości, ale parę interesujących mnie premier znalazłam. Przekonajmy się, czy również na nie czekacie i czy macie ochotę je przeczytać!

„Bez uczuć” Mia Sheridan
Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa. Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony... Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?

„Dziewczyna z Brooklynu” Guillaume Musso
Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna znikła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

„Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” Jung Chang
Książka, która poruszyła czytelników na całym świecie. Nie można jej przeczytać tylko w Chinach, gdzie wciąż jest zakazana przez władze.
Przejmująca opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny, której doświadczenia tworzą niezwykły obraz przemian, jakie dokonały się w Chinach.
Babka autorki zgodnie ze starą tradycją miała zabandażowane stopy, a rodzice przeznaczyli ją na konkubinę generała. Matka stała się zaangażowaną komunistką walczącą o nowe Chiny. Jednak gdy razem z mężem zaczęli dostrzegać okrucieństwo Mao, oboje doświadczyli bezwzględnych prześladowań podczas Rewolucji Kulturalnej, byli torturowani i zostali zesłani do obozów pracy. Mała Jung dorastała jako Pionierka z Czerwoną Książeczką pod pachą, ale jako młoda kobieta zdecydowała się skorzystać z cudem nadarzającej się okazji i opuścić swój kraj na zawsze. Mieszkając w Londynie, napisała książkę, która pozwoliła zrozumieć światu, czym tak naprawdę są współczesne Chiny.

„We wspólnym rytmie” Jojo Moyes
Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie…
Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.
Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?
„We wspólnym rytmie” to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.
Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.

„Fałszywy pocałunek” Mary E. Pearson
Tę książkę już z pewnością znacie - na Oxu pojawiła się jej recenzja: link. Mogę ją gorąco polecić!

„Zaklinacz ognia” Cinda Williams Chima
Trwa wojna między królestwami Arden i Fellsmarch. Władca Ardenu Gerard nie cofnie się przed niczym, żeby zapanować nad całym kontynentem – nawet przed zniewoleniem czarodziejów. Na jego drodze staje jednak dwoje ludzi, których uczucia zranił za bardzo.
Adrian, syn Wielkiego Maga i królowej Fellsmarchu, marzy o tym, by zostać magicznym uzdrowicielem. Gdy jego ojciec ginie w zasadzce wroga, poprzysięga zemstę i doskonali znajomość trucizn. Jenna ma na karku tajemnicze znamię, a jej serce bije w rytm płomieni. Przez lata zmuszana była do pracy w kopalniach miasta Delphi. Przyłącza się do walki, gdy żołnierze Ardenu zabijają jej przyjaciół.
Wspólny cel splata losy Adriana i Jenny na ardeńskim dworze. Aby pokonać Gerarda, będą musieli odnaleźć się w świecie, gdzie nie ma prostego podziału na dobrych i złych, wśród ryzykownych sojuszy i pałacowych intryg. Równie niebezpieczna okaże się prawda o ich przeznaczeniu...

„Milion odsłon Tash” Kathryn Ormsbee
Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.
Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie „Anny Kareniny” Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”.
Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów… Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Nominacja do najważniejszej nagrody vlogerów staje się dla niej ukoronowaniem ciężkiej pracy.
Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

„Forget me always” Sara Wolf
Minęło czternaście tygodni, odkąd Isis Blake przeniosła się do nowej szkoły (i trzy lata, dwadzieścia pięć tygodni i pięć dni, odkąd nie była zakochana, i jeśli uda jej się zrealizować plan, ten licznik będzie bił w nieskończoność). Podczas tych czternastu tygodni poznała Jacka Huntera – wroga, który stał się być może kimś więcej – dzięki jego odwadze przeżyła brutalną napaść agresywnego byłego swojej matki, a zaraz potem całkiem o Jacku zapomniała.
Jedynym jasnym punktem jest w jej życiu Sophia, tajemnicza dziewczyna, z którą Isis dzieli pobyt w szpitalu i zamgloną znajomość z Jackiem.
Gdy wspomnienia wracają, jest jej coraz trudniej oprzeć się uczuciom. A Jack nie jest w stanie trzymać się z daleka od jedynej dziewczyny, która stopiła lód jego serca. Gdy wychodzą na jaw mroczne sekrety otaczające Sophię, Isis uświadamia sobie, że Jack nie jest tym, za kogo go miała. Zaczyna dostawać przerażające anonimowe maile, które paradoksalnie mogą ocalić ją przed czymś jeszcze gorszym: przed jej przeszłością.

Wszystkie opisy pochodzą z portalu lubimyczytac.pl.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 lipca 2017

Fałszywy pocałunek - Mary E. Pearson [przedpremierowo]

źródło
Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighanów, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic - i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.//lubimyczytac.pl
„Fałszywy pocałunek” to książka, która uwielbia wodzić Czytelnika za nos i sprawiać, byśmy wpadali w pułapki zastawione przez samą autorkę - Mary E. Pearson. Nie sposób zapomnieć o tym, co wyczyniało się na kartach tej powieści, ponieważ niektóre rzeczy potrafią naprawdę wprawić w osłupienie. Szczególnie jeden celowy zabieg Pearson wbił mnie w fotel i myślałam już, że coś źle zrozumiałam, pominęłam lub w ogóle nie ogarnęłam (moja reakcja była zbliżona do tej Chrisa zamieszczonej obok). Z tego powodu wracałam się do niektórych początkowych rozdziałów i czytałam je ponownie, by móc poukładać sobie to wszystko w głowie. Początkowo uważałam, że to jakaś pomyłka, wdarł się jakiś chaos przy tłumaczeniu, jednak po rozmowie z Kasią z Parę słów o książkach i recenzji Wybrednej Marudy (link)
jestem prawie pewna, iż było to celowe. Nie zdziwcie się więc, gdy zobaczycie, że narracja prowadzona jest z punktu widzenia Lii, księcia, zabójcy, Kadena oraz Rafe'a – w swoim czasie zrozumiecie dlaczego.

Brakowało mi ostatnio czegoś w książkach, które przewijały mi się przez ręce, lecz nie potrafiłam sprecyzować dokładnie czego. Po lekturze „Fałszywego pocałunku” wreszcie mogłam poczuć, iż ta pustka po trochu się zapełnia. Pierwszy tom „Kronik Ocalałych” dostarczył mi od groma emocji i, chociaż występuje tam relacja tak znienawidzona przez większość Czytelników – trójkąt miłosny, nie byłam w stanie oderwać się choć na moment od lektury. Więzi pomiędzy Lią, księciem oraz zabójcą na całe szczęście nie przyćmiewały innych wątków w historii, co w innych powieściach zdarza się dosyć często. Odetchnęłam z ulgą, kiedy prawie od samego początku wciągnęłam się w losy księżniczki Morrighan i nie miałam z tym żadnego problemu, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ ostatnimi czasy miałam z tym niemałe problemy. Sądzę, że stoi za tym także język, który nie jest infantylny, lecz wzbogacony opisami ułatwiającymi wyobrażenie poszczególnych sytuacji bądź wyglądu i z drugiej strony nie są przesadzone lub podkoloryzowane.

Świetnym posunięciem jest wzbogacenie tekstu oryginalnym językiem, którym posługują się vendańscy ludzie oraz fragmentami m.in. Pieśni Vendy - nadało to trochę oryginalności całej historii. Czymś, czego jednakże nie pochwalam, jest zrezygnowanie z amerykańskiej okładki, która jest o niebo lepsza od tej niedługo już dostępnej u nas w kraju.

amerykańska vs polska okładka
Jeśli jesteście spragnieni dobrego kawałka połączenia fantastyki i małego romansu, „Fałszywy pocałunek” jest specjalnie dla Was. Na kartach tej powieści czai się świat, który tylko czeka, aż się w nim zanurzymy. A kiedy już to się stanie, nie będzie odwrotu!

„Fałszywy pocałunek” Mary E. Pearson, Wydawnictwo Initium 2017, str. 544

9/10 [rewelacja]

PREMIERA: 03.08.2017!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

19 lipca 2017

Chłopak, który o mnie walczył - Kirsty Moseley

Czasem musisz odejść…
Rozstanie z Jamiem było dla Ellie najtrudniejszą rzeczą, z jaką musiała się zmierzyć. Rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, u boku nowego mężczyzny. Tragedia rodzinna zmusza ją jednak do powrotu do domu. Ellie jest przekonana, że wyleczyła 
się z Jamiego – zapomniała o namiętności i złamanym sercu. Jednak gdy tylko się spotykają, ich miłość odnawia się ze zdwojoną siłą.
Czasem zostajesz i walczysz…
Jamie wie, co to ból. Doświadczył go, walcząc o życie w więzieniu. Ale nic nie może się równać z bólem, jaki czuł, gdy Ellie wyjechała. Gdy niespodziewanie wróciła, Jamie nie zamierza jej już nigdy stracić.
Ellie nadal kocha Jamiego, ale nie może się pogodzić z jego przeszłością. A on ma groźnych wrogów, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby go dopaść.//lubimyczytac.pl

Pomimo tego, że Ellie już trochę w życiu przeszła, kapryśny los o niej nie zapomniał. Kiedy wydawało się, że wszystko jest w porządku i dziewczyna ma poukładane życie, wydarzyło się coś strasznego - a jakże. Jak mówią, licho nie śpi. Jeden wypadek potrafił spowodować kolejne zmiany i to dość bolesne, jednak nieuniknione. Jak Ellie poradzi sobie z powrotem do rodzinnego domu i wspomnieniami nieustannie ją prześladującymi?

Jak wspominałam w recenzji poprzedniej części („Chłopak, który chciał zacząć od nowa”), bałam się, iż autorka wykorzystała cały potencjał historii Ellie i Jamiego: że nie zostało nic, na czym można oprzeć fabułę i stanie się ona tym samym kolejnym powielonym schematem. Po części moje obawy były bezpodstawne, a po części okazały się prawdziwe, bowiem schematyczności autorka się niestety nie pozbyła. Znalazła za to coś, na czym mogła zahaczyć akcję - tragiczny wypadek rodziców głównej bohaterki, wokół którego wszystko zaczęło się kręcić. Stał się punktem zwrotnym, który także w pewien sposób zmusił bohaterów do ponownego spotkania.

Przez pierwszą połowę książki było mi ciężko przebrnąć, zastanawiałam się nawet, czy już przypadkiem nie „przejadły” mi się takie historie. Kiedy jednak przysiadłam zdecydowanie do skończenia tej powieści za jednym razem, zrobiło się lepiej - akcja sobie leciała, nabierało to jakiegoś tam sensu. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” postawił poprzeczkę, której niestety „Chłopak, który o mnie walczył” nie zdołał dorównać. Jak dla mnie, losy Ellie i Jamiego mogły zakończyć się na poprzednim tomie, ponieważ w życiu nie wszystko kończy się kolorowo, na co mógłby być dobry przykład.

„Chłopak, który o mnie walczył” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 336

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

7 lipca 2017

Podsumowanie półroczne

Ostatnio było mnie mało, więc zmotywowana wypoczynkiem postanowiłam stworzyć podsumowanie pierwszego półrocza 2017, w którym pokażę Wam, co udało mi się przeczytać, czy opublikować. Jeśli jesteście ciekawi, jak było u mnie z serialami, koniecznie wspomnijcie w komentarzu - stworzę osobny post, ponieważ ten wyszedł trochę długi :)

Łącznie dotychczas przeczytałam osiemnaście książek, które widzicie na grafice powyżej. Jak tak dalej będzie mi szło, nie ukończę w tym roku nawet akcji Przeczytam 52 książki w 2017 roku! Trudno, przecież to tylko wyzwanie ;)

Analizując kolejno przedstawione pozycje, zacznę od książki, którą jako pierwszą miałam pod patronatem - mowa o „Berle Zniszczenia” rodzimej pisarki, Elizy Drogosz. „Rywalki”, jak i następne dwie części serii zatytułowanej w ten sam sposób, były dla mnie dobrą i nieoczekiwaną odskocznią - pewnego dnia postanowiłam sprawdzić, co w trawie piszczy i po poprzestaniu na „Jedynej” zadowolona i usatysfakcjonowana zakończyłam swoją przygodę z dorobkiem Kiery Cass - i nie, nie zamierzam psuć sobie mojej opinii nowelkami czy dodatkami, to nie dla mnie. „Assassin's Creed” to coś, co mnie absolutnie uwiodło w wersji papierowej jak i filmowej, chociaż jedno od drugiego za wiele się nie różniło. Za to „Pretty Little Liars. Pożądane” to było chyba moje ostatnie spotkanie z kłamczuchami, jeśli chodzi o ich przygody spisane przez Sarę Shepard. Nie wiem też, czy jest sens zabierać się z powrotem za serial, skoro turecka odsłona (Tatlı Küçük Yalancilar) jest o niebo lepsza. Lektury szkolne udało mi się przeczytać dwie: „Mistrza i Małgorzatę” oraz „Makbeta”. Pierwsza, mimo że pochłonięcie jej zajęło mi dużo czasu, przypadła mi do gustu jak prawie żadna inna lektura wcześniej. Następnie pojawia się „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” od Kirsty Moseley, czyli książka, która jeszcze była dla mnie przyjemna (obecnie jestem w trakcie czytania drugiej części i mam powoli dosyć...). „Szóstka Wron” Bardugo okazała się być pozycją fantastyczną, aż żałuję, iż nie podzieliłam się z Wami zaraz po przeczytaniu moimi refleksjami na jej temat! Może po poznaniu tomu drugiego to zrobię, trzymajmy kciuki. „Firstlife. Pierwsze życie” - nie do końca wykorzystany potencjał historii o życiu po śmierci w wersji młodzieżowej. „Pod samym niebem” to mniej interesująca kontynuacja recenzowanego przeze mnie jeszcze w zeszłym roku „Podniebnego lotu” R.K. Lilley. Totalnym spontanem było pochłonięcie „Love me never” Sary Wolf dzięki poleceniu Sylwii z My Books My Life. O „#WstydźSię!” Jona Ronsona jeszcze przeczytacie na blogu, to samo tyczy się „Lata Eden” Liz Flanagan. „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to kolejna powieść Kirsty Moseley, która wbiła się już chyba w swój schematyczny rytm i jak na razie z niego chyba nie ma zamiaru zrezygnować. „Żyj szybko, kochaj głęboko” Samanthy Young stała się dla mnie takim swoistym książkowym przerywnikiem, odskocznią, więc recenzji żadnej nie spodziewam się napisać - mogę jedynie Wam ją polecić. Na sam koniec powieść, o której od niedawna słychać za sprawą jej premiery na początku bieżącego miesiąca - „Piękne złamane serca” Sary Barnard.

Na blogu ponadto ukazało się parę tekstów typu zapowiedzi czy polecenia tematycznych książek, jednak chciałabym jeszcze wspomnieć o zmianie wyglądu strony, która nastąpiła gdzieś w maju i po długim czasie różowe tony zostały zastąpione przez te złote. Blokotek jest niezastąpiony! Nie mogłabym także zapomnieć o kochanej Myuri, która wykonała dla mnie nagłówek, który możecie cały czas podziwiać! Jej fanpage: Po prostu Myuri
UDOSTĘPNIJ TEN POST

5 lipca 2017

Piękne złamane serca - Sara Barnard [premiera]

Caddy i Rosie są nierozłączne. Bardzo się różnią, ale to tylko je do siebie zbliża. Gdy Caddy kończy szesnaście lat, zdaje sobie sprawę, że chciałaby być taka jak jej przyjaciółka – pewna siebie, przebojowa i zabawna. Wtedy w ich życie wkracza śliczna oraz – jak się okazuje – skrywająca pewną tajemnicę Suzanne. I wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Przeszłość Suzanne stopniowo wychodzi na jaw, teraźniejszość wymyka się spod kontroli, a Caddy zaczyna dostrzegać, że problemy mogą być bardzo ekscytujące. Jednak budowanie przyjaźni i próby zaleczenia starych ran są dużo boleśniejsze, niż którakolwiek z dziewczyn się spodziewa. Caddy wkrótce przekonuje się, że kłopoty potrafią się mnożyć w niesłychanym tempie.//lubimyczytac.pl

Większość książek, które wpadają w moje ręce, opowiada o miłości romantycznej, tej odczuwanej w stosunku do swojego partnera życiowego. Są jednak inne rodzaje tego uczucia, przykładowo ta skierowana ku swojej rodzinie. Nie można zapomnieć o bardzo zbliżonej relacji, jaką jest przyjaźń - to właśnie tej formie miłości Sara Barnard postanowiła poświęcić swoją powieść zatytułowaną „Piękne złamane serca”. Może się wydawać, że przecież niedawno na rynku pojawiła się też inna książka poruszająca tę tematykę - „Lato Eden” Liz Flanagan - i  pewnie jest to jedno i to samo, lecz nic bardziej mylnego! Owszem, głównym aspektem obu tych powieści jest oczywiście przyjaźń, aczkolwiek historie w nich przedstawione różnią się i to znacznie.

Caddy i Rosie to przyjaciółki z długoletnim stażem pomimo odmiennych charakterów oraz szkół, do których uczęszczają. Wydawać by się mogło, iż nic nie jest w stanie ich rozdzielić, gdy nagle pojawia się Suzanne, która nieświadomie zamiesza nieraz w ich życiu. Ta dziewczyna stała się czymś, co spowodowało lawinę nieoczekiwanych wydarzeń, które wprawiły w osłupienie wiele osób. Najbardziej było to widoczne w zachowaniu Caddy, która z cichej i bezproblemowej uczennicy prywatnej szkoły zmieniła się na gorsze pod wpływem swojej nowej przyjaciółki.
„Pomaganie komuś, kto stracił kontrolę nad życiem, nie polega na przystawaniu na wszystko, tylko na mówieniu: NIE
W historii Sary Barnard najbardziej spodobało mi się przedstawienie relacji pomiędzy Caddy, Rosie oraz Suzanne - taka istnieje naprawdę. W przyjaźni zdarzają się wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, ale najważniejsze, by zawsze trzymać się razem, dbać o przyjaciół, których się ma. Każdy zmienia się pod wpływem ludzi, którzy go otaczają, dlatego powinniśmy dobrze ich dobierać. Bardzo często zdarza się jednak tak, że człowiek zaczyna upadać i popełniać błędy - książkowym takim przykładem Sara uczyniła Caddy - ślepo i naiwnie podążającą za Suze, która potrzebowała jej towarzystwa, by uświadomić sobie, iż jest ktokolwiek, na kim mogłaby się oprzeć.

Poruszenie kwestii przemocy domowej okazał się dobrym ruchem ze strony autorki, ponieważ jest ona wciąż tematem tabu - zwłaszcza dla ludzi jej doświadczających. Historia pokazuje, jakie są skutki braku odpowiedniej reakcji ze strony najbliższej osoby. Jeśli myślicie, iż z biegiem czasu jest po prostu lepiej, mylicie się - bez odpowiedniej pomocy robi się tylko coraz gorzej, Suzanne nieświadomie krzywdzi tylko innych i nieustannie się buntuje. Nie pozwólmy, by takie rzeczy działy się obok nas - rozmawiajmy i nie bądźmy obojętni na los tych, którzy nas otaczają. Na końcu książki zostały zamieszczone numery telefonów do m.in. Kryzysowego Telefonu Zaufania czy innych stowarzyszeń i fundacji stworzonych do pomocy.

Polecam „Piękne złamane serca” osobom, które pragną poznać historię przyjaźni oraz dziewczyny, która ucieka od traumatycznych wspomnień przeżyć, które nie powinny mieć miejsca w żadnej rodzinie.

„Piękne złamane serca” Sara Barnard, Wydawnictwo Insignis 2017, str. 350

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 czerwca 2017

Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, jak ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście. Jednak zanim się okaże, czy mogą być razem, będą musieli walczyć o życie. //lubimyczytac.pl

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” jest kontynuacją historii Anny i Ashtona - córki przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz osobistego ochroniarza, który ze względów jej bezpieczeństwa staje się dla świata jej drugą połówką.

Z każdą kolejną przeczytaną książką Kirsty Moseley coraz bardziej się nimi nudzę, ponieważ autorka zaczyna stosować podobne motywy i nawet jeśli okoliczności i sytuacja bohatera jest inna, przeważnie sprowadza się do tego samego i każda historia kończy się tak samo. W tym wypadku nie czytałam pierwszej części, jednak nie żałuję tego i możliwe, że nawet tego nie zrobię, ponieważ szkoda mi na to czasu - prawie wszystkiego dowiedziałam się z pozycji, którą mam dzisiaj na tapecie. Zmierzam do tego, iż mimo dużej różnicy w fabule „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” kojarzy mi się z „Chłopakiem, który zakradał się do mnie przez okno”. Jest to chyba spowodowane wątkiem związanym z przemocą i pewną tajemnicą, która ugryziona została w tej historii w inny sposób, jednak i tak za bardzo po przeczytaniu przypomina mi wrażenia po tamtej lekturze. Więcej nie zdradzę, bo ze spojlerami się nie lubimy!

Irytującą rzeczą była zbyt harmonijna akcja przez prawie dwieście stron, po czym nagle wszystko nabrało tempa i niespodziewanie zaczęło się dziać coś więcej (chociaż nie było nawet się czym ekscytować, bo wcześniej w książce wspomniano o paru rzeczach, które jasno wskazywały na to, co dziać się miało dalej). Przewidywalność to nie jedyna wada przedstawionej historii - relacje Annabelle i Ashtona w pewnych momentach aż ociekały słodyczą, było tego dla mnie za dużo, ponieważ główny bohater został przesadnie wyidealizowany - jak zresztą większość postaci w tego typu książkach. Jak wspomniałam, mamy tu do czynienia ze schematycznością - płeć żeńska w opałach i książę ją ratujący, tylko w trochę innym wydaniu. Nie zmienia to faktu, że to wszystko już było.

To nie tak, że „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to książka, która ma same minusy. Jest wciągająca, pomaga zapomnieć choć na chwilkę o tym, co dzieje się wokół nas, a to, że historia nie jest bardzo prawdopodobna i realna, może akurat komuś się spodobać, kto wie? Nie przekreślam całkowicie twórczości autorki - myślę, iż kiedyś dam jej jeszcze szansę, ale [mam nadzieję] z innymi bohaterami i w innych okolicznościach, ponieważ tym razem było naprawdę średnio.

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str.336

5/10 [średnia]

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.