13 sierpnia 2017

#WstydźSię! – Jon Ronson

Nowa książka obecnego od wielu lat na listach bestsellerów Jona Ronsona – wciągająca i błyskotliwa opowieść o jednej z najbardziej niedocenianych sił rządzących światem: o wstydzie.

Przez ostatnie trzy lata Jon Ronson przemierzył cały świat, spotykając się z ludźmi, którzy zostali publicznie napiętnowani. To ludzie tacy jak my. Ludzie, którzy opublikowali w mediach społecznościowych kiepski żart albo popełnili jakiś błąd, wykonując swoją pracę. Kiedy ich wykroczenie zostało ujawnione, wściekły tłum rzucił im się do gardeł – byli wyszydzani, odsądzani od czci i wiary, czasem nawet zwalniani z pracy. 

Dzięki internetowi publiczne zawstydzanie przeżywa dziś renesans. Jesteśmy świadkami demokratyzacji sprawiedliwości. Milcząca większość w końcu doszła do głosu. Jak go wykorzystujemy? Jesteśmy bezlitośni w wytykaniu innym błędów. Tworzymy definicje normalności, rujnując życie tych, którzy nie spełniają naszych kryteriów. Używamy wstydu jako formy społecznej kontroli. 

„#WstydźSię!” to książka przejmująca, ale jednocześnie przesiąknięta typowym dla Jona Ronsona poczuciem humoru. Szczerze i wprost opowiada o naszym współczesnym życiu; uświadamia nam też, jak przerażającą rolę odgrywamy w zbierającej coraz większe żniwo wojnie wypowiedzianej ludzkim słabościom.//lubimyczytac.pl

str. 98
Dzięki znanemu brytyjskiemu dziennikarzowi Czytelnik ma możliwość poznania paru osobowości, które zostały w jakiś sposób napiętnowane przez społeczeństwo. Są to m.in. Jonah Lehrer, Justine Sacco, Hank, Mike Daisey. Autor opisuje każdą sytuację z osobna, która doprowadziła do tego, iż ci ludzie zostali zawstydzeni. Wbrew pozorom są to dosyć często spotykane przypadki – takie jak kłamstwo czy brak taktu, ale odbiły się echem w całym internecie i mediach społecznościowych. Zbulwersowani użytkownicy portalu Twitter czy Facebook nie są w stanie zostawić suchej nitki na człowieku, który dopuścił się czegoś takiego. Co najlepsze, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że My także jesteśmy tymi, którzy piętnują – okazujemy nieraz w zbyt drastyczny sposób nasze zdegustowanie czy dezaprobatę w stosunku do bliźniego. Z drugiej strony myślimy, że jesteśmy w sieci anonimowi. Tak niestety nie jest – każde słowo, które zostaje przez nas raz zapisane i wysłane, już nie znika i świadczy o tym, kim jesteśmy. 
„Ogromną zaletą mediów społecznościowych było to, że dały głos ludziom, którzy dotąd go nie mieli. Nie pozwólmy, żeby znów stały się światem, w którym najłatwiej przetrwać, siedząc cicho”
Cała książka Jona Ronsona mówi o wstydzie – uczuciu, kiedy człowiek pragnie zapaść się pod ziemię, czuje się wyobcowany i najzwyczajniej w świecie zbiera mu się na płacz. Dziennikarz wczuwa się w rolę detektywa i goni w ślad za upokorzeniem i ludźmi, którzy go doświadczyli. Bada go od podszewki, wspominając również i swoje nieprzyjemności (takie jak ta z botem podszywającym się pod niego). Niejednokrotnie potrafi rozbawić, ale tym samym w umyśle Czytelnika czai się świadomość, iż jest to temat, obok którego nie można przejść obojętnie.
„Kiedy zawstydzanie przypomina sterowany z oddali atak dronami, nikt nie zastanawia się, jak niszcząca może być nasza kolektywna siła. Płatek śniegu nigdy nie czuje się odpowiedzialny za lawinę”
„#WstydźSię!” zmusza przede wszystkim Czytelnika do refleksji nad tym, czy przypadkiem nie jestem tym, kto piętnuje drugiego. Według mnie każdy po lekturze tej pozycji powinien zastanowić się: co stałoby się, gdybym to ja stał się ofiarą wstydu? Wszyscy skrywamy jakiś sekret, którego nie chcielibyśmy wypuścić na światło dzienne. Pytanie tylko – czy uda nam się to kryć tak długo, aż nikt nie będzie miał ochoty na zawstydzenie nas? 
„Starając się zawstydzić innych, sięgamy po potężne narzędzie. Piętnowanie to działania represyjne, nieznające ograniczeń, coraz częściej stosowane i wywierające coraz bardziej odczuwalne skutki”

„#WstydźSię!” Jon Ronson, Wydawnictwo Insignis 2017, str. 336

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

9 sierpnia 2017

Emoji Book TAG

Od bardzo dawna na blogu nie pojawił się żaden book TAG, więc postanowiłam, że ten związany z emotkami będzie dobry na powrót tych postów do łask. Nominacja przyleciała do mnie od dobra.ksiazka już w maju, ale na Oxu Emoji Book TAG w pełnej krasie widnieje dopiero teraz ;)

Może nie tak całkowicie, ale moje serce poruszyło się po lekturze „Oblubienic wojny” Helen Bryan. Historia młodych kobiet, które w czasie wojny starały się robić wszystko, by pomóc innym, wywarła na mnie wielkie wrażenie. Do tego ich losy pokazują, iż trzeba coś poświęcić, aby w życiu zaczęło dziać się coś nowego.

Taką pozycją jest dla mnie „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” autorstwa Anny McPartlin. Nie chodzi nawet o samo zakończenie - całość książki jest emocjonująca i niezwykle pouczająca.

„WstydźSię!” dziennikarza Jona Ronsona niekiedy bawiła mnie do łez, ale i pozwoliła na dostrzeżenie niektórych spraw dotyczących dzisiejszego zawstydzania i tego, jak działa ono w mediach. Niesamowicie wciągająca książka!

W tej kategorii mieści się „Gen atlantydzki” A.G. Ridlle. Książka konkretna pod względem grubości, ale równie dobra.

I tutaj następuje moment, którego nie darzę pozytywnym uczuciem - nie jestem w stanie przypomnieć sobie takiego książkowego. Zapełnię jednak tę kategorię postacią z filmu „Spider-Man: Homecoming”, a jest nią Vulture, który przede wszystkim skradł moje serce tym, iż nie był kimś, kto ma obsesję na punkcie końca całego świata/Ziemii. 

Z pewnością jest to pozycja „Potomkowie”, w której to Tosca Lee zapewniła Czytelnikowi ciągłą akcję z miejsca na miejsce.

Do głowy przychodzi mi trochę propozycji, ale wspomnę tu o książce „Kroniki Blackwell. Wilki Lokiego” wspólnie napisanej przez K.L. Armstrong oraz M.A. Marr. Chociaż seria „Inni” od Bishop też się tutaj nada!

Nie jestem w stanie dokończyć „Brudnego świata” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i przez tę książkę nie mam też ochoty sięgać po jej twórczość.

Nikogo chyba nie zaskoczę, jeśli wymienię „W śnieżną noc” takich autorów jak Green, Johnson i Myracle. 

I tutaj polegnę całkowicie, ponieważ nie przypominam sobie, bym się z czymś takim spotkała. Może Wam się coś przypomina? ;)

Nominuję:
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 sierpnia 2017

Zapowiedzi - sierpień

Sierpień może i nie zadziwia ilością nowości, ale parę interesujących mnie premier znalazłam. Przekonajmy się, czy również na nie czekacie i czy macie ochotę je przeczytać!

„Bez uczuć” Mia Sheridan
Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa. Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony... Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?

„Dziewczyna z Brooklynu” Guillaume Musso
Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna znikła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

„Dzikie łabędzie. Trzy córki Chin” Jung Chang
Książka, która poruszyła czytelników na całym świecie. Nie można jej przeczytać tylko w Chinach, gdzie wciąż jest zakazana przez władze.
Przejmująca opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny, której doświadczenia tworzą niezwykły obraz przemian, jakie dokonały się w Chinach.
Babka autorki zgodnie ze starą tradycją miała zabandażowane stopy, a rodzice przeznaczyli ją na konkubinę generała. Matka stała się zaangażowaną komunistką walczącą o nowe Chiny. Jednak gdy razem z mężem zaczęli dostrzegać okrucieństwo Mao, oboje doświadczyli bezwzględnych prześladowań podczas Rewolucji Kulturalnej, byli torturowani i zostali zesłani do obozów pracy. Mała Jung dorastała jako Pionierka z Czerwoną Książeczką pod pachą, ale jako młoda kobieta zdecydowała się skorzystać z cudem nadarzającej się okazji i opuścić swój kraj na zawsze. Mieszkając w Londynie, napisała książkę, która pozwoliła zrozumieć światu, czym tak naprawdę są współczesne Chiny.

„We wspólnym rytmie” Jojo Moyes
Dobry jeździec wie, że ma tylko jedną szansę, aby zaskarbić sobie szacunek konia. Wie też, że przez jeden wybuch gniewu może na zawsze stracić jego zaufanie. Konia można bowiem skrzywdzić tylko raz. Potem latami odbudowuje się zerwaną relację. Z ludźmi bywa podobnie…
Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.
Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?
„We wspólnym rytmie” to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.
Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.

„Fałszywy pocałunek” Mary E. Pearson
Tę książkę już z pewnością znacie - na Oxu pojawiła się jej recenzja: link. Mogę ją gorąco polecić!

„Zaklinacz ognia” Cinda Williams Chima
Trwa wojna między królestwami Arden i Fellsmarch. Władca Ardenu Gerard nie cofnie się przed niczym, żeby zapanować nad całym kontynentem – nawet przed zniewoleniem czarodziejów. Na jego drodze staje jednak dwoje ludzi, których uczucia zranił za bardzo.
Adrian, syn Wielkiego Maga i królowej Fellsmarchu, marzy o tym, by zostać magicznym uzdrowicielem. Gdy jego ojciec ginie w zasadzce wroga, poprzysięga zemstę i doskonali znajomość trucizn. Jenna ma na karku tajemnicze znamię, a jej serce bije w rytm płomieni. Przez lata zmuszana była do pracy w kopalniach miasta Delphi. Przyłącza się do walki, gdy żołnierze Ardenu zabijają jej przyjaciół.
Wspólny cel splata losy Adriana i Jenny na ardeńskim dworze. Aby pokonać Gerarda, będą musieli odnaleźć się w świecie, gdzie nie ma prostego podziału na dobrych i złych, wśród ryzykownych sojuszy i pałacowych intryg. Równie niebezpieczna okaże się prawda o ich przeznaczeniu...

„Milion odsłon Tash” Kathryn Ormsbee
Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.
Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie „Anny Kareniny” Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”.
Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów… Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Nominacja do najważniejszej nagrody vlogerów staje się dla niej ukoronowaniem ciężkiej pracy.
Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

„Forget me always” Sara Wolf
Minęło czternaście tygodni, odkąd Isis Blake przeniosła się do nowej szkoły (i trzy lata, dwadzieścia pięć tygodni i pięć dni, odkąd nie była zakochana, i jeśli uda jej się zrealizować plan, ten licznik będzie bił w nieskończoność). Podczas tych czternastu tygodni poznała Jacka Huntera – wroga, który stał się być może kimś więcej – dzięki jego odwadze przeżyła brutalną napaść agresywnego byłego swojej matki, a zaraz potem całkiem o Jacku zapomniała.
Jedynym jasnym punktem jest w jej życiu Sophia, tajemnicza dziewczyna, z którą Isis dzieli pobyt w szpitalu i zamgloną znajomość z Jackiem.
Gdy wspomnienia wracają, jest jej coraz trudniej oprzeć się uczuciom. A Jack nie jest w stanie trzymać się z daleka od jedynej dziewczyny, która stopiła lód jego serca. Gdy wychodzą na jaw mroczne sekrety otaczające Sophię, Isis uświadamia sobie, że Jack nie jest tym, za kogo go miała. Zaczyna dostawać przerażające anonimowe maile, które paradoksalnie mogą ocalić ją przed czymś jeszcze gorszym: przed jej przeszłością.

Wszystkie opisy pochodzą z portalu lubimyczytac.pl.
UDOSTĘPNIJ TEN POST

26 lipca 2017

Fałszywy pocałunek - Mary E. Pearson [przedpremierowo]

źródło
Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighanów, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic - i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.//lubimyczytac.pl
„Fałszywy pocałunek” to książka, która uwielbia wodzić Czytelnika za nos i sprawiać, byśmy wpadali w pułapki zastawione przez samą autorkę - Mary E. Pearson. Nie sposób zapomnieć o tym, co wyczyniało się na kartach tej powieści, ponieważ niektóre rzeczy potrafią naprawdę wprawić w osłupienie. Szczególnie jeden celowy zabieg Pearson wbił mnie w fotel i myślałam już, że coś źle zrozumiałam, pominęłam lub w ogóle nie ogarnęłam (moja reakcja była zbliżona do tej Chrisa zamieszczonej obok). Z tego powodu wracałam się do niektórych początkowych rozdziałów i czytałam je ponownie, by móc poukładać sobie to wszystko w głowie. Początkowo uważałam, że to jakaś pomyłka, wdarł się jakiś chaos przy tłumaczeniu, jednak po rozmowie z Kasią z Parę słów o książkach i recenzji Wybrednej Marudy (link)
jestem prawie pewna, iż było to celowe. Nie zdziwcie się więc, gdy zobaczycie, że narracja prowadzona jest z punktu widzenia Lii, księcia, zabójcy, Kadena oraz Rafe'a – w swoim czasie zrozumiecie dlaczego.

Brakowało mi ostatnio czegoś w książkach, które przewijały mi się przez ręce, lecz nie potrafiłam sprecyzować dokładnie czego. Po lekturze „Fałszywego pocałunku” wreszcie mogłam poczuć, iż ta pustka po trochu się zapełnia. Pierwszy tom „Kronik Ocalałych” dostarczył mi od groma emocji i, chociaż występuje tam relacja tak znienawidzona przez większość Czytelników – trójkąt miłosny, nie byłam w stanie oderwać się choć na moment od lektury. Więzi pomiędzy Lią, księciem oraz zabójcą na całe szczęście nie przyćmiewały innych wątków w historii, co w innych powieściach zdarza się dosyć często. Odetchnęłam z ulgą, kiedy prawie od samego początku wciągnęłam się w losy księżniczki Morrighan i nie miałam z tym żadnego problemu, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ ostatnimi czasy miałam z tym niemałe problemy. Sądzę, że stoi za tym także język, który nie jest infantylny, lecz wzbogacony opisami ułatwiającymi wyobrażenie poszczególnych sytuacji bądź wyglądu i z drugiej strony nie są przesadzone lub podkoloryzowane.

Świetnym posunięciem jest wzbogacenie tekstu oryginalnym językiem, którym posługują się vendańscy ludzie oraz fragmentami m.in. Pieśni Vendy - nadało to trochę oryginalności całej historii. Czymś, czego jednakże nie pochwalam, jest zrezygnowanie z amerykańskiej okładki, która jest o niebo lepsza od tej niedługo już dostępnej u nas w kraju.

amerykańska vs polska okładka
Jeśli jesteście spragnieni dobrego kawałka połączenia fantastyki i małego romansu, „Fałszywy pocałunek” jest specjalnie dla Was. Na kartach tej powieści czai się świat, który tylko czeka, aż się w nim zanurzymy. A kiedy już to się stanie, nie będzie odwrotu!

„Fałszywy pocałunek” Mary E. Pearson, Wydawnictwo Initium 2017, str. 544

9/10 [rewelacja]

PREMIERA: 03.08.2017!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Initium!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

19 lipca 2017

Chłopak, który o mnie walczył - Kirsty Moseley

Czasem musisz odejść…
Rozstanie z Jamiem było dla Ellie najtrudniejszą rzeczą, z jaką musiała się zmierzyć. Rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, u boku nowego mężczyzny. Tragedia rodzinna zmusza ją jednak do powrotu do domu. Ellie jest przekonana, że wyleczyła 
się z Jamiego – zapomniała o namiętności i złamanym sercu. Jednak gdy tylko się spotykają, ich miłość odnawia się ze zdwojoną siłą.
Czasem zostajesz i walczysz…
Jamie wie, co to ból. Doświadczył go, walcząc o życie w więzieniu. Ale nic nie może się równać z bólem, jaki czuł, gdy Ellie wyjechała. Gdy niespodziewanie wróciła, Jamie nie zamierza jej już nigdy stracić.
Ellie nadal kocha Jamiego, ale nie może się pogodzić z jego przeszłością. A on ma groźnych wrogów, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby go dopaść.//lubimyczytac.pl

Pomimo tego, że Ellie już trochę w życiu przeszła, kapryśny los o niej nie zapomniał. Kiedy wydawało się, że wszystko jest w porządku i dziewczyna ma poukładane życie, wydarzyło się coś strasznego - a jakże. Jak mówią, licho nie śpi. Jeden wypadek potrafił spowodować kolejne zmiany i to dość bolesne, jednak nieuniknione. Jak Ellie poradzi sobie z powrotem do rodzinnego domu i wspomnieniami nieustannie ją prześladującymi?

Jak wspominałam w recenzji poprzedniej części („Chłopak, który chciał zacząć od nowa”), bałam się, iż autorka wykorzystała cały potencjał historii Ellie i Jamiego: że nie zostało nic, na czym można oprzeć fabułę i stanie się ona tym samym kolejnym powielonym schematem. Po części moje obawy były bezpodstawne, a po części okazały się prawdziwe, bowiem schematyczności autorka się niestety nie pozbyła. Znalazła za to coś, na czym mogła zahaczyć akcję - tragiczny wypadek rodziców głównej bohaterki, wokół którego wszystko zaczęło się kręcić. Stał się punktem zwrotnym, który także w pewien sposób zmusił bohaterów do ponownego spotkania.

Przez pierwszą połowę książki było mi ciężko przebrnąć, zastanawiałam się nawet, czy już przypadkiem nie „przejadły” mi się takie historie. Kiedy jednak przysiadłam zdecydowanie do skończenia tej powieści za jednym razem, zrobiło się lepiej - akcja sobie leciała, nabierało to jakiegoś tam sensu. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” postawił poprzeczkę, której niestety „Chłopak, który o mnie walczył” nie zdołał dorównać. Jak dla mnie, losy Ellie i Jamiego mogły zakończyć się na poprzednim tomie, ponieważ w życiu nie wszystko kończy się kolorowo, na co mógłby być dobry przykład.

„Chłopak, który o mnie walczył” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 336

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

7 lipca 2017

Podsumowanie półroczne

Ostatnio było mnie mało, więc zmotywowana wypoczynkiem postanowiłam stworzyć podsumowanie pierwszego półrocza 2017, w którym pokażę Wam, co udało mi się przeczytać, czy opublikować. Jeśli jesteście ciekawi, jak było u mnie z serialami, koniecznie wspomnijcie w komentarzu - stworzę osobny post, ponieważ ten wyszedł trochę długi :)

Łącznie dotychczas przeczytałam osiemnaście książek, które widzicie na grafice powyżej. Jak tak dalej będzie mi szło, nie ukończę w tym roku nawet akcji Przeczytam 52 książki w 2017 roku! Trudno, przecież to tylko wyzwanie ;)

Analizując kolejno przedstawione pozycje, zacznę od książki, którą jako pierwszą miałam pod patronatem - mowa o „Berle Zniszczenia” rodzimej pisarki, Elizy Drogosz. „Rywalki”, jak i następne dwie części serii zatytułowanej w ten sam sposób, były dla mnie dobrą i nieoczekiwaną odskocznią - pewnego dnia postanowiłam sprawdzić, co w trawie piszczy i po poprzestaniu na „Jedynej” zadowolona i usatysfakcjonowana zakończyłam swoją przygodę z dorobkiem Kiery Cass - i nie, nie zamierzam psuć sobie mojej opinii nowelkami czy dodatkami, to nie dla mnie. „Assassin's Creed” to coś, co mnie absolutnie uwiodło w wersji papierowej jak i filmowej, chociaż jedno od drugiego za wiele się nie różniło. Za to „Pretty Little Liars. Pożądane” to było chyba moje ostatnie spotkanie z kłamczuchami, jeśli chodzi o ich przygody spisane przez Sarę Shepard. Nie wiem też, czy jest sens zabierać się z powrotem za serial, skoro turecka odsłona (Tatlı Küçük Yalancilar) jest o niebo lepsza. Lektury szkolne udało mi się przeczytać dwie: „Mistrza i Małgorzatę” oraz „Makbeta”. Pierwsza, mimo że pochłonięcie jej zajęło mi dużo czasu, przypadła mi do gustu jak prawie żadna inna lektura wcześniej. Następnie pojawia się „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” od Kirsty Moseley, czyli książka, która jeszcze była dla mnie przyjemna (obecnie jestem w trakcie czytania drugiej części i mam powoli dosyć...). „Szóstka Wron” Bardugo okazała się być pozycją fantastyczną, aż żałuję, iż nie podzieliłam się z Wami zaraz po przeczytaniu moimi refleksjami na jej temat! Może po poznaniu tomu drugiego to zrobię, trzymajmy kciuki. „Firstlife. Pierwsze życie” - nie do końca wykorzystany potencjał historii o życiu po śmierci w wersji młodzieżowej. „Pod samym niebem” to mniej interesująca kontynuacja recenzowanego przeze mnie jeszcze w zeszłym roku „Podniebnego lotu” R.K. Lilley. Totalnym spontanem było pochłonięcie „Love me never” Sary Wolf dzięki poleceniu Sylwii z My Books My Life. O „#WstydźSię!” Jona Ronsona jeszcze przeczytacie na blogu, to samo tyczy się „Lata Eden” Liz Flanagan. „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to kolejna powieść Kirsty Moseley, która wbiła się już chyba w swój schematyczny rytm i jak na razie z niego chyba nie ma zamiaru zrezygnować. „Żyj szybko, kochaj głęboko” Samanthy Young stała się dla mnie takim swoistym książkowym przerywnikiem, odskocznią, więc recenzji żadnej nie spodziewam się napisać - mogę jedynie Wam ją polecić. Na sam koniec powieść, o której od niedawna słychać za sprawą jej premiery na początku bieżącego miesiąca - „Piękne złamane serca” Sary Barnard.

Na blogu ponadto ukazało się parę tekstów typu zapowiedzi czy polecenia tematycznych książek, jednak chciałabym jeszcze wspomnieć o zmianie wyglądu strony, która nastąpiła gdzieś w maju i po długim czasie różowe tony zostały zastąpione przez te złote. Blokotek jest niezastąpiony! Nie mogłabym także zapomnieć o kochanej Myuri, która wykonała dla mnie nagłówek, który możecie cały czas podziwiać! Jej fanpage: Po prostu Myuri
UDOSTĘPNIJ TEN POST

5 lipca 2017

Piękne złamane serca - Sara Barnard [premiera]

Caddy i Rosie są nierozłączne. Bardzo się różnią, ale to tylko je do siebie zbliża. Gdy Caddy kończy szesnaście lat, zdaje sobie sprawę, że chciałaby być taka jak jej przyjaciółka – pewna siebie, przebojowa i zabawna. Wtedy w ich życie wkracza śliczna oraz – jak się okazuje – skrywająca pewną tajemnicę Suzanne. I wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Przeszłość Suzanne stopniowo wychodzi na jaw, teraźniejszość wymyka się spod kontroli, a Caddy zaczyna dostrzegać, że problemy mogą być bardzo ekscytujące. Jednak budowanie przyjaźni i próby zaleczenia starych ran są dużo boleśniejsze, niż którakolwiek z dziewczyn się spodziewa. Caddy wkrótce przekonuje się, że kłopoty potrafią się mnożyć w niesłychanym tempie.//lubimyczytac.pl

Większość książek, które wpadają w moje ręce, opowiada o miłości romantycznej, tej odczuwanej w stosunku do swojego partnera życiowego. Są jednak inne rodzaje tego uczucia, przykładowo ta skierowana ku swojej rodzinie. Nie można zapomnieć o bardzo zbliżonej relacji, jaką jest przyjaźń - to właśnie tej formie miłości Sara Barnard postanowiła poświęcić swoją powieść zatytułowaną „Piękne złamane serca”. Może się wydawać, że przecież niedawno na rynku pojawiła się też inna książka poruszająca tę tematykę - „Lato Eden” Liz Flanagan - i  pewnie jest to jedno i to samo, lecz nic bardziej mylnego! Owszem, głównym aspektem obu tych powieści jest oczywiście przyjaźń, aczkolwiek historie w nich przedstawione różnią się i to znacznie.

Caddy i Rosie to przyjaciółki z długoletnim stażem pomimo odmiennych charakterów oraz szkół, do których uczęszczają. Wydawać by się mogło, iż nic nie jest w stanie ich rozdzielić, gdy nagle pojawia się Suzanne, która nieświadomie zamiesza nieraz w ich życiu. Ta dziewczyna stała się czymś, co spowodowało lawinę nieoczekiwanych wydarzeń, które wprawiły w osłupienie wiele osób. Najbardziej było to widoczne w zachowaniu Caddy, która z cichej i bezproblemowej uczennicy prywatnej szkoły zmieniła się na gorsze pod wpływem swojej nowej przyjaciółki.
„Pomaganie komuś, kto stracił kontrolę nad życiem, nie polega na przystawaniu na wszystko, tylko na mówieniu: NIE
W historii Sary Barnard najbardziej spodobało mi się przedstawienie relacji pomiędzy Caddy, Rosie oraz Suzanne - taka istnieje naprawdę. W przyjaźni zdarzają się wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, ale najważniejsze, by zawsze trzymać się razem, dbać o przyjaciół, których się ma. Każdy zmienia się pod wpływem ludzi, którzy go otaczają, dlatego powinniśmy dobrze ich dobierać. Bardzo często zdarza się jednak tak, że człowiek zaczyna upadać i popełniać błędy - książkowym takim przykładem Sara uczyniła Caddy - ślepo i naiwnie podążającą za Suze, która potrzebowała jej towarzystwa, by uświadomić sobie, iż jest ktokolwiek, na kim mogłaby się oprzeć.

Poruszenie kwestii przemocy domowej okazał się dobrym ruchem ze strony autorki, ponieważ jest ona wciąż tematem tabu - zwłaszcza dla ludzi jej doświadczających. Historia pokazuje, jakie są skutki braku odpowiedniej reakcji ze strony najbliższej osoby. Jeśli myślicie, iż z biegiem czasu jest po prostu lepiej, mylicie się - bez odpowiedniej pomocy robi się tylko coraz gorzej, Suzanne nieświadomie krzywdzi tylko innych i nieustannie się buntuje. Nie pozwólmy, by takie rzeczy działy się obok nas - rozmawiajmy i nie bądźmy obojętni na los tych, którzy nas otaczają. Na końcu książki zostały zamieszczone numery telefonów do m.in. Kryzysowego Telefonu Zaufania czy innych stowarzyszeń i fundacji stworzonych do pomocy.

Polecam „Piękne złamane serca” osobom, które pragną poznać historię przyjaźni oraz dziewczyny, która ucieka od traumatycznych wspomnień przeżyć, które nie powinny mieć miejsca w żadnej rodzinie.

„Piękne złamane serca” Sara Barnard, Wydawnictwo Insignis 2017, str. 350

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 czerwca 2017

Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, jak ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście. Jednak zanim się okaże, czy mogą być razem, będą musieli walczyć o życie. //lubimyczytac.pl

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” jest kontynuacją historii Anny i Ashtona - córki przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz osobistego ochroniarza, który ze względów jej bezpieczeństwa staje się dla świata jej drugą połówką.

Z każdą kolejną przeczytaną książką Kirsty Moseley coraz bardziej się nimi nudzę, ponieważ autorka zaczyna stosować podobne motywy i nawet jeśli okoliczności i sytuacja bohatera jest inna, przeważnie sprowadza się do tego samego i każda historia kończy się tak samo. W tym wypadku nie czytałam pierwszej części, jednak nie żałuję tego i możliwe, że nawet tego nie zrobię, ponieważ szkoda mi na to czasu - prawie wszystkiego dowiedziałam się z pozycji, którą mam dzisiaj na tapecie. Zmierzam do tego, iż mimo dużej różnicy w fabule „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” kojarzy mi się z „Chłopakiem, który zakradał się do mnie przez okno”. Jest to chyba spowodowane wątkiem związanym z przemocą i pewną tajemnicą, która ugryziona została w tej historii w inny sposób, jednak i tak za bardzo po przeczytaniu przypomina mi wrażenia po tamtej lekturze. Więcej nie zdradzę, bo ze spojlerami się nie lubimy!

Irytującą rzeczą była zbyt harmonijna akcja przez prawie dwieście stron, po czym nagle wszystko nabrało tempa i niespodziewanie zaczęło się dziać coś więcej (chociaż nie było nawet się czym ekscytować, bo wcześniej w książce wspomniano o paru rzeczach, które jasno wskazywały na to, co dziać się miało dalej). Przewidywalność to nie jedyna wada przedstawionej historii - relacje Annabelle i Ashtona w pewnych momentach aż ociekały słodyczą, było tego dla mnie za dużo, ponieważ główny bohater został przesadnie wyidealizowany - jak zresztą większość postaci w tego typu książkach. Jak wspomniałam, mamy tu do czynienia ze schematycznością - płeć żeńska w opałach i książę ją ratujący, tylko w trochę innym wydaniu. Nie zmienia to faktu, że to wszystko już było.

To nie tak, że „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to książka, która ma same minusy. Jest wciągająca, pomaga zapomnieć choć na chwilkę o tym, co dzieje się wokół nas, a to, że historia nie jest bardzo prawdopodobna i realna, może akurat komuś się spodobać, kto wie? Nie przekreślam całkowicie twórczości autorki - myślę, iż kiedyś dam jej jeszcze szansę, ale [mam nadzieję] z innymi bohaterami i w innych okolicznościach, ponieważ tym razem było naprawdę średnio.

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str.336

5/10 [średnia]

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 maja 2017

Firstlife. Pierwsze życie - Gena Showalter

Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.

Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojką, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.//lubimyczytac.pl

Gena Showalter jest znaną autorką w Polsce głównie z „Kronik Białego Królika”, które na mnie wywarły pozytywne wrażenie. W wyżej wymienionej serii przekształciła zombie w istoty, z którymi walczyć można jedynie w postaci duchowej, co całkowicie zmieniło mój pogląd na ich byt. W swojej nowej powieści autorka także porusza kwestię związaną z duchowością, pisze o świecie, w którym panuje życie doczesne oraz to, które jest nierozerwalnie  z nim złączone - pośmiertne. Od decyzji podjętej zaraz po osiemnastych urodzinach zależeć będzie dalszy los człowieka zarówno jeszcze wśród żywych jak i potem. Dość przerażająca wizja wielkiej odpowiedzialności i możliwych konsekwencji powstałych w wyniku jednej decyzji, prawda?
Nie ma większego zła niż to, które obleka się w szaty cnoty.
Z taką właśnie odpowiedzialnością boryka się główna bohaterka - Tenley, o którą ostro zabiega Trojka i Miriada. Dziewczyna jest jednak niewiarygodnie uparta i pozostaje wciąż Niezwerbowana. Jej niezdecydowanie nieraz mogło przyprawiać o ból głowy, do tego ciągnęło się ono przez prawie całą książkę. Jedynym usprawiedliwieniem może być zaciekła rywalizacja o Ten prowadzona przez obydwie frakcje - nie znają granic, są gotowe zrobić wszystko, by pozyskać dla siebie jej duszę. Wytaczają swe najlepsze działa, a co jest najefektywniejszym sposobem do przekonania dziewczyny? Faceci - i tutaj największą rolę odgrywa Killian wraz z Archerem, oczywiście oboje z przeciwnych sobie obozów.

Uczynienie duchowości świata tak ważnym elementem powieści okazało się dobrym ruchem ze strony Geny Showalter. Stworzenie przez nią takich realiów pozwoliłoby tej powieści wybić się spośród innych, ponieważ taki motyw daje niepowtarzalną szansę na zaciekawienie i przyciągnięcie Czytelnika. Byłoby cudownie, gdyby nie to, że jednak nie do końca wszystko zostało przemyślane: zabrakło mi w tej historii większego nacisku na przedstawienie obu frakcji, zostały one delikatnie odsunięte na drugi plan zaraz za poważnymi rozterkami Panny Niezwerbowanej. Niestety, wspomniane niezdecydowanie głównej bohaterki może działać na nerwy i odejmuje to trochę uroku historii. 
Prawda zawsze powinna być taka sama, powinna być podstawą, na której mogę się wesprzeć.
Nie twierdzę, że „Firstlife. Pierwsze życie” to jakaś klapa, bo autorka nie wykorzystała swojego potencjału i uczucia postawiła na pierwszym miejscu. Myślę, iż Gena Showalter po prostu mogła już nie nadążać z ilością swoich pomysłów, które chciała zrealizować w tej książce i w pewnym momencie lekko zmieniła swój zamysł odnośnie akcji. Jest to typowa powieść skierowana do młodzieży z przystępnym językiem oraz humorem.

„Firstlife. Pierwsze życie” Gena Showalter, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 432

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 maja 2017

3 lata Oxu!

Wow - tylko tyle jestem w stanie wydusić z siebie, kiedy pomyślę, że Oxu istnieje już od trzech lat. Taka jest także moja reakcja, gdy uświadamiam sobie, ile przybyło mi książek, a ile z nich przeczytałam i mogłam wyciągać wnioski, zastanawiać się nad kwestiami poruszanymi w nich. Ta świadomość jest piękna i pomimo wszelkich złych stron i minusów, które książkowa blogosfera także posiada (każdy z nas o tym wie!), cieszę się, iż wciąż tutaj jestem. Myślę, że ekspresja uczuć Hiddlestona dość trafnie pokazuje mój dzisiejszy nastrój ;)

Wszystkim, którzy tutaj byli i tym, którzy wciąż są, chciałabym bardzo podziękować - możliwość podzielenia się z Wami moimi opiniami i przemyśleniami jest nieoceniona! Kieruję podziękowania także do przyjaciół, którzy wspierają mnie w kontynuowaniu blogowania 💖 Za cierpliwość do mnie także dziękuję - zwłaszcza wydawnictwom oraz autorom, ponieważ czasem różnie się dzieje ;)


UDOSTĘPNIJ TEN POST

5 marca 2017

Chłopak, który chciał zacząć od nowa - Kirsty Moseley

Poznali się w nocnym klubie.
Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów. 
Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.

Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…//lubimyczytac.pl

Jak głosi napis na okładce, „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” jest nową powieścią Kirsty Moseley skierowaną do nastolatków, ponieważ, a jakże, opowiada ona historię dwójki młodych ludzi - Ellie i Jamiego, którzy szaleńczo się w sobie zakochują. Jak to często bywa, zaczyna się od niczego poważnego, później przeistacza się to w jednak coś więcej - coś, od czego nie można się uwolnić. Dodając do tego ciemną, brudną i popapraną przeszłość głównego bohatera, która zaczyna się o niego upominać, historia zaczyna trącić pewnym schematem powielanym w wielu książkach o takiej tematyce.
Ból cię wzmacnia; czujesz, że wciąż żyjesz. Może być twoim sprzymierzeńcem, kiedy jesteś w środku martwy.
Jednakże autorka widocznie wie, co robi, ponieważ nie nudzi Czytelnika, tylko bez zbędnego gadania wciąga go w akcję powieści, która, swoją drogą, zdecydowanie przypadła mi do gustu bardziej niż poprzednia książka Moseley - „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”. Więcej w historii Jamiego i Ellie było realności (no, powiedzmy, że nawet ta cała ciemna strona chłopaka) niż w zawartych w wymienionej wcześniej książce losach Amber i Liama. Dodatkowo, Ellie nie jest aż tak naiwną bohaterką jak szesnastoletnia(!) Amber.

Myślę, że pierwsza część z duologii „Fighting to Be Free” stanowi bardzo dobrą podstawę do kontynuacji losów dwójki głównych bohaterów, o ile autorka nie wykorzystała już całej swojej rezerwy, bo drugi tom ciągnięty na siłę nie będzie miał sensu, a zdarza się to niestety często.

Cieszę się, iż powstała taka książka, która, pomimo tego, że oderwie na jakiś czas Czytelnika od rzeczywistości, poruszy także temat uzależnienia prowadzącego do katastrofalnych i nieodwracalnych skutków. Należy jednak pamiętać, że zawsze jest szansa, by móc coś naprawić, a przynajmniej spróbować lub przebaczyć - przykładem tego jest historia Jamiego zawarta na kartach tytułowej książki.
„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins, str. 384

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

14 lutego 2017

Książki idealne na Walentynki!

Walentynek nie obchodzę, ale z racji, że są powszechne i wszędzie się o nich mówi, postanowiłam przygotować parę propozycji książkowych dla osób, które chciałyby chociaż poczuć jakiś romantyczny klimat ;)


UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 lutego 2017

Pieśń Dawida - Amy Harmon

Czasem najważniejsze walki to te, których nie spodziewamy się wygrać.

Dawid walczył od dzieciństwa. Jeździł po świecie, imprezował, wydawał pieniądze, ale to walka stała się sensem jego życia. Kształtowała go. Dawid, zwany Tagiem, stał się impulsywnym i prowokacyjnym młodzieńcem. Nie stronił od alkoholu. Kiedy zaginęła jego starsza siostra, w poczuciu winy targnął się na własne życie. Kilkakrotnie. Dopiero spotkanie z Mojżeszem umożliwiło mu uporządkowanie własnego wnętrza, choć okoliczności narodzin tej przedziwnej przyjaźni były niecodzienne. W życiu Taga pojawiła się także niewidoma Millie. Od razu wiedział, że to ktoś zupełnie wyjątkowy, o kogo warto walczyć. Millie stała się dziewczyną życia Dawida i kochała go całym sercem. Dzięki niej czuł się bezpieczny i akceptowany. I nagle zniknął bez śladu. Sprzedał mieszkanie, zabrał samochód i wyjechał bez słowa pożegnania, nie zostawiając choćby wskazówki, dokąd i dlaczego odchodzi.

Książka nawiązuje do bestsellerowej powieści Amy Harmon „Prawo Mojżesza”. To napisana w niezwykle sugestywny sposób historia o miłości i przyjaźni, o upadkach i podnoszeniu się z kolan, o porażce i zwycięstwach. To emocjonalna opowieść o poszukiwaniach, tęsknocie i rozpaczliwych próbach znalezienia odpowiedzi na najtrudniejsze pytania – o sens życia, miłości i przyjaźni.

Dla Millie Dawid był jak piosenka...//lubimyczytac.pl

Życie często daje nam możliwość zaobserwowania sytuacji skrajnych, kryzysowych - śmierci, chorób, nieszczęścia. Przeważnie jesteśmy tylko obserwatorami, stoimy z boku i w żaden sposób nie uczestniczymy w takich okolicznościach, dopóki w centrum tych wydarzeń nie jesteśmy oczywiście my lub ktoś nam bliski. Staram się odnieść do sytuacji, w której został postawiony Mojżesz (główny bohater „Prawa Mojżesza”) wraz z Millie, pojawiającą się dopiero w „Pieśni Dawida”. Zostali oni dosłownie porzuceni przez Dawida. Jednak co spowodowało podjęcie takich kroków przez tego mężczyznę?
Ścieżka do prawdziwego szczęścia musi być ułożona własnoręcznie, nawet jeśli jest kręta. Nawet jeśli wymaga wznoszenia mostów nad dolinami i przebijania się przez góry. Nie ma lepszego uczucia niż układanie własnej ścieżki.
Historie, które tworzy Amy Harmon, są niezwykle ujmujące jak i piękne. Dane mi było przeczytać jedynie dwie powieści autorki, ale zauważyłam, iż nie boi się ona poruszania różnych tematów. W drugiej części „Prawa Mojżesza” skupiła się na głębokiej relacji pomiędzy głównym bohaterem a niewidomą Millie oraz na przyjacielskiej więzi, która połączyła Mojżesza i Dawida już w poprzednim tomie. Sposób, w jaki autorka ujęła całą fabułę, jest niekonwencjonalny, ponieważ pozwoliła Mojżeszowi opowiedzieć całą historię Taga, wplątując jedynie fragmenty, które nagrał na taśmach główny bohater. Jednocześnie jesteśmy w stanie poznać dwa punkty widzenia: być w środku wydarzeń i być także obserwatorem.

Pokochałam styl wraz ze sposobem tworzenia historii przez Amy Harmon i z pewnością sięgnę jeszcze po coś z jej twórczości. Rzeczą cudowną jest możliwość zatopienia się w opowieści o sile przyjaźni, miłości oraz o pokonywaniu strachu oraz myśli o stracie i śmierci. Jeśli macie ochotę na taką właśnie książkę, bardzo polecam.

„Pieśń Dawida” („Prawo Mojżesza” #2) Amy Harmon, Wydawnictwo Helion 2016, str. 312

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Helion!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 lutego 2017

Milion cudownych listów - Jodi Ann Bickley

Podnosząca na duchu historia dziewczyny, która myślała, że wszystko straciła

Kiedy Jodi Ann Bickley miała pięć lat, zmarła jej ukochana babcia. Mama zachęciła ją, by napisała list do babci, i zapewniła, że listonosz dostarczy go do nieba. Dziewczynka zapamiętała, jak napisanie listu pocieszyło nie tylko ją, ale i mamę. To doświadczenie sprawiło, że jako nastolatka Jodi zaczęła pisać pełne optymizmu liściki i notki, którymi podnosiła na duchu nieznajomych.

Latem 2011 roku Jodi wiodła szczęśliwe życie. Udało się jej przezwyciężyć różne trudności, angażowała się w działalność artystyczną i z nadzieją patrzyła w przyszłość. To właśnie wtedy zachorowała na zapalenie mózgu i na długie tygodnie trafiła do szpitala.

Przykuta do łóżka i załamana, Jodi doszła do wniosku, że albo się podda, albo wykorzysta ten czas, by zdziałać coś dobrego. Założyła stronę internetową, zachęcając tych, którym mniej lub bardziej nie układa się w życiu, by skontaktowali się z nią, a ona napisze do nich pokrzepiające listy.

Odzew był nieprawdopodobny.//lubimyczytac.pl

Nadzieja jest czymś bardzo potrzebnym w ludzkim życiu - to ona pozwala wierzyć, że po ciemnej i burzliwej nocy zawsze nadchodzi dzień. Niekoniecznie wszystko wtedy jest tak, jak było wcześniej, jednak życie trwa dalej - najważniejsze, że w końcu wychodzi słońce - i tak będzie zawsze. Gdy myślałam dotychczas o tym uczuciu, przed oczami miałam główną bohaterkę powieści Matthew Quick'a „„Prawie jak gwiazda rocka” - Amber, która stała się dla mnie nosicielką nadziei zaraz po zapoznaniu się z jej historią. Jednak od jakiegoś już czasu kimś w stylu wymienionej bohaterki jest także Jodi Ann Bickley z taką różnicą, że ta druga jest prawdziwą osobą, którą tę nadzieję naprawdę rozprzestrzenia po świecie.
„„Z dzieciństwa wyniosłam silne przekonanie, że słowa mają ogromną moc. Że coś tak prostego, jak tekst popowego hitu, może rozjaśnić ponury dzień i pomóc przetrwać różne trudności”.
Przez to, że autorka opisuje dużo jej życiowych potknięć lub nauczek, można zaobserwować, iż ona także nie jest idealna, uczy się na własnych błędach i próbuje wyciągnąć lekcje ze swojego złego postępowania. Po tych wszystkich nieprzyjemnościach, które spotkały Jodi, ma ona nadal siłę, by siać dobro, które otrzymała jako mała dziewczynka, chociaż mogłoby się wydawać, że po takich wydarzeniach zostanie tylko zrzędzącą, starą panną z tuzinem kotów ;)

Mam wielki szacunek do Jodi za całą akcję, dzięki której naprawdę zdołała uszczęśliwić wielu ludzi po prostu słowami - z tego, co ma destrukcyjną moc, zdołała wyciągnąć coś dobrego, łagodnego niczym miód na zbolałe serce. Jej dobroć i życzliwość względem innych jest piękna - można pozazdrościć lub samemu brać przykład z takiej dobrej duszyczki. Wystarczy przecież uśmiech - czasem to jest tylko uśmiech, a wywołuje tyle emocji.
„„Kiedy próbowałam od razu wspiąć się na szczyt, poniosłam porażkę. Szybko się nauczyłam, że małe kroki przynoszą większe postępy i mnie rozczarowań”.
Nie ważne jak bardzo bym chciała, nie potrafiłam przeczytać książki Jodi za jednym razem. Może było to spowodowane różnorodnością przedstawionych listów czy historii z życia autorki, ale wolałam cieszyć się narastającą nadzieją we mnie dłużej niż krócej. Nie chciałam także pochłonąć tej historii na jeden raz w dzień, by później o niej zapomnieć równie szybko. Wybrałam idealne rozwiązanie.

Milion cudownych listów Jodi Ann Bickley, Wydawnictwo Insignis 2016, str.272

7/10 [dobra]

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

1 lutego 2017

Zapowiedzi - luty!

Dawno taki zapychacz się nie pojawił, więc oto i on! Mam nadzieję, iż w poniższych propozycjach znajdzie się i coś dla Was. Jak możecie także zauważyć, nie wybrałam dużej ilości premier, ponieważ większość można spotkać w zapowiedziach u innych blogerów, a przewijanie tego samego może zacząć nudzić ;)

Wydawnictwo IUVI: (obie premiery 15 lutego)
Rebecca Stead „Całkiem obcy człowiek”
„Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?”
Bridge, Tabitha i Emily znają się od zawsze, ale ten rok testuje ich przyjaźń.
Em ma chłopaka (tak jakby), który prosi ją o szczególnego rodzaju zdjęcia. Tab jest młodą feministką i potrafi przejrzeć każdego na wylot, a Bridge z jakiegoś powodu zaczęła nosić kocie uszy i wciąż stara się zrozumieć, dlaczego przeżyła wypadek, którego nie powinna przeżyć. Są najlepszymi przyjaciółkami i kierują się jedną zasadą: nigdy nie kłócić się ze sobą. Czy to pomoże im przetrwać?
Sherm usiłuje zrozumieć, dlaczego ludzie rozstają się po wielu latach małżeństwa i jak to jest przyjaźnić się z dziewczyną, a dla pewniej licealistki Walentynki okażą się najtrudniejszym dniem w życiu.
A, i jeszcze Jamie, poważny starszy brat, którego głupi zakład z kumplem kończy się… no, prawie katastrofą.
„Całkiem obcy człowiek” to niezwykła książka o miłości i przyjaźni, zaufaniu i zdradzie, chłopakach i dziewczynach…
O nastolatkach, z których każdy usiłuje znaleźć własny sposób, by przetrwać w wariackim świecie, nie łamiąc sobie serca, i nie zwariować.


Brandon Sanderson „Piasek Raszida”
Bohater z talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu? Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku? Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy? Naprawdę?!
Alcatraz Smedry nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje paczkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Prezent zostaje jednak niemal natychmiast skradziony. To uruchamia lawinę zdarzeń,
które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy walczącej przeciwko Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom zdobyć władzę absolutną. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu…

Wydawnictwo HarperCollins Polska:
Kirsty Moseley „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”
Poznali się w nocnym klubie.
Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów.
Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.
Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…

Premiera: 15 lutego



UDOSTĘPNIJ TEN POST

14 stycznia 2017

Berło Zniszczenia - Eliza Drogosz [premierowo]

 Berło Zniszczenia – to żądzą zdobycia tego magicznego artefaktu pała Briant de Ramen, porywczy nastolatek z Paryża, w którego duszy odradza się zły Set - egipski bóg chaosu.
 W wyprawach w poszukiwaniu Berła Zniszczenia towarzyszy Briantowi 15-letnia Sonia Milewska z Krakowa, wskazana przez boginię Izydę na Wybraną.
 Wspólnie przemierzają starożytne, wypełnione magią miejsca, gdzie czyhają na nich okrutne bestie, demony i… inni odrodzeni bogowie ze swoimi kapłanami, gotowi zrobić wszystko, by powstrzymać Seta.
 Czy na styku starożytności i współczesności, gdzieś pomiędzy Krakowem a pradawnym Egiptem, między targanym sprzecznymi uczuciami bogiem a śmiertelniczką rozwinie się prawdziwa przyjaźń?//ksiegiankh.pl

„Berło Zniszczenia” to kontynuacja cyklu „Księgi Ankh” opierającego się na egipskiej mitologii i świecie, który przeniósł się z mitycznych przekazów do dzisiejszego świata. W dalszym ciągu, jak we „Władcy Piasków”, Czytelnik ma możliwość śledzenia dalszych losów Soni, Brianta oraz innych uczestników poprzedniego obozu. Jednak czy historia porwała mnie na tyle mocno, by móc ją Wam polecić?
„Niby był tak bardzo potężny. Miał władzę nad zniszczeniem, pustynią, iluzją i ciemnością. Niby tak wiele potrafił. Niby był taki inteligentny i sprytny. Znał każdy fortel wojenny, jaki kiedykolwiek został wymyślony. A jednak był tak słaby...”
Wydaje mi się, iż od wydania pierwszego tomu pt. „Władcy Piasków”, wokół którego krążyło parę nieścisłości, autorka w pewnym stopniu poprawiła swój warsztat pisarski, co można zaobserwować, czytając właśnie drugi tom cyklu. Sama fabuła także mi się spodobała - równie mocno, jak części pierwszej, a mogłabym nawet rzec, że „Berło Zniszczenia” zaplusowało nawet trochę bardziej, ponieważ odniosłam wrażenie, iż działo się więcej i w większości nie były to wydarzenia, które nie wnoszą nic do fabuły - wkradło się jedynie parę takich sytuacji lub dialogów, ale można o nich zapomnieć pod naporem późniejszych zdarzeń.

Nie obyło się także bez pewnych konfliktów, które czasem można jednak wybaczyć. Jednym z nich, całkiem zaskakujący, jest to, że odrodzony bóg egipski obchodził Boże Narodzenie..., ale może przemawiała do niego  wtedy jego ludzka część? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć, każdy może wysnuć sobie swoją własną teorię :) Jedyną prawdziwie irytującą rzeczą była w dalszym ciągu postać Soni, która tak nieznośnie pędziła ku (nawet wiadomemu i pewnemu) niebezpieczeństwu, ale na szczęście od pewnego momentu w książce to uczucie w stosunku do tej bohaterki zniknęło. Było to prawdopodobnie spowodowane większym udziałem Brianta, co niezmiernie mi się spodobało.
„Właśnie na tym polega władza. Odpowiedzialność za innych.”
Ogólnie rzecz biorąc, całość „Berła Zniszczenia” wypadła o niebo lepiej od swojej poprzedniczki; historia poszukiwań owego berła została przedstawiona w sposób ciekawy i intrygujący, niektóre błędy w porównaniu do pierwszego tomu już się nie pojawiły, co czyniło lekturę jeszcze przyjemniejszą. Dla osoby zainteresowanej mitologią egipską, między innymi dla mnie, może być to książka, która bardzo umili poświęcony dla niej czas.

Polecam, daję o jeden punkt więcej niż poprzedniej części! :)

„Berło Zniszczenia” („Księgi Ankh” #2) Eliza Drogosz, Wydawnictwo Poligraf 2017, str. 328

7/10 [dobra]

Za egzemplarz oraz możliwość objęcia patronatem mojego bloga nad książką „Berło Zniszczenia” dziękuję autorce - Pani Elizie Drogosz! :)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

12 stycznia 2017

Śledząc egipską mitologię: bogowie

W związku ze zbliżającą się premierą drugiego tomu cyklu „Ksiąg Ankh” o tytule „Berło Zniszczenia”, chciałabym przedstawić lub przypomnieć Wam trochę wierzenia starożytnych Egipcjan, ponieważ powyższy tytuł opiera się właśnie na tej mitologii. W dzisiejszym poście zostaną przedstawieni bogowie, którzy odgrywają pewne role w historii stworzonej przez Elizę Drogosz.


Ra był bogiem Słońca, stwórcą świata i ludzi oraz panem ładu we Wszechświecie. Czczony od niepamiętnych czasów, był dla Egipcjan jednym z najważniejszych bogów. Jego dziećmi było dziewięcioro pierwotnych bogów m.in. Izyda i Thot.

Ra pojawiał się rano, w momencie wschodu, w postaci skarabeusza wytaczającego kulkę-Słońce na jego codzienną drogę po niebie. W ciągu dnia pokonywał w barce słonecznej drogę po nieboskłonie jako dojrzały mąż, stając się Słońcem w zenicie. Po zachodzie znikał za horyzontem jako starzec z laską, aby udać się na nocny odpoczynek do królestwa zmarłych.

Set - bóg pustyni, burzy, piorunów, wojen, a także ciemności, nocy oraz chaosu. Początkowo nieidentyfikowany ze złem w czystej postaci stał się nim wraz z rozwojem religii. Był bratem Ozyrysa, króla Egiptu, którego niezwykle brutalnie uśmiercił, aby przejąć władzę. Panowanie Seta skończyło się po przybyciu Horusa, syna Ozyrysa. Set i Horus stoczyli pojedynek w wodach Nilu, przeistoczeni w dwa hipopotamy. Horus wygrał, dzięki pomocy i przebiegłości swojej matki Izydy, a pokonany Set został wygnany na pustynię.

Izyda - bogini nieba i ziemi, a także natury, magii, miłości, ogniska domowego, macierzyństwa oraz władzy królewskiej. Należała do grona najbardziej czczonych bogów starożytnego Egiptu. Była żoną Ozyrysa oraz matką Horusa.

Po zabiciu i poćwiartowaniu Ozyrysa przez Seta, wyłowiła jego doczesne szczątki z Nilu i dzięki wstawiennictwu pozostałych bogów połączyła je, po czym tchnęła w nie życie. Ale nie zdołała przywrócić Ozyrysa światu, pozostał władcą podziemi.

Ozyrys - brat Seta i ojciec Horusa, władca podziemi, śmierci i życia. Pan oraz sędzia krainy umarłych.

Przed wiekami Ozyrys nauczył ludzi uprawy roli i został królem Egiptu. Został zabity przez swojego brata Seta, który był zazdrosny o jego władzę. Jego ciało zostało posiekane na kawałki i rozrzucone po wodach Nilu. Izyda zebrała wszystkie szczątki Ozyrysa, a dzięki mocy innych bogów został przywrócony do życia. Syn Ozyrysa Horus pokonał Seta, ale Ozyrys już na zawsze musiał pozostać w krainie umarłych, stając się jej władcą.

Horus - jedyny syn Ozyrysa i Izydy, pan nieba i ziemi. Opiekun faraonów, uosobienie jedności kraju, zjednoczenia Dolnego i Górnego Egiptu. Jego ojciec Ozyrys został podstępnie zabity przez swojego brata Seta, poćwiartowany i wrzucony do Nilu. Horus, po niezwykle zaciekłej walce z Setem, pomścił śmierć ojca, odzyskał władzę, a Seta zmusił do opuszczenia życiodajnych obszarów wzdłuż Nilu i wygnał na pustynię.

_________________
źródło: ksiegiankh.pl
UDOSTĘPNIJ TEN POST

7 stycznia 2017

„Assassin's Creed” Christie Golden - oficjalna powieść filmowa

Wkrocz w mroczny świat asasynów i templariuszy z filmem i oficjalną powieścią filmową „Assassin’s Creed”

Jeszcze tylko kilka dni dzieli nas od polskiej premiery długo wyczekiwanego filmu stworzonego w ramach kultowego uniwersum Assassin’s Creed. Sztab doświadczonych scenarzystów oraz doborowa obsada to gwarancja rozrywki na najwyższym poziomie. Prócz Michaela Fassbendera, w filmie zobaczymy między innymi Jeremy’ego Ironsa czy Marion Cotillard.

Poznaj jeszcze głębiej fascynujący świat tajemnych organizacji i ich konfliktów z oficjalną powieścią filmu autorstwa Christie Golden, która swoją premierę będzie miała już 11 stycznia.

Dzięki rewolucyjnej technologii dostępu do genetycznych wspomnień Callum Lynch może przeżyć wydarzenia z życia swojego przodka Aguilara de Nerha, który w piętnastowiecznej Hiszpanii należał do tajemnego stowarzyszenia asasynów. Wzbogacony o wspomnienia, wiedzę i umiejętności Aguilara, Callum zmierzy się z potężną i złowrogą organizacją templariuszy w czasach współczesnych.

SPOT PROMUJĄCY KSIĄŻKĘ:
https://youtu.be/5jQCPTVPMNE
ZAMÓW KSIĄŻKĘ:
http://bit.ly/kupACfilmowy

PREMIERA: 11.01.2017!
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.