27 kwietnia 2018

Odkrywaj, poznawaj na nowo!

Z racji tego, że ostatnio tak się składa, iż obejrzałam parę filmów, które dosyć przypadły mi do gustu, zdecydowałam podzielić się niektórymi z nich z Wami!

İlk Öpücük (First Kiss, 2017)
Pierwszy pocałunek jest turecką produkcją; za jej reżyserię odpowiada Murat Onbul, a na ekranie ujrzeć można takich aktorów jak Murat Yıldırım (znany z serialu Królowa jednej nocy, Cena miłości) czy Özge Gürel (Sezon na miłość, Pełnia). Opowiada o weterynarzu Hakanie, który niespodziewanie zakochuje się w dziewczynie cierpiącej na krótkotrwałą amnezję – Bahar. W związku ze stanem jej zdrowia mężczyzna musi bardzo się postarać, by nie zostać przez nią zapomnianym.

Jest to komedia romantyczna, dla niektórych łudząco podobna do amerykańskich 50 pierwszych randek z Adamem Sandlerem i Drew Barrymore w rolach głównych. Nawet jeśli tak jest, İlk Öpücük nazwałabym bardziej po prostu turecką wersją komedii wymienionej wyżej. Nie zdarzyło się to po raz pierwszy, ponieważ jeszcze wcześniej powstał turecki odpowiednik Słodkich kłamstewek – Tatlı Küçük Yalancılar. Mimo wszystko, tureckie produkcje bronią się realizacją – obrazem i dźwiękiem. Tak, jestem ich fanką! :D

Klikając w plakat, przeniesiecie się do zwiastunu

Allacciate le cinture (Zapnijcie pasy, 2014)
Zapnijcie pasy obejrzałam parę miesięcy temu dzięki topce 10 najlepszych filmów tego roku autorstwa Nieuleczalny Książkoholizm - blog. Jest to włoska produkcja; reżyseria: Ferzan Ozpetek, w obsadzie m.in. Kasia Smutniak, Francesco Arca, Filippo Scicchitano. 

Taki film warto obejrzeć – skłania widza do refleksji, uzmysławia, że życie dostarcza nam momenty śmiechu jak i rozpaczy. Pozornie przedstawia historię miłości dwójki ludzi, którzy być może nie powinni się ze sobą wiązać. Pod tą powłoką kryje się jednak drugie dno, które każdy może interpretować na własny sposób. 

Endless love (2014)
Pierwowzorem Miłości bez końca jest film Franco Zeffirellego pt. Niekończąca się miłość. Za jego odświeżoną wersję odpowiedzialna jest Shana Feste, w rolach głównych: Alex Pettyfer, Gabriella Wilde. 

Jeśli chodzi o opis, nie ma tu wiele do powiedzenia – dwójka młodych ludzi zakochuje się w sobie, po czym na swojej drodze spotyka wiele przeciwności losu, które starają się przezwyciężyć. Historia jest dość schematyczna, w pewnych momentach nierealna, ale zagrana dość dobrze, więc jeśli szukacie czegoś na rozluźnienie, polecam właśnie tę produkcję.

Kliknij w plakat, a ujrzysz zwiastun!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 kwietnia 2018

Pierwszy Róg – Richard Schwartz [przedpremierowo]

Wszystko ma swój początek w zasypanej śniegiem gospodzie w górach dalekiej Północy. Stary wojownik Havald, zmęczony życiem i wieczną walką, tajemnicza czarodziejka Leandra, niebezpieczny przywódca bandy łupieżców i mroczna elfka o szczególnych upodobaniach seksualnych. Każde szuka czegoś innego. Każde podąża w inną stronę. Kim są naprawdę? Dokąd zmierzają?
Żadne z nich nie wie, że głęboko pod gospodą krzyżują się prastare linie mocy. Kiedy siarczysty mróz i burza śnieżna odcinają podróżnych od świata, wybucha panika: krwawy mord wskazuje na to, że w pobliżu czai się bestia. Czy Havald i Leandra mogą komuś zaufać? Trop prowadzi do legendarnego królestwa Askiru…
Intensywna, gęsta atmosfera, znakomite dialogi i fenomenalnie wykreowani bohaterowie to tylko przedsmak monumentalnego eposu o walce z przepotężnym Imperium Thalaku.//lubimyczytac.pl

Mity, legendy, magia, wojownicy i problemy – wszystko to osobno może niewiele znaczyć, jednak skłębione i zamknięte w jednym miejscu przez podejrzanie długą oraz ostrą burzę śnieżną nie wróżą dobrze. Najbardziej zagrożonymi stają się wtedy niewinni mieszkańcy feralnego zajazdu Pod Głowomłotem, którzy, jak się potem może okazać, jednak coś wspólnego z całą tą tajemniczą aurą mają. Początkowo autor przedstawia Czytelnikowi sytuację, w której znalazł się jeden z głównych bohaterów prowadzący narrację. Utknął, ale nie sam – w gospodzie schronili się również inni goście; z towarzystwa jednych był zadowolony, ze strony pozostałych wyczuwał nadchodzące burdy i problemy.

Richard Schwartz nadaje stworzonej przez siebie historii bieg, chociaż akcja nie postępuje tak szybko, jak mogłaby. Nie brak jej za to emocji i wątków, które pozostają nierozwiązane po pierwszym tomie cyklu „Tajemnica Askiru”. Przez większą część książki bohaterzy tkwią w praktycznie jednym miejscu, co nie hamuje jednak wyobraźni autora, wymyślającego co rusz to nowe pułapki i tajemnice dla swoich pionków w grze. Pomimo tego, iż początkowo Czytelnik zdobywa trochę wiadomości o bohaterach, z którymi ma do czynienia, i tak w trakcie lektury wychwycić można kolejne strzępki zaskakujących i zmieniających nasze spojrzenie na ich dotychczasowe zachowanie informacji.

Same postacie są różnorodne; na podstawie Leandry i Zokory można nawet stwierdzić, iż zostały stworzone na podstawie kontrastu – sera de Girancourt to wierna i uczciwa półelfka o jasnych włosach, podczas gdy Zokora nie wydaje się być taka praworządna z racji swojej mrocznej elfiej natury, do tego zewnętrznie również nie przypomina maestry, ponieważ ma ciemnobrązową skórę oraz kruczoczarne włosy. Ser Havald – jak każdy przebywający w zajeździe – ma w zanadrzu swoją własną historię, która pomaga w późniejszym zrozumieniu jego zachowania.

Wstępnie w „Pierwszym Rogu” panuje tajemnicza aura ze względu na nieświadomość (tego, co się dzieje), jaka otacza zarówno bohaterów jak i Czytelnika. Następnie nastrój ten ustępuje nieco innym – pojawiają się humor i zadziorność Zokory, mrocznej elfki, a nawet wątek romansowy i oczywiście fantastyczny. Jak można wywnioskować po opisie, autor zastosował w powieści pewien motyw dotyczący zamknięcia postaci z jakiegoś istotnego dla całej historii powodu. Z pewnością każdy już miał do czynienia z takim zabiegiem, jednak myślę, iż umieszczenie akurat tych bohaterów w takiej sytuacji było rozwiązaniem, które się sprawdziło, ponieważ Richard Schwartz poradził sobie świetnie z poprowadzeniem swojej opowieści.

9/10

„Pierwszy Róg” („Tajemnica Askiru” #1) Richard Schwartz, Wydawnictwo Initium 2018, str. 496

PREMIERA: 20.04!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

18 marca 2018

Mów do mnie – Sonia Belasco

Mam tak przynajmniej dwadzieścia razy dziennie. Robię coś albo coś mówię, albo coś widzę i mam ochotę wysłać pocztówkę do tego miejsca bez adresu, w którym teraz przebywasz: „Szkoda, że Cię tu nie ma”.
Nie ma dobrych słów, by wyrazić ból po stracie. Nie ma słów, które pomogłyby walczyć z pustką po kimś, kto odszedł.
To dlatego Melanie zaczęła malować. Jej matka była dość ekscentryczną artystką, wspaniałą kobietą. Zmarła przedwcześnie na raka. Melanie maluje, by poczuć jej bliskość.
To dlatego Damon zaczął robić zdjęcia. Carlos, jego najlepszy przyjaciel, był fotografem. Odebrał sobie życie. Damon chce zrozumieć, dlaczego. Wierzy, że przez obiektyw jego aparatu zobaczy świat oczami Carlosa.
Dla obojga sztuka to terapia, światło nadziei w trudnym powrocie do normalności.
Spotykają się podczas prób do szkolnej wersji Otella. Mają ze sobą wiele wspólnego, coraz dłuższe rozmowy przynoszą obojgu ulgę. Przekonują się, że czasami wystarczy, by ktoś nas wysłuchał, bo zainteresowanie życzliwej osoby to najlepsze lekarstwo na smutek. //lubimyczytac.pl

Każdy, kto doświadczył straty kogoś bliskiego, wie, że nie jest to coś, przez co przechodzi się łatwo. Osobiście nie było mi dane czegoś takiego przeżyć, więc nie jestem w stanie całkowicie zrozumieć myśli czy uczuć osoby naznaczonej żałobą. Sonia Belasco wnika do umysłów dwójki bohaterów, którzy muszą pogodzić się z utratą bliskich i pokazuje Czytelnikowi ich drogę, jaką pokonują, by móc wrócić do normalności. 

Mnie w pewien sposób autorka pomogła zorientować się, co przede wszystkim taki człowiek może odczuwać – pustka, której nie może nic zapełnić, poczucie winy, niekiedy wyrzuty sumienia, świadomość niedopowiedzeń, niedokończonych spraw. Jak sama wyjaśnia, do napisania tej książki zmusiło ją bolesne poczucie straty po tym, jak jej były chłopak odebrał sobie życie. Jest to ważne dlatego, iż historia Damona i Melanie została napisana przez Sonię na podstawie własnych doświadczeń i przemyśleń. Nie została ona stworzona tylko z samej przyjemności pisania, co nadaje jej głębokie znaczenie. Sądzę, że opowieść ta ma na celu uświadomienie, dlaczego ludzie zachowują się tak a nie inaczej w obliczu żałoby, co ich prowadzi do odseparowania od świata i niekiedy zamknięcia się w czterech ścianach.

Przejście przez żałobę to nie jedyny aspekt poruszony przez autorkę, chociaż wciąż pozostaje tym głównym. Damon jest czarnoskórym nastolatkiem, którego ewidentnie łączy coś z białą dziewczyną – z tego powodu pojawiają się małe zgrzyty pomiędzy bohaterami, jednak kwestia rasizmu nie jest daleko rozwinięta na kartach tej powieści, czemu nawet się nie dziwię, ponieważ „Mów do mnie” liczy niespełna dwieście czterdzieści stron, co naprawdę nie jest wielką liczbą. 

Wszystkie emocje tłumione przez Damona (przez to imię cały czas miałam przed oczami bohatera z Pamiętników Wampirów!) przekształcały go w tykającą bombę, która w pewnym momencie wybuchnie. Zbawienną dla niego okazała się paradoksalnie rola Otella w sztuce Szekspira, która sama w sobie wymagała od chłopaka dużego zaangażowania emocjonalnego, ale może właśnie o to chodzi. Ujawnienie swoich uczuć, myśli – nawet jeśli tylko za pośrednictwem granej postaci – zdaje się przynosić ulgę.

Autorka pokazuje, że warto rozmawiać o tym, co nie jest dla nas łatwe, ponieważ inaczej nigdy się od tego nie uwolnimy. Ujęła to w przystępny sposób, przeplatając między sobą i odkrywając przed Czytelnikiem historię Damona oraz Melanie – dwójki różniących się ludzi pod wieloma względami, lecz jak najbardziej się rozumiejących.

„Mów do mnie” Sonia Belasco, Wydawnictwo HarperCollins 2018, str. 240

8/10 [bardzo dobra]
UDOSTĘPNIJ TEN POST

12 lutego 2018

Cud na Piątej Alei – Sarah Morgan

Eva, nieuleczalna romantyczka, patrzy na życie przez różowe okulary i wierzy w szczęśliwe zakończenia. Jednak czasem nawet jej jest smutno. Po śmierci babki nie ma już żadnej rodziny i ciągle nie może znaleźć prawdziwej miłości, choć jej przyjaciółki dawno odszukały swoje połówki. Do tego nadchodzi Boże Narodzenie, a to trudny czas dla samotnych.
W liście do Świętego Mikołaja prosi więc o romans. Zbieg okoliczności sprawia, że śnieżyca nad Nowym Jorkiem więzi ją w jednym mieszkaniu z cynicznym i przepełnionym pesymizmem autorem kryminałów, których Eva nie cierpi. Wydaje się, że nie mogła trafić gorzej…//lubimyczytac.pl

Ku mojemu zaskoczeniu (przez niedopatrzenie) „Cud na Piątej Alei” jest trzecią częścią cyklu „Pozdrowienia z Nowego Jorku”. Na szczęście, z tego co udało mi się dowiedzieć, znajomość poprzednich tomów nie jest wymagana, chociaż główni bohaterowie są w nich wspominani. Zdezorientowana byłam również przez kompletne niezgranie okładki z treścią – zdjęcie sugeruje na porę wiosenną, nawet letnią, a ponadto w opisie (powyżej) zaznaczono wyraźnie, że jest to okres przed Bożym Narodzeniem. Dodatkowo po przeczytaniu powieści, mógł się komuś nasunąć pomysł, aby wrzucić gdzieś na okładkę choć trochę śniegu, który odgrywa kluczową rolę w historii.

Była to moja pierwsza przeczytana książka autorstwa Sarah Morgan, więc nie miałam żadnych wygórowanych oczekiwań co do niej. Przez to głównie nie miałam czym się rozczarować, ale muszę dodać, iż historia nie jest ani wybitna, ani nie pozwala odkryć czegoś nowego. Historia Evy i Lucasa po prostu wyzwala w Czytelniku takie emocje, jakie właśnie powinna. Jest pełno (momentami może i za wiele) radości, którą główna bohaterka zaraża wszystkich dookoła pomimo swoich problemów, jednak pojawia się także kontrastowa postać, znakomity pisarz kryminałów, tkwiący w dławiącej go ciemności.

Pomimo tego, iż „Cud na Piątej Alei” ma doklejoną łatkę powieści obyczajowej (i romansu), nie wydaje mi się, by na co dzień działy się takie wydarzenia, które przedstawia autorka. Nie zrozumcie mnie źle, po prostu bohaterowie, jakimi są Eva i Lucas, wpasowują się dość dobrze w pewien schemat, gdzie kobieta przyczynia się do cudownego rozwiązania problemów faceta. Mimo wszystko nie zwracałam na to większej uwagi, ponieważ nie oczekiwałam od tej historii czegoś na wskroś realistycznego. Miałam nadzieję na pochłaniającą lekturę oraz chwilowe oderwanie od rzeczywistości i to dostałam. Czego chcieć więcej? Prosta i przewidywalna fabuła, brak chaosu – przepis na dobrą, niezobowiązującą lekturę.

„Cud na Piątej Alei” Sarah Morgan, Wydawnictwo HarperCollins 2018, str. 303

7/10 [dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

3 lutego 2018

Rozpocznij swoją przygodę z Bullet Bookiem już dziś!


W dzisiejszym poście chciałabym zaproponować Wam zestawienie czegoś w stylu popularnego Bullet Journal (BuJo), który opanował już wszelkie zakątki Internetu. Mowa tu o wydanych przez Wydawnictwo Insignis „Bullet Book. Bądź pięknie zorganizowana” autorstwa Davida Sindena oraz „Twój rok z Bullet Bookiem. Jak dzień po dniu kreatywnie zorganizować sobie życie” Zennora Comptona.

Instagram
„Bullet Book. Bądź pięknie zorganizowana” str. 224

Pierwsza propozycja nie jest niczym innym, jak prawie gotowym BuJo do wypełnienia. Niech Was  jednak nie zwiodą złote tony na okładce (które swoją drogą świetnie wyglądają, gdy pada na nie światło), ponieważ w środku szata graficzna (całkiem bogata!) jest czarna – to od potencjalnego użytkownika zależy, w jakiej kolorystyce zapragnie mieć poszczególne strony w swoim dzienniku.

Całość podzielona jest na podstawowe części takiego rodzaju organizera (mój miesiąc, cele, plan dnia) oraz na takie, na które nie zawsze zwraca się uwagę przy tworzeniu własnych dzienników – moja skarbonka, pasje, poszukiwania. Oprócz podziału na miesiące znajdują się tutaj również tygodniowe szablony i tak naprawdę nie jest ważne od którego miesiąca czy tygodnia rozpoczniecie, ponieważ sami możecie wprowadzić daty. Jest to zdecydowanie plus. Na uwagę zasługują cytaty, które zdobią większość stron i nieraz są tematycznie dobrane do poszczególnych kategorii.


„Twój rok z Bullet Bookiem. Jak dzień po dniu kreatywnie zorganizować sobie życie” str. 256

Druga pozycja jest bardziej uzupełnieniem potencjalnego BuJo (lub powyższego Bullet Book). Osoby rozpoczynające dopiero swoją przygodę z prowadzeniem swojego dziennika i chcące bardziej się zorganizować, z pewnością mogą po ten poradnik sięgnąć. Dlaczego?

Zennor Compton we współpracy z Marcią Mihotich (odpowiedzialna za projekt graficzny i ilustracje) stworzyli przejrzysty poradnik oferujący pomoc w wyborze odpowiedniego materiału, sprzętu. Mieści on w sobie wiele propozycji i sposobów narysowania od podstaw poszczególnych tabel zawierających dane z miesiąca czy roku. Krok po kroku potencjalny czytelnik może nauczyć się rysować znaczniki, stosować nowe czcionki, a do tego poradnik ten jest urozmaicony tematycznie – jeśli w jego posiadaniu znajduje się na przykład ktoś, kto para się sportem lub prowadzi zdrowy tryb życia, znajdzie w tej pozycji parę opcji dla siebie (tygodniowy jadłospis, koło aktywności fizycznej).
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.