5 lipca 2017

Piękne złamane serca - Sara Barnard [premiera]

Caddy i Rosie są nierozłączne. Bardzo się różnią, ale to tylko je do siebie zbliża. Gdy Caddy kończy szesnaście lat, zdaje sobie sprawę, że chciałaby być taka jak jej przyjaciółka – pewna siebie, przebojowa i zabawna. Wtedy w ich życie wkracza śliczna oraz – jak się okazuje – skrywająca pewną tajemnicę Suzanne. I wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Przeszłość Suzanne stopniowo wychodzi na jaw, teraźniejszość wymyka się spod kontroli, a Caddy zaczyna dostrzegać, że problemy mogą być bardzo ekscytujące. Jednak budowanie przyjaźni i próby zaleczenia starych ran są dużo boleśniejsze, niż którakolwiek z dziewczyn się spodziewa. Caddy wkrótce przekonuje się, że kłopoty potrafią się mnożyć w niesłychanym tempie.//lubimyczytac.pl

Większość książek, które wpadają w moje ręce, opowiada o miłości romantycznej, tej odczuwanej w stosunku do swojego partnera życiowego. Są jednak inne rodzaje tego uczucia, przykładowo ta skierowana ku swojej rodzinie. Nie można zapomnieć o bardzo zbliżonej relacji, jaką jest przyjaźń - to właśnie tej formie miłości Sara Barnard postanowiła poświęcić swoją powieść zatytułowaną „Piękne złamane serca”. Może się wydawać, że przecież niedawno na rynku pojawiła się też inna książka poruszająca tę tematykę - „Lato Eden” Liz Flanagan - i  pewnie jest to jedno i to samo, lecz nic bardziej mylnego! Owszem, głównym aspektem obu tych powieści jest oczywiście przyjaźń, aczkolwiek historie w nich przedstawione różnią się i to znacznie.

Caddy i Rosie to przyjaciółki z długoletnim stażem pomimo odmiennych charakterów oraz szkół, do których uczęszczają. Wydawać by się mogło, iż nic nie jest w stanie ich rozdzielić, gdy nagle pojawia się Suzanne, która nieświadomie zamiesza nieraz w ich życiu. Ta dziewczyna stała się czymś, co spowodowało lawinę nieoczekiwanych wydarzeń, które wprawiły w osłupienie wiele osób. Najbardziej było to widoczne w zachowaniu Caddy, która z cichej i bezproblemowej uczennicy prywatnej szkoły zmieniła się na gorsze pod wpływem swojej nowej przyjaciółki.
„Pomaganie komuś, kto stracił kontrolę nad życiem, nie polega na przystawaniu na wszystko, tylko na mówieniu: NIE”
W historii Sary Barnard najbardziej spodobało mi się przedstawienie relacji pomiędzy Caddy, Rosie oraz Suzanne - taka istnieje naprawdę. W przyjaźni zdarzają się wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, ale najważniejsze, by zawsze trzymać się razem, dbać o przyjaciół, których się ma. Każdy zmienia się pod wpływem ludzi, którzy go otaczają, dlatego powinniśmy dobrze ich dobierać. Bardzo często zdarza się jednak tak, że człowiek zaczyna upadać i popełniać błędy - książkowym takim przykładem Sara uczyniła Caddy - ślepo i naiwnie podążającą za Suze, która potrzebowała jej towarzystwa, by uświadomić sobie, iż jest ktokolwiek, na kim mogłaby się oprzeć.

Poruszenie kwestii przemocy domowej okazał się dobrym ruchem ze strony autorki, ponieważ jest ona wciąż tematem tabu - zwłaszcza dla ludzi jej doświadczających. Historia pokazuje, jakie są skutki braku odpowiedniej reakcji ze strony najbliższej osoby. Jeśli myślicie, iż z biegiem czasu jest po prostu lepiej, mylicie się - bez odpowiedniej pomocy robi się tylko coraz gorzej, Suzanne nieświadomie krzywdzi tylko innych i nieustannie się buntuje. Nie pozwólmy, by takie rzeczy działy się obok nas - rozmawiajmy i nie bądźmy obojętni na los tych, którzy nas otaczają. Na końcu książki zostały zamieszczone numery telefonów do m.in. Kryzysowego Telefonu Zaufania czy innych stowarzyszeń i fundacji stworzonych do pomocy.

Polecam „Piękne złamane serca” osobom, które pragną poznać historię przyjaźni oraz dziewczyny, która ucieka od traumatycznych wspomnień przeżyć, które nie powinny mieć miejsca w żadnej rodzinie.

„Piękne złamane serca” Sara Barnard, Wydawnictwo Insignis 2017, str. 350

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Insignis!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

10 czerwca 2017

Nic do stracenia. Wreszcie wolni - Kirsty Moseley

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, jak ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście. Jednak zanim się okaże, czy mogą być razem, będą musieli walczyć o życie. //lubimyczytac.pl

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” jest kontynuacją historii Anny i Ashtona - córki przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych oraz osobistego ochroniarza, który ze względów jej bezpieczeństwa staje się dla świata jej drugą połówką.

Z każdą kolejną przeczytaną książką Kirsty Moseley coraz bardziej się nimi nudzę, ponieważ autorka zaczyna stosować podobne motywy i nawet jeśli okoliczności i sytuacja bohatera jest inna, przeważnie sprowadza się do tego samego i każda historia kończy się tak samo. W tym wypadku nie czytałam pierwszej części, jednak nie żałuję tego i możliwe, że nawet tego nie zrobię, ponieważ szkoda mi na to czasu - prawie wszystkiego dowiedziałam się z pozycji, którą mam dzisiaj na tapecie. Zmierzam do tego, iż mimo dużej różnicy w fabule „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” kojarzy mi się z „Chłopakiem, który zakradał się do mnie przez okno”. Jest to chyba spowodowane wątkiem związanym z przemocą i pewną tajemnicą, która ugryziona została w tej historii w inny sposób, jednak i tak za bardzo po przeczytaniu przypomina mi wrażenia po tamtej lekturze. Więcej nie zdradzę, bo ze spojlerami się nie lubimy!

Irytującą rzeczą była zbyt harmonijna akcja przez prawie dwieście stron, po czym nagle wszystko nabrało tempa i niespodziewanie zaczęło się dziać coś więcej (chociaż nie było nawet się czym ekscytować, bo wcześniej w książce wspomniano o paru rzeczach, które jasno wskazywały na to, co dziać się miało dalej). Przewidywalność to nie jedyna wada przedstawionej historii - relacje Annabelle i Ashtona w pewnych momentach aż ociekały słodyczą, było tego dla mnie za dużo, ponieważ główny bohater został przesadnie wyidealizowany - jak zresztą większość postaci w tego typu książkach. Jak wspomniałam, mamy tu do czynienia ze schematycznością - płeć żeńska w opałach i książę ją ratujący, tylko w trochę innym wydaniu. Nie zmienia to faktu, że to wszystko już było.

To nie tak, że „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to książka, która ma same minusy. Jest wciągająca, pomaga zapomnieć choć na chwilkę o tym, co dzieje się wokół nas, a to, że historia nie jest bardzo prawdopodobna i realna, może akurat komuś się spodobać, kto wie? Nie przekreślam całkowicie twórczości autorki - myślę, iż kiedyś dam jej jeszcze szansę, ale [mam nadzieję] z innymi bohaterami i w innych okolicznościach, ponieważ tym razem było naprawdę średnio.

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str.336

5/10 [średnia]

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

8 maja 2017

Firstlife. Pierwsze życie - Gena Showalter

Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.

Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojką, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.//lubimyczytac.pl

Gena Showalter jest znaną autorką w Polsce głównie z „Kronik Białego Królika”, które na mnie wywarły pozytywne wrażenie. W wyżej wymienionej serii przekształciła zombie w istoty, z którymi walczyć można jedynie w postaci duchowej, co całkowicie zmieniło mój pogląd na ich byt. W swojej nowej powieści autorka także porusza kwestię związaną z duchowością, pisze o świecie, w którym panuje życie doczesne oraz to, które jest nierozerwalnie  z nim złączone - pośmiertne. Od decyzji podjętej zaraz po osiemnastych urodzinach zależeć będzie dalszy los człowieka zarówno jeszcze wśród żywych jak i potem. Dość przerażająca wizja wielkiej odpowiedzialności i możliwych konsekwencji powstałych w wyniku jednej decyzji, prawda?
Nie ma większego zła niż to, które obleka się w szaty cnoty.
Z taką właśnie odpowiedzialnością boryka się główna bohaterka - Tenley, o którą ostro zabiega Trojka i Miriada. Dziewczyna jest jednak niewiarygodnie uparta i pozostaje wciąż Niezwerbowana. Jej niezdecydowanie nieraz mogło przyprawiać o ból głowy, do tego ciągnęło się ono przez prawie całą książkę. Jedynym usprawiedliwieniem może być zaciekła rywalizacja o Ten prowadzona przez obydwie frakcje - nie znają granic, są gotowe zrobić wszystko, by pozyskać dla siebie jej duszę. Wytaczają swe najlepsze działa, a co jest najefektywniejszym sposobem do przekonania dziewczyny? Faceci - i tutaj największą rolę odgrywa Killian wraz z Archerem, oczywiście oboje z przeciwnych sobie obozów.

Uczynienie duchowości świata tak ważnym elementem powieści okazało się dobrym ruchem ze strony Geny Showalter. Stworzenie przez nią takich realiów pozwoliłoby tej powieści wybić się spośród innych, ponieważ taki motyw daje niepowtarzalną szansę na zaciekawienie i przyciągnięcie Czytelnika. Byłoby cudownie, gdyby nie to, że jednak nie do końca wszystko zostało przemyślane: zabrakło mi w tej historii większego nacisku na przedstawienie obu frakcji, zostały one delikatnie odsunięte na drugi plan zaraz za poważnymi rozterkami Panny Niezwerbowanej. Niestety, wspomniane niezdecydowanie głównej bohaterki może działać na nerwy i odejmuje to trochę uroku historii. 
Prawda zawsze powinna być taka sama, powinna być podstawą, na której mogę się wesprzeć.
Nie twierdzę, że „Firstlife. Pierwsze życie” to jakaś klapa, bo autorka nie wykorzystała swojego potencjału i uczucia postawiła na pierwszym miejscu. Myślę, iż Gena Showalter po prostu mogła już nie nadążać z ilością swoich pomysłów, które chciała zrealizować w tej książce i w pewnym momencie lekko zmieniła swój zamysł odnośnie akcji. Jest to typowa powieść skierowana do młodzieży z przystępnym językiem oraz humorem.

„Firstlife. Pierwsze życie” Gena Showalter, Wydawnictwo HarperCollins 2017, str. 432

6/10 [niezła]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 maja 2017

3 lata Oxu!

Wow - tylko tyle jestem w stanie wydusić z siebie, kiedy pomyślę, że Oxu istnieje już od trzech lat. Taka jest także moja reakcja, gdy uświadamiam sobie, ile przybyło mi książek, a ile z nich przeczytałam i mogłam wyciągać wnioski, zastanawiać się nad kwestiami poruszanymi w nich. Ta świadomość jest piękna i pomimo wszelkich złych stron i minusów, które książkowa blogosfera także posiada (każdy z nas o tym wie!), cieszę się, iż wciąż tutaj jestem. Myślę, że ekspresja uczuć Hiddlestona dość trafnie pokazuje mój dzisiejszy nastrój ;)

Wszystkim, którzy tutaj byli i tym, którzy wciąż są, chciałabym bardzo podziękować - możliwość podzielenia się z Wami moimi opiniami i przemyśleniami jest nieoceniona! Kieruję podziękowania także do przyjaciół, którzy wspierają mnie w kontynuowaniu blogowania 💖 Za cierpliwość do mnie także dziękuję - zwłaszcza wydawnictwom oraz autorom, ponieważ czasem różnie się dzieje ;)


UDOSTĘPNIJ TEN POST

5 marca 2017

Chłopak, który chciał zacząć od nowa - Kirsty Moseley

Poznali się w nocnym klubie.
Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów. 
Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.

Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…//lubimyczytac.pl

Jak głosi napis na okładce, „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” jest nową powieścią Kirsty Moseley skierowaną do nastolatków, ponieważ, a jakże, opowiada ona historię dwójki młodych ludzi - Ellie i Jamiego, którzy szaleńczo się w sobie zakochują. Jak to często bywa, zaczyna się od niczego poważnego, później przeistacza się to w jednak coś więcej - coś, od czego nie można się uwolnić. Dodając do tego ciemną, brudną i popapraną przeszłość głównego bohatera, która zaczyna się o niego upominać, historia zaczyna trącić pewnym schematem powielanym w wielu książkach o takiej tematyce.
Ból cię wzmacnia; czujesz, że wciąż żyjesz. Może być twoim sprzymierzeńcem, kiedy jesteś w środku martwy.
Jednakże autorka widocznie wie, co robi, ponieważ nie nudzi Czytelnika, tylko bez zbędnego gadania wciąga go w akcję powieści, która, swoją drogą, zdecydowanie przypadła mi do gustu bardziej niż poprzednia książka Moseley - „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”. Więcej w historii Jamiego i Ellie było realności (no, powiedzmy, że nawet ta cała ciemna strona chłopaka) niż w zawartych w wymienionej wcześniej książce losach Amber i Liama. Dodatkowo, Ellie nie jest aż tak naiwną bohaterką jak szesnastoletnia(!) Amber.

Myślę, że pierwsza część z duologii „Fighting to Be Free” stanowi bardzo dobrą podstawę do kontynuacji losów dwójki głównych bohaterów, o ile autorka nie wykorzystała już całej swojej rezerwy, bo drugi tom ciągnięty na siłę nie będzie miał sensu, a zdarza się to niestety często.

Cieszę się, iż powstała taka książka, która, pomimo tego, że oderwie na jakiś czas Czytelnika od rzeczywistości, poruszy także temat uzależnienia prowadzącego do katastrofalnych i nieodwracalnych skutków. Należy jednak pamiętać, że zawsze jest szansa, by móc coś naprawić, a przynajmniej spróbować lub przebaczyć - przykładem tego jest historia Jamiego zawarta na kartach tytułowej książki.
„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” Kirsty Moseley, Wydawnictwo HarperCollins, str. 384

8/10 [bardzo dobra]

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!
UDOSTĘPNIJ TEN POST
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.