![]() |
@oxuria |
W Polsce Sally Rooney dała się poznać najpierw za pośrednictwem Normalnych ludzi – szeroko omawianej powieści, na podstawie której powstał również serial o tym samym tytule. Trochę na przekór, jako polscy czytelnicy mogliśmy przeczytać jej debiut dopiero w tym roku, chwilę po tym, jak opadł szum w mediach społecznościowych w związku z historią Marianne i Connella.
Nie mam zamiaru porównywać tych dwóch historii, ale jeśli miałabym odnieść się w jakikolwiek sposób do Rozmów z przyjaciółmi w kontekście Normalnych ludzi, podobieństwo odnajdywałabym na poziomie uczuć, jakie wzbudzały we mnie obie książki. Z tą różnicą, że w pewnym momencie – w trakcie lektury NL – zaczęłam odczuwać mimowolne zmęczenie postawami bohaterów, a w Rozmowach… Frances w ogóle we mnie tego nie wywoływała. W całej swej kreacji była ludzka do bólu: prześladowały ją lęki, żyła na granicy świata swojego i tego zewnętrznego, z regułami ustanawianymi przez niepisane umowy społeczne. Odnoszę wrażenie, że w pewnym sensie można odnaleźć w tej bohaterce, jej zachowaniach czy sposobie myślenia część siebie – w jakikolwiek sposób, świadoma jestem jednak różnorodności doświadczenia każdego czytelnika.
„Sądziłam jednak, że ludzie leczący się psychicznie są różni od tych, których znam. Teraz poczułam, że wkroczyłam w nowe środowisko, w którym choroba umysłowa wcale nie musi się źle kojarzyć. Odbierałam jakby drugie wychowanie: uczyłam się nowego zbioru ogólnych prawd i udawałam, że rozumiem więcej, niż w rzeczywistości rozumiałam”, s. 247.
Od pierwszych stron zauważalny jest brak graficznego wyodrębnienia dialogów. Narracja przeplatana jest bezpośrednio rozmowami – z jednej strony może wywoływać to dyskomfort podczas czytania, pozostaje jeszcze jednak inna strona tego zabiegu. Taka próba ujednolicenia tekstu może sprawiać wrażenie, że myśli i wypowiadane słowa Frances są jednością, może nawet czasem istnieją w jej świadomości, ponieważ zaciera się granica między narracją pierwszoosobową a samym dialogiem. Dla mnie nie jest to wada, a coś, co zdecydowanie tę powieść wyróżnia i sprawia, że czas spędzany na refleksjach wydłuża się.
Moją uwagę zwróciło jeszcze jedno – zdarza się, że dialog przerywany jest myślami bohaterki, które odbiegają od tematu rozmowy. To rozproszenie wydaje mi się bardzo… realne. Przywodzi mi na myśl sytuacje, kiedy takie rozkojarzenie dotykało i mnie. Jak widać, można odnaleźć w tej historii małe, pozornie błahe niuanse, które zmieniają odbiór lektury każdego z osobna.
Nie napisałam za wiele o innych bohaterach – oprócz Frances – czy o całej historii w ogóle. Uważam jednak, że nie zawsze należy odsłaniać bądź analizować każdy aspekt książki, czasem warto pozostawić innym odkrycie pewnych kart, by to doświadczenie lektury było w całości „ich”. Zwróciłam uwagę na detale, na to, co wydało mi się najciekawsze czy dość znaczące. Rozmowy z przyjaciółmi to książka warta polecenia, ale trzeba mieć świadomość, że nie każdemu spodobają się intelektualne słowne przepychanki, niecodzienna forma literacka (dialogi) czy też sama historia.
Jakoś nie czuję potrzeby czytania tej książki.
OdpowiedzUsuńMam ochotę na obie książki autorki, ale wciąż brakuje mi czasu :)
OdpowiedzUsuńNajpierw wolałabym sięgnąć po ,,Normalnych ludzi", jednak już czekają na mnie na półce.
OdpowiedzUsuńO książce słyszałam wiele przeróżnych opinii, ale sama jeszcze nie do końca jestem przekonana, czy sięgnę. :)
OdpowiedzUsuńNie czytałam jeszcze nic od tej autorki, ale chyba widziałam gdzieś ten tytuł na Bookstagramie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Zakładka do Przyszłości
Aż tak bardzo mnie nie kusi :)
OdpowiedzUsuń